Przejdź do treści głównej

Jarosław Adamczuk. Praski aktywista w warszawskim Wawrze

autor(ka): Małgorzata Borowska, ngo.pl
2014-06-03, 06:27
archiwalne
Pierwszą świetlicę środowiskową zakładał w połowie lat 90. w historycznym budynku domu pracy dla chłopców, na Pradze. Szybko stała się popularna, choć nie było jej wtedy w żadnym spisie. Dziś swoje doświadczenie w pracy z praską młodzieżą przenosi do Wawra - ngo.pl pisze o przewodniczącym wawerskiej Dzielnicowej Komisji Dialogu Społecznego.

Pamięta historie swoich wychowanków i podopiecznych. Czasami oni sami się przypominają – jak wtedy, kiedy po reportażu w radiowej Trójce na temat Stowarzyszenia Serduszko dla Dzieci napisała studentka pedagogiki – że w sumie chciałaby podziękować. Po koloniach z Serduszkiem, w Gorcach zaczęła się uczyć. Nie był to żaden obóz formacyjny, dzieciaki z warszawskiej Pragi i Gniezna. A tak na nią wpłynął, że zdała do liceum, a potem poszła na studia. Żeby o siebie zawalczyć – napisała.

– Na żadnym z wyjazdów nie rozmawialiśmy z dzieciakami specjalnie o nauce czy szkole – wspomina Jarosław Adamczuk, prezes Stowarzyszenia Serduszko i przewodniczący Dzielnicowej Komisji Dialogu Społecznego w Wawrze, który od dwudziestu lat pracuje z dziećmi i młodzieżą. – Nigdy nie stosowaliśmy też żadnych sztuczek psychopedagogicznych, bo najbardziej rozwijająca i wspierająca dla dzieci jest pozytywna relacja z dorosłym.

Świetlica u marianów

Jest rok 1987. Jarosław Adamczuk nie jest jeszcze dla nikogo „pozytywnym dorosłym” tylko 14-letnim ministrantem na Stegnach. Ksiądz opiekun namawia, żeby został animatorem i pomagał mu w pracy z grupami. Adamczuk łapie z nimi kontakt. Tak już zostanie.

W 1995 ks. Edward Tomczyk z parafii na Pradze Północ proponuje, żeby Jarosław i byli ministranci, teraz studenci, zorganizowali dzieciom wyjazd wielkanocny. „Ja się na tym nie znam – wy wiecie, jak pomagać” – powie. Po powrocie wszyscy chcą się dalej spotykać. Poszli więc do księdza opiekuna z pytaniem, czy to możliwe. A on na to, że się tego spodziewał. I że ma dla nich salę. Istniejąca do dziś – obecnie przy ul. Szwedzkiej 6 – świetlica, zaistniała w historycznym budynku domu pracy dla chłopców, na Wileńskiej. Prowadzili go przed wojną księża marianie. Nie mieli jeszcze wtedy osobowości prawnej, użyczał jej praski Caritas.

„Skonfiskowała” rachunki

W tym zaangażowaniu Jarosław Adamczuk zrobił sobie przerwę tylko raz, na przeprowadzkę. Do pracy z dzieciakami wrócił bardzo szybko, i to ona wyznaczyła też jego zawodowe wybory – poszedł na psychologię.

– Nikt na uczelni nie potrafił nam powiedzieć, jak pracować z taką młodzieżą. Wszyscy znali teorię, ale nikt praktyki.

Studia dobrze przygotowały go od strony teoretycznej, były ważnym doświadczeniem w życiu zawodowym. Ale nikt na uczelni nie zajmował się pracą środowiskową – może dlatego, że słowo "interdyscyplinarny" dopiero zaczynało robić karierę?

On miał doświadczenia ponad normę – z Pragi. W połowie lat. 90. świetlica działa już trzy razy w tygodniu. Nie ma jej w żadnych spisach, ale potrafili do niej trafić i klubowicze (na odrabianie lekcji), i urzędnicy (z ofertą wsparcia).

Żeby formalnie było łatwiej, w 1996 Adamczuk ze współpracownikami zakłada Stowarzyszenie Serduszko dla Dzieci. Brali udział w jednym z pierwszych konkursów dla organizacji. Dostali pieniądze na dożywianie. Adamczuk pamięta, że urzędniczka po prostu „skonfiskowała” im przedstawione w rozliczeniu rachunki, bo z braku doświadczenia nikt nie wiedział, co z nimi robić.

Brakuje tylko Czubówny

Przez trzy lata młodzi klubowicze przychodzą do świetlicy. W 1998 świetlica postanawia „wyjść do nich”, czyli ich środowiska. Stowarzyszenie uruchomia program „Spróbujmy razem”, a wraz z nim współpracę ze szkołą, rodzicami i organizacjami. W 2000 roku do współpracy włącza studentów – oferuje praktyki.

Oferta „Serduszka” poszerza się. Dziś w klubach, które zakładał Jarosław Adamczuk, może nie być czasu na odrabianie lekcji – klubowicze kręcą filmy, na planszach malują storyboardy animacji, na zdjęciach i filmach dokumentują Pragę, przygotowują radiowe audycje, w wygłuszonym studiu nagrywają hip-hopowe numery, testują przepisy na szparagi w pracowni kulinarnej. Żeby im towarzyszyć, szczególnie w pracowni filmowej, Jarosław Adamczuk poszedł do Akademii Filmu i Telewzji. W siedzibie Serduszka oglądamy fragmenty filmu przyrodniczego. Autor ma lat 17, mieszka w Kętrzynie – kadry są wyraźne, na ekranie zielona wiosna, ptaki w gniazdach.

– Tylko Czubówny brakuje! – komentuje Jarosław Adamczuk.

Dziś Adamczuk prowadzi zajęcia w szkole reportażu i cieszy się z sukcesów klubowiczów na Praskim Festiwalu Filmów Młodzieżowych. Emisję zwycięskiego reportażu zapewnia autorowi Magazyn Ekspresu Reporterów. Adamczuk pamięta pierwsze pokazy.

– Po długich negocjacjach dostaliśmy salę w Kinie Praga, za bodajże 500 zł. Na pokaz przyszło jakieś 180 osób. Z Pragi, więc klimat był swojski: matki karmiły dzieci piersią, ludzie siedzieli w przejściach i leżeli tuż przed ekranem. Było jak na biwaku. W sali obok wyświetlano przedpremierowo film głównego nurtu. Przyszło go obejrzeć osób 40.

W Wawrze mieszkańcy rozproszeni

Do akademii reportażu młodzi mogli chodzić również w Wawrze. To tutaj Jarosław Adamczuk jest przewodniczącym DKDS, bo dwa lata temu Stowarzyszenie przeniosło tu siedzibę. Dostrzega, że Wawer ma swoją specyfikę:

– Dzielnica, poza Marysinem Wawerskim, gdzie stoją bloki, jest rozległa, a mieszkańcy – rozproszeni. Stoją tu głównie domy jednorodzinne, w lepszym lub gorszym stanie. W związku z tym trudno ludzi namówić do aktywności czy spotkań, bo każdy ma już „kawałek swojego świata” i poza tym, że wychodzi do sklepu, żyje raczej na swoim kawałku ziemi.

Adamczuk opowiada, że przedsięwzięcia angażujące młodzież toczą się zawsze we współpracy za szkołą, do pozostałej części mieszkańców dotrzeć trudno. Dlatego uważa, że uruchomiona przez dzielnicowy samorząd Wawerska Strefa Kultury to dobry pomysł na aktywizację mieszkańców. Strefa znajduje się w budynku po dawnej szkole, docelowo mają tam mieć siedzibę samorządowe instytucje kultury, o ile znajdą się pieniądze na przebudowę. Do tego czasu Strefa została oddana do zagospodarowania organizacjom pozarządowym. Przewodniczący DKDS uważa to za odważny i sensowny krok.

Zarejestrowane, niewidziane

Inną wawerską specyfiką jest to, że w Wawrze zarejestrowanych jest sporo organizacji, ale nie wszystkie działają w dzielnicy. Adamczuk to rozumie:

– Siedzibą organizacji jest często mieszkanie któregoś z członków zarządu, po to, by nie wydawać pieniędzy na wynajem biura. Jeśli jest to mała organizacja, to takie zaplecze nie jest jej potrzebne. Z kolei organizacji działających w samym Wawrze jest niedużo. Na razie, do wspólnego działania mobilizują je głównie sytuacje kryzysowe.

Na spotkania wawerskiego DKDS przychodzi od pięciu do siedmiu osób. Chyba, że przyjdzie burmistrz – wtedy jest 15. Dlatego najważniejsze zadania wawerskiego DKDS według Adamczuka dotyczą jednak środowiska pozarządowego:

– Przede wszystkim trzeba rozruszać trochę organizacje. Dziś „walczymy” o te same fundusze i wszyscy są nieco rywalizacyjnie nastawieni. Warto byłoby zmienić tę perspektywę – stworzyć warunki, by można było działać wspólnie i wspólnie zastanowić się, które pomysły są skuteczne. Przykładem takiego wspólnego działania są Lokalne Systemy Wsparcia, które powstały na Pradze.

LSW to przedsięwzięcie stołecznego ratusza na Pradze Północ, Południe i Targówku. Na projekty organizacji miasto przeznaczyło tu 6 mln zł do czerwca 2015 r. Organizacje i streetworkerzy wspierają dzieci i młodzież z tych dzielnic, ale w konsorcjum – z placówkami samorządowymi. Stowarzyszenie – z racji „historycznego” prawie doświadczenia w tej dzielnicy, jest w takim konsorcjum na Pradze Północ. Działanie w takim duchu (kooperacji, nie konkurencji) przydałoby się i w Wawrze.

Adamczuk chciałby też wzbudzić wśród organizacji większe zainteresowanie prawem i dokumentami, powstającymi w dzielnicy i mieście, bo mają duży wpływ na to, jakie warunki do działania ma trzeci sektor w dzielnicy i w mieście. Na razie, ocenia, organizacje są zaangażowane przede wszystkim we własne przedsięwzięcia. Tłumaczą, że nie mają ambicji, by występować, na forum miasta. A szkoda, bo – wyjaśnia przewodniczący – ktoś te ambicje musi mieć.

Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 4 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • dzieci
  • edukacja
  • młodzież
  • polityka społeczna
  • współpraca z administracją