Przejdź do treści głównej

Jarek na Czarnym Lądzie [wywiad]

archiwalne
Wolontariat daje niezwykłe możliwości pomagania potrzebującym. Jedną z nich są zagraniczne wyjazdy misyjne. Podczas takich pobytów, trwających wiele miesięcy, wolontariusze mają szansę zmierzyć się ze światem dotąd im nieznanym i sprawdzić się w egzotycznych dla nich warunkach. Jedną z takich osób jest Jarosław Pluta, który spędził rok w Republice Południowej Afryki pomagając w sierocińcach. Postanowiliśmy więc zapytać, jak wspomina ten wyjazd.

Radosław Bednarski: – Skąd pomysł na wyjazd do RPA?

Jarosław Pluta: – Zawsze pragnąłem gdzieś daleko wyjechać i dzielić się swoimi talentami i zdolnościami. Chciałem sprawdzić siebie i swoje możliwości poza Polską. Zobaczyć jak to jest pomagać bezwarunkowo dostając w zamian tylko, albo aż życzliwość i dobre słowo. Zagrałem z życiem vabank i mając za sobą jeszcze nieskończone studia oraz kilkuletni staż pracy w różnych zakładach postanowiłem pojechać do Afryki.
– Jak wygląda życie w RPA?
– Mieszkając w RPA jako wolontariusz przez jedenaście miesięcy miałem niesamowitą sposobność poznania bogatego tygla kulturowego z różnych perspektyw. Ten kolorowy świat czerwonej ziemi Afryki Południowej ukazywał nam powoli swoje prawdziwe oblicze. Prawdę o RPA można było zobaczysz wychodząc za mury i kraty ogrodzonych domów. Często słychać było w telewizji albo radio o zbrodniach rabunkowych i innych przestępstwach. Bardzo wiele o apartheidzie i życiu w RPA dowiedziałem się też od bogatych, zamkniętych w swoich „vipowskich” osiedlach mieszkańców Wallekrville.
Jest to kraj bardzo zróżnicowany pod wieloma kwestiami. Od flory i fauny po nowoczesną architekturę Johannesburga czy ogromne farmy kukurydzy na peryferiach. Przejeżdżaliśmy obok ogromnych farm z bananami czy herbatą, by kilka kilometrów dalej ujrzeć wzgórza ubogich domostw czarnoskórych mieszkańców.
W czasie pobytu w RPA miałem wrażenie że okres apartheid-u wyrządził ogromną krzywdę Sutu, Zulu, Hindusom oraz innym mieszkańcom. Znajomi opowiadali mi, na czym faktycznie polegała ta separacja rasowa, w jaki sposób byli bici i szkalowani przez białych afrykanerów i nie tylko. Dziś pokutują za to młodzi mieszkańcy RPA. Poznałem z bliska różne oblicza kraju będącego akurat gospodarzem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej.
– Jacy są mieszkańcy tego kraju?
– To jest właściwie bardzo ciekawy temat. Jacy oni są? Uogólnienia mogą być błędne ze względu na ich niesamowitą różnorodność. Mieszkając i pracując jako wolontariusz byłem zaskoczony wielobarwnością grup etnicznych zamieszkujących Republikę Południowej Afryki. Mieszkają tam nie tylko rdzenni Afrykańczycy. W czasach kolonializmu napłynęła duża grupa Indian oraz Europejczyków. Spędziłem w RPA rok czasu wśród ludzi o bardzo odmiennych kulturach. Samych języków administracyjnych jest jedenaście. Ludzie są bardzo przyjacielscy, pomocni, mili, beztroscy i niezwykle otwarci na innych. To kraj Nelsona Mandeli i pisarza Johna M. Coetzee. Miałem okazję poznać mieszkańców RPA w różnych sytuacjach. W czasie wytężonej pracy, podróży, relaksu, odpoczynku, wakacji, jedzenia.. Gdziekolwiek się pojawiłem spotykała mnie ogromna życzliwość mieszkańców tego kraju.
– Komu pomagałeś na miejscu?
– Pomagaliśmy w dwóch sierocińcach: Saint Kizito AIDS Orphanage oraz TLC. Od sierpnia do końca grudnia udzielaliśmy się w „Saint Kizito”, który prowadzą nauczyciele Patricia i Samuel Maluleke. Ośrodek przeznaczony jest dla dzieci zarażonych wirusem HIV. Od stycznia do końca czerwca pracowaliśmy w rodzinnym sierocińcu TLC prowadzonym przez Thea Jarvis. Sierociniec zajmuje się opieką nad niemowlakami. Rodzina Jarvis adoptowała ich w przeciągu siedemnastu lat około 30. TLC przygotowuje także dzieci do 3 roku życia do adopcji dla rodzin w Europie.
– W jaki sposób pomagałeś?
– Projekt, którym się zajmowaliśmy składał się z kilku mniejszych części. W tygodniu zajęci byliśmy sierocińcami TLC oraz Sant Kizito. Tam opiekowaliśmy się dziećmi, prowadziliśmy gry i zajęcia artystyczne, sportowe, rekreacyjne. Praca wolontariuszy polegała także na pomaganiu w nauce, przewijaniu niemowląt a także przygotowywaniu dla całego Sierocińca TLC obiadu i kolacji.
– Czy warto udać się w taką podróż?
– Odpowiedź jest tylko jedna – oczywiście, że tak. Wolontariat okazał się bardzo bogaty w doświadczenia i ważne przeżycia. Dzięki możliwości pobytu w RPA poznałem nie tylko prawdziwe oblicze kraju, ale także swoje mocne i słabe strony. Wolontariat w Afryce może czasem odstraszać ze względu na czyhające niebezpieczeństwa i możliwość zachorowania na różne egzotyczne choroby. Jednak wystarczy zachować odrobinę zdrowego rozsądku aby wszystko skończyło się dobrze.
– Jakie doświadczenie wyniosłeś z tej podróży?
– Wydaje mi się, że każdy wolontariusz zdobywa inne doświadczenia w czasie takich projektów. Mogę powiedzieć że ten pobyt nauczył mnie bycia bardziej otwartym na kontakt z otaczającym mnie światem. Spokojnego podejścia do życia, radości z małych rzeczy, właściwego reagowania na różnego rodzaju spory.
– Jak trzeba przygotować się do takiej podróży?
– Przede wszystkim obowiązkowo należy się zaszczepić. Załatwić wcześniej ubezpieczenia i wizę. W moim przypadku przechodziłem ponad roczny okres przygotowawczy. Uczestniczyłem w cotygodniowych spotkaniach, w czasie których dowiadywałem się o wszystkim co może mnie spotkać w czasie wyjazdu wolontariackiego. Do obowiązkowych spotkań należały także comiesięczne zjazdy Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego „Młodzi Światu” w Krakowie. Podczas takich spotkań brałem udział w różnych ważnych szkoleniach i kursach. Uczyłem się jak organizować zajęcia dzieciom i młodzieży. Taką wiedzę można później wykorzystać na placówce do której jest się wysyłanym.
– Jak zachęciłbyś innych do wyjazdów na wolontariat zagraniczny?
– Zachęcam każdego do przeżycia niesamowitej przygody, w czasie której rozwinie się w jedyny niepowtarzalny sposób. Podczas takiego wyjazdu można poczuć prawdziwy klimat wolontariatu, bezinteresownego dzielenia się tym, co najcenniejsze – własnym życiem, talentami oraz ciepłym uśmiechem. To jako wolontariusz dostajesz szansę rozwinięcia swoich zdolności interpersonalnych oraz dołożenia małej cegiełki do czegoś naprawdę wartościowego. Na marginesie wspomnę że może będziesz miał/a możliwość zobaczenia w naturalnym środowisku dzikich zwierząt i przepięknych widoków afrykańskiej ziemi.
– Gdybyś dostał propozycję ponownego wyjazdu w inny zakątek świata, zdecydowałbyś się?
– To zależy od tego, gdzie mógłbym jechać, na jaki czas oraz kiedy. Ile dostałbym czasu na przygotowanie. Realnie zastanowię się dopiero po skończeniu studiów. Dopiero wtedy mógłbym powiedzieć faktycznie, czy bym się zdecydował ponownie zmierzyć z samym sobą.
– Dziękuję za rozmowę.
 

 

LOGO

Wiadomość pochodzi z serwisu regionalnego dolnyslask.ngo.pl.
Źródło: inf. własna, red. dolnoslaskie.ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz pytanie ~Anna 28.09.2011, 06:54 Ja z kolei prosiłabym o zamieszczenie informacji jak bohater artykułu dostał się na ów wolontariat. Z góry dziękuję. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Do Galla Anonima ~Radosław Bednarski 25.08.2011, 09:33 Tytuł wcale nie wynika z niewiedzy ani z nieświadomości. Został użyty całkiem świadomie i z pełną odpowiedzialnością. Jednak nie zamierzam tego tłumaczyć osobie, która boi się podpisać pod własnym komentarzem. Pozdrawiam. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Uwaga ~ 25.08.2011, 08:12 Po przeczytaniu tytułu odechciało mi się dalszej lektury. Jak sądzę użycie sformułowania "czarny ląd" wynika z niewiedzy i nieświadomości ale redakcja ngo.pl powinna bardziej starać się. Jest to sformułowanie z języka kolonialnego, którego raczej nie powinno się używać. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • wolontariat
  • wolontariusze