Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Paulina Adamska-Malesza

autor(ka): Paulina Wajszczak
2012-03-02, 06:53
archiwalne
Paulina Adamska Malesza, fot. Krystian Pisowicz
Lubi pleść, ostatnio żywe formy wiklinowe. Rośliny rosną uplecione w formy płotów, altan, budowli. Dużo podróżuje, a najczęściej w ramach projektów Stowarzyszenia Serfenta. Na potrzeby nauki, w grupie przyjaciół, dokumentuje plecionkarską tradycję. Plecie także w świecie. Realizuje międzynarodowe projekty, których celem jest wymiana informacji o plecionkarstwie jako dziedzinie rękodzieła.

Czym się zajmuje?

W Stowarzyszeniu Serfenta zajmuję się tworzeniem i realizacją projektów dotyczących przede wszystkim plecionkarstwa jako dziedziny rękodzieła. Do tej pory, z ekipą Serfenty zrealizowaliśmy w latach 2009/2010 projekt pt. "Plecionkarskim szlakiem Wisły" oraz na przełomie lat 2010/ 2011 "Plecionkarskim szlakiem Polski".

U podstaw naszych projektów leży cykl wypraw terenowych odbywanych szlakiem plecionkarzy – za nami już 20 podróży, z czego większość odbyła się na terenie Polski, odwiedziliśmy także Ukrainę i Łużyce w Niemczech.

W skład ekipy badawczej wchodzą etnolodzy, dokumentalista – fotograf/filmowiec oraz mistrz koszykarz-plecionkarz. Taka obsada, z jednej strony zapewnia dokładny wywiad, a z drugiej pozwala na precyzyjny zapis. Staramy się na bieżąco uczyć od plecionkarskich mistrzów. Jest to na prawdę nietypowa szkoła – na plantacji, w lesie, w przydomowym warsztacie, garażu, również na łódce na Wiśle... Nagle okazuje się, że ilu ludzi, tyle warsztatów wyplatania, a każdy plecionkarz ma swoje własne unikalne smaczki rękodzielnicze. Można oczywiście uogólniać i próbować podsumowywać, ale dla mnie każdy człowiek to inna historia, której nie da się zamknąć w sztywnych ramach, opisać, odłożyć na półkę...

Pani Bronka i Jan Madejscy z Lucimi... Jedni z pierwszych plecionkarzy, których poznaliśmy, oboje w sędziwym wieku, blisko dziewięćdziesiątki. Przeżyli razem 68 lat wyplatając wspólnie charakterystyczne dla tej wioski "kabłącoki"... Niezwykle serdeczni dla siebie i dla nas. Pani Bronka zawsze uśmiechnięta, pan Jan szarmancki, na spotkania przychodził w marynarce, na powitanie całował w rękę... Poza tym śpiewał dla nas pieśni, które sam układał, jak choćby tę wyjątkową, w której dziewczyna umiera i pyta, czy na tamtym świecie też się kosze plecie?

Niedawno dowiedziałam się o śmierci pana Jana... Szczęście, że mieliśmy okazję się poznać, a on został zatrzymany w kadrze obiektywu i uwieczniony na naszej wystawie. Zresztą cała nadwiślańska Lucimia jest dla mnie szczególna. Przywieźliśmy stamtąd ogromne zbiory zdjęć i nagrań, które do tej pory tylko częściowo zostały opracowane...

Pani Zosia z Rącznej, zacięta feministka... Już pierwszego dnia zaprosiła nas na nocleg i częstowała wszystkim, co miała najlepszego. Kiełbasą, herbatą od wnuczki ze Szkocji, ziółkami ususzonymi na burzę...

Niezwykle krzepki i wesoły pan Paweł, którego odwiedziliśmy w Jaworzynce w Beskidzie Śląskim... Mimo zaawansowanego wieku sam zbierał korzenie świerkowe, strugał bukowe szkielety i dartki jesionowe do wyjątkowych beskidzkich koszy... On też już nie żyje.

Nikt tak pięknie nie opowiadał o Wiśle jak o żywej rzece pełnej kryp, przepraw z jednego brzegu na drugi, transportów z koszami pełnymi owoców do Gdańska, jak pani Urszula z Małego Wiosła na Kociewiu...

Ciepłe ciasto podane przez żonę pana Zenka na Kujawach, którą nazywał czule swoją czarownicą... Rejs z rybakami z Murzynowa, którzy pokazali nam połów na plecioną wierszę... Wspólne śpiewy z ubogą rodziną plecionkarza na Ukrainie i ich zaskoczenie, że znamy te same pieśni...

Dzięki tym spotkaniom powstała książka „Plecionkarskim szlakiem Wisły“, a także wystawa fotograficzna „Niech się plecie!“.

W naukowych archiwach (m.in. w Polskim Atlasie Etnograficznym) brakuje całościowych badań dotyczących poruszanej przez nas tematyki. Staramy się wyrównywać te braki. Bazując na zdobytej wiedzy i doświadczeniach nakręciliśmy film dokumentalny pt. “Co ty pleciesz?” i filmy instruktażowe „Pleć to sam”.

Dlaczego to robi?

Z perspektywy czasu widzę, że to, czym obecnie się zajmuję to konsekwencja przemyśleń sprzed wielu lat. Wtedy szukałam swojej drogi poprzez działalność w organizacjach zajmujących się ochroną przyrody. Przy tym potrzebowałam robić coś realnego i móc widzieć konkretne efekty swojej pracy, a w przypadku działań edukacyjnych o namacalne efekty jest bardzo trudno.

Rękodzieło pojawiło się jako naturalna konsekwencja – oprócz fascynacji tym, że jestem w stanie powołać do życia coś zupełnie samodzielnie, bliska jest mi się idea wracania do korzeni, do umiejętności tak codziennych i zwyczajnych w życiu naszych przodków. To jednocześnie niezwykle ekologiczna sprawa – praca z materiałami, które są w zasięgu ręki, rosną w lesie tuż obok, na łące… nie potrzeba kupować, produkować… Do tego, jeśli dodać sam akt tworzenia czegoś według własnej wizji, potrzeby, intuicji – to jest to piękne.

Poza tym trudno wyobrazić mi już sobie pracę poza trzecim sektorem. Daje mi niezależność, urok płynący ze stwarzania własnego życia zawodowego, mądrą i demokratyczną współpracę w ramach naszego stowarzyszenia.

Teraz, gdy każde działanie wyzwala następne, jest tak wiele pomysłów i planów na dalsze akcje i projekty, że już nie można się zatrzymać.

Największy sukces

To, że od wielu lat pracujemy w tym samym zespole i jesteśmy razem. Poza tym dzięki pracy na rzecz plecionkarstwa udaje się nam wypełniać sporą lukę w nauce. Do tej pory nie prowadzono badań na ten temat, obejmujących teren całego kraju.

Największa porażka

Nie mogę wskazać jakiejś konkretnej, szczególnej porażki, bardziej trudności – zwłaszcza te, dotyczące finansowania naszej działalności. Najtrudniejszy był ostatni rok. Mimo posiadania dość znaczącego wkładu własnego, musieliśmy okroić zamierzone wyprawy terenowe i wydanie płyt instruktażowych dotyczących unikatowych technik plecionkarskich.

Utrzymywanie się z dotacji jest skrajnie trudne, szczególnie w sytuacji, gdy niechętnie są opłacane koszty administracyjne, czyli nasza codzienna praca biurowa. Dlatego mamy nowe pomysły na kontynuowanie dalszej działalności, czy nam się uda – pokaże ten rok.

Co lubi w swojej pracy i poza nią?

To, że zawsze jest inaczej. Każdy projekt jest inny, każdy jednak związany z podróżami, poznawaniem nowych miejsc i osób.

Potrzebuję do życia zmienności, dziania się, twórczej atmosfery. Momentów, gdy spotykają się ludzie, każdy z innego świata, ale w połączeniu dają nową jakość. Dzieje się wtedy coś wyjątkowego, co jest tylko w tej chwili i miejscu i… to jest niepowtarzalne.

W Serfencie łączę różne pasje, ciągle się uczę. Nie mam na myśli tylko rozwoju artystycznego, ale także ciągłe poszukiwanie możliwości kontynuacji naszych działań. I chyba się udaje, bo ten rok zaczyna się bardzo optymistycznie – za chwilę składamy międzynarodowy projekt "Weaving baskets and Beyond", do którego przystępujemy we współpracy z pięcioma innymi krajami z Europy. Okazuje się, że plecionkarstwo – szczególnie na zachodzie Europy i w USA – to fascynujące pole do popisu dla artystów, co w Polsce dopiero raczkuje.

Oczy otworzyły mi się także po warsztatach w duńskiej Aftenskole. Dania, w przeciwieństwie do Polski, straciła ciągłość przekazu tego tradycyjnego rękodzieła. Jednak jak się okazuje, teraz mnóstwo Duńczyków bierze udział w kursach prowadzonych przez profesjonalnych artystów, co daje im niespotykaną u nas lekkość i swobodę w traktowaniu utartych kanonów. W Polsce wciąż uporczywie trzymamy się tradycji i powielamy w nieskończoność te same wzory. Oczywiście cały czas mam dla niej uznanie, tradycyjne wzory stanowią dla mnie punkt odniesienia, ale jednocześnie mam potrzebę swobodnego poruszania się w tym temacie, rozwijania go, odczytywania na nowo. Odnosząc się do wyplatania – teraz stało się jeszcze bardziej przyjemne... podążam za roślinami, dostosowuję się do nich, wykorzystuję ich niepowtarzalność. W ten sposób każdy wypleciony przedmiot jest jedyny w swoim rodzaju... Poza tym inspirują mnie kamienie i drewno, łączenie ich z plecionkarskimi materiałami.

A tak poza tym, lubię dzikie miejsca i książki. Ostatnio odkryłam naszego starego Brzechwę.

Plany na przyszłość

W planach jest mnóstwo wyjazdów i wymiana doświadczeń z osobami, które robią podobne rzeczy w innych krajach. Okazuje się, że w Hiszpanii już od wielu lat badania terenowe plecionkarzy prowadzi Carlos Fontales, który podobnie jak my – ma w swoim dorobku publikacje na ten temat. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję wspólnie pracować, Carlos ma zupełnie inne podejście do badań, które bardzo mi odpowiada. Poza Hiszpanią, mamy partnerów w Wielkiej Brytanii – na Szetlandach, w Bułgarii, Danii i we Włoszech, gdzie działa bliźniacza organizacja do naszej.

Od jakiegoś czasu, szczególnie po badaniach na pograniczu pod białoruską granicą, marzy mi się także wyjazd na Białoruś. Mam nadzieję, że mimo trudnej sytuacji politycznej naszej ekipie uda się tam pojawić. Mamy już za sobą krótki, ale bardzo udany wypad na Ukrainę, teraz szykuje się również niewielki projekt w Obwodzie Kaliningradzkim. W planach na przyszłość mamy zatem również Wschód.

Nie zapominamy także o Polsce. Trzeba kontynuować pracę, którą zaczęliśmy tutaj, szczególnie że jest mnóstwo materiału do opracowania, którego przybywa z wyjazdu na wyjazd – myślimy o wydaniu interaktywnych map dotyczących poszczególnych miejscowości, osób, wyrobów; wydaniu podręcznika, który by zbierał znalezione w terenie unikalne rozwiązania plecionkarskie, unowocześnieniu wystawy i dostosowaniu jej do zagranicznego odbiorcy, dodruku nowych zdjęć…

Poza tym cały czas mamy na uwadze temat, który poruszyliśmy podczas konferencji Hand made in Poland w Cieszynie i Poznaniu. Jak wspierać polskich twórców na rynku sztuki, jak rozwiązać sytuację, kiedy tworzą piękne przedmioty za bardzo niewielkie kwoty.

Być może kiedyś przyjdzie czas na kolejne dziedziny rękodzieła, które wymagają podobnego potraktowania i całościowej koncepcji ochrony tak, jak to staramy się robić w przypadku plecionkarstwa… Mamy w Polsce przecież jeszcze garncarzy, tkaczy, cieśli i wiele innych ginących zawodów…

Z bardziej dalekosiężnych planów marzymy w Stowarzyszeniu o otwarciu ośrodka edukacyjnego, w który moglibyśmy łączyć działalność ekologiczną i kulturową. Takiego miejsca w pięknym otoczeniu, przyjaznego środowisku i otwartego na ludzi i nowe inicjatywy, których nie brakuje… Moglibyśmy tam na stałe wyeksponować wystawę, która zdążyła się już rozrosnąć do wielkich rozmiarów, prowadzić różnorodne warsztaty, zapraszać gości z całego świata. Plany dalekosiężne, ale wierzę, że możliwe i wszystko, co robimy zmierza w tym kierunku…

 

Paulina Adamska-Malesza urodziła się w Toruniu w 1979 roku, od kilku lat mieszka w Cieszynie, gdzie współtworzy Stowarzyszenie Serfenta (http://www.serfenta.free.ngo.pl/). Absolwentka studiów pedagogicznych (UMK w Toruniu) i antropologicznych (UŚ w Cieszynie), instruktorka rękodzieła artystycznego (ULRA w Woli Sękowej), hipoterapeutka. Aktywistka społeczna i ekologiczna.

Zobacz niektóre akcje artystyczne Serfenty,  związane ze sztuką wyplatania:

Zielony rower Serfenty wykonany w ramach Dnia bez samochodu w Cieszynie we wrześniu 2010 roku:

Świątynia Druida (żywa forma wiklinowa stworzona przez Stowarzyszenie Serfenta i przyjaciół w październiku 2010 roku w ramach IV Pleneru Żywych Form Wikliniarskich w Paprotach koło Sławna):

 

Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 6 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • ekologia, środowisko
  • tradycja
  • wieś