Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Piotr VaGla Waglowski

autor(ka): Marta Chowaniec
2011-08-18, 03:23
archiwalne
Ludzie sektora: Piotr VaGla Waglowski
W 1994 roku kolega ze studiów zaprowadził go w czasie przerwy między wykładami do Centrum Informatycznego Uniwersytetu Warszawskiego i pokazał zieloną poświatę terminali komputerowych. Po studiach zajął się prawem w związku z rodzącym się tzw. społeczeństwem informacyjnym. Swoimi działaniami wspiera kilka organizacji pozarządowych. W 20. rocznicę uruchomienia Internetu w Polsce rozmawiamy z Piotrem VaGla Waglowskim.

Czym się zajmuje

Od początku zastrzega, że nie czuje się jakoś szczególnie ”człowiekiem sektora”.

Realizuję konstytucyjną wolność zrzeszania się, czyli poszukuję form realizowania głównie siebie – tłumaczy. – Współpracuję z kilkoma organizacjami społecznymi. Z jednej strony jest Fundacja Nowoczesna Polska, która zajmuje się prawem własności intelektualnej, dostępem do dóbr kultury i edukacją medialną. Te obszary mnie interesują. Jestem w radzie Fundacji. Z drugiej strony stale działam w Internet Society Poland, której hasłem jest: „Internet is for everyone”. Stale uczestniczymy w światowym dialogu dotyczącym standaryzacji Internetu; chodzi m.in. o kwestie wolności słowa i jej granic, filtrowania i blokowania sieci, wyborów przez Internet, którym jestem zdecydowanie przeciwny.

Kolejna organizacja to Fundacja Panoktykon, która zajmuje się badaniami nad społeczeństwem nadzorowanym. Tutaj szuka balansu między wykorzystywaniem a ochroną informacji, pochyla się nad zagadnieniami związanymi z prawem do prywatności i zakresem informacji, które państwo może zbierać o obywatelach. Swoimi działaniami wspiera także fundację ePaństwo, która buduje serwis Sejmometr.pl. Uważa, że jeśli rzeczywiście ten, kto ma informacje – ma władzę, to obywatele, kiedy posiadają informacje o działaniu państwa, realizują zapisy artykułu 4. Konstytucji, który stanowi, że władza zwierzchnia w państwie należy do narodu i naród sprawuje tę władzę również bezpośrednio.

Bierze też udział w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji działającego przy Fundacji Batorego, w ramach Programu Przeciwko Korupcji. W tym obszarze interesuje go dyskusja na temat konieczności prowadzenia konsultacji społecznych; badania, dlaczego te konsultacje są problemem, dlaczego państwo nie jest w stanie prowadzić analityki przed przyjmowaniem projektów ustaw albo ewaluacji po ich przyjęciu. Współpracuje również z organizacjami biznesowymi: Polską Izbą Informatyki i Telekomunikacji oraz Związkiem Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska.

– Izby gospodarcze i organizacje pracodawców to również organizacje pozarządowe, w których toczy się dyskusja o relacjach społecznych – komentuje.

– Niektórzy nazywają mnie blogerem, ale ja nie wiem, co to jest blog. Prowadzę serwis. Wolałbym nazwać się publicystą. Z wykształcenia jestem cywilistą, ale to, czym się zajmuję, to raczej antropologia prawa albo socjologia prawa. Dokumentuję powstawanie i działanie prawa w życiu społecznym. Interesuje mnie problematyka wolności słowa i jej granic, prawa własności intelektualnej i innych monopoli informacyjnych, informatyzacja państwa. Kiedyś można było się spotkać z taką tezą, że prawo, które obowiązuje nas na co dzień, nie obowiązuje w Internecie. Sprzeciwiałem się temu, bo w Internecie obowiązuje to samo prawo, jak „w realu”. Internet jednak zmienia ogólny obraz relacji społecznych.

– Pisałem osiem tekstów dziennie, dziś piszę jeden, ale staram się, by ten materiał był dobrze udokumentowany. Aby ktoś, kto czyta ten materiał, docierał do źródeł informacji, bo zwykle dziennikarze nie wskazują sygnatur sądowych ani nie linkują projektów ustaw, korzystają czasem tylko ze skróconych notek prasowych, wyprodukowanych gdzieś kiedyś przez specjalistów od public relations – mówi.

Dlaczego to robi

W 1994 roku kolega ze studiów zaprowadził go w czasie przerwy między wykładami do Centrum Informatycznego Uniwersytetu Warszawskiego i pokazał zieloną poświatę terminali komputerowych. Polska została podłączona do sieci internetowej dwa lata wcześniej.

– Wtedy nie uważaliśmy, że jest to coś przełomowego, ale rzeczywiście dawało nowe możliwości – przyznaje.

W międzyczasie działał w kole naukowym, wydawał wydziałową gazetę i udzielał porad w Adwokaturze Studenckiej, prowadzonej przez Fundację Samorządu Uniwersytetu Warszawskiego. Po studiach zajął się działaniem prawa w związku z realizowaniem się tzw. społeczeństwa informacyjnego.

– W 2000 roku powstała potrzeba zrzeszenia się osób, które zajmowały się podobną problematyką i w ten sposób powstało stowarzyszenie Internet Society Poland – mówi.   

Największa porażka

– Kiedyś miałem pomysł, by założyć w Polsce coś na wzór Electronic Frontier Foundation, która bada i oddziałuje na konkretne zjawiska społeczne, powstające w związku z rozwojem technologii komunikacyjnych. Kilku prawników zainteresowałem tym tematem ale ze względu na słabość organizacyjną nie byliśmy w stanie tego zrobić. Wtedy byłem trochę bardziej naiwnym człowiekiem, niż jestem teraz – wspomina.

Największy sukces

– Dobrze się stało, że się wydarzyła taka porażka. – kontynuuje. – Świat nie lubi próżni i pojawiły się różne organizacje, które badają Internet we własnym zakresie siłami swoich animatorów i pracowników. W miarę możliwości staram się te organizacje wspierać. Poza tym, dziś wiem, że jednostronne patrzenie na pewne problemy oznacza błędną interpretację zjawisk. Świat nie jest taki czarno-biały jak kiedyś myślałem – przyznaje.

Pewną miarą sukcesu może być oglądalność serwisu VaGla.pl, chociaż – jak sam przyznaje – ważniejsza jest dla niego "jakość" użytkowników niż ich liczba.

– Rok temu oglądalność serwisu opisywała liczba 80 tys. „unikalnych użytkowników” miesięcznie, ale przestałem to mierzyć. Wszystko zależy od tego, jak autor postrzega serwis – mówi. – Ja swój prowadzę głównie dla siebie i w takim kontekście mniejsze znaczenie ma ilość, a ważna jest „jakość” czytelników. Wiem, że wśród czytelników są osoby, które piastują ważne funkcje w państwie czy stanowią grupę opiniotwórczą. Ta świadomość jest dla mnie ważna o tyle, że powoduje presję, aby nie popełniać błędów, by ważyć słowa – np. nie mogę sobie w dowolny sposób zażartować. Na pewno atrakcyjne są dla mnie komentarze, które pojawiają się pod moimi tekstami, bo jeśli zamkniemy się w ciemnym pomieszczeniu bez okien, zamkniemy się również na złożoność świata. Badaczowi potrzebna jest interakcja społeczna – podkreśla.

Co lubi

W NGO-sach lubi, kiedy sprawy są dobrze zorganizowane.

– Lubię pracować z ludźmi, którzy wiedzą, co robią, są zaangażowani w to, co robią, są kompetentni, o których wiem, że idziemy wspólnie w tym samym kierunku, do których mam zaufanie – wylicza.

Plany na przyszłość

Nie odróżnia życia społecznego od zawodowego i naukowego.

– Dla mnie to jest jedno życie. Stąd mam zamiar dalej robić to, co robię. Dopóki starczy mi sił – deklaruje.

– Napisałem 9,5 tys. tekstów, może dotrę do 10 tys. To się może zdarzyć za rok albo pół – żartuje, bo tu nie o ilość chodzi. Interesuje go szczególnie linia demarkacyjna oddzielająca wolność pozyskiwania i wolność rozpowszechniania informacji.

– Trzy przykłady. Autor ma wyłączne prawo do korzystania z utworu, ale istnieje dozwolony użytek publiczny i osobisty, w związku z czym ktoś inny może z takiego utworu korzystać, nie pytając autora o zgodę. Inny przykład to spam, czyli przesyłanie niezamówionej informacji: jeden chce realizować wolność słowa, a drugi ma prawo do niesłuchania, jeżeli nie jest zainteresowany. Kolejny: obywatele chcą uzyskać informacje publiczne o działaniach państwa, a państwo chce mieć swoje tajemnice albo zwyczajnie ma kłopot z logistyką – tłumaczy. – Mam maszynę do pisania wyprodukowaną w 1948 roku, a więc w czasie, gdy powstawały firmy rozwijające idee dzisiejszego Internetu. Dziś zastanawiam się, jak możliwości precyzyjnego projektowania 3D „drukować” za pomocą cyfrowych frezarek. A że przejawy aktywności ludzkiej wraz z rozwojem techniki są coraz to nowsze i coraz bardziej interesujące, to moje plany na przyszłość muszą obejmować uczenie się relacji społecznych i poznawanie działania nowych narzędzi, które mają znaczenie w społecznym dialogu.

 

Piotr VaGla Waglowski – prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl (Prawo i Internet). Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, członek Rady Programowej Fundacji Panoptykon oraz członek zespołu doradców Fundacji ePaństwo, wspierających rozwój serwisu Sejmometr.pl. Uczestniczy w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego oraz Forum „Aktywny Obywatel”, działającego przy Instytucie Spraw Publicznych. W 1995 założył pierwszą w Internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim. Członek założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję członka Zarządu ISOC Polska i członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, był również członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA. Konsultant, trener, wykładowca, autor publikacji dotyczących prawnych aspektów społeczeństwa informacyjnego. Autor książki „Prawo w sieci. Zarys regulacji Internetu”.

Źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 4 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • rewelacja ~aśka 05.09.2011, 10:33 czytam i serce rośnie.... ODPOWIEDZ
  • genialny gościu ~Jolka 18.08.2011, 10:30 Naprawdę, genialny facet ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • demokracja
  • media
  • nowe technologie