Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Katarzyna Szymielewicz

autor(ka): Marta Chowaniec
2011-07-18, 02:03
archiwalne
Katarzyna Szymielewicz
Była prawnikiem finansowym w międzynarodowej korporacji, ale nie odnalazła się w czysto komercyjnym przedsięwzięciu. Pojechała na studia do Londynu. Zobaczyła, jak tam działa III sektor. Potem poznała Adama Bodnara, który podpowiedział jej, że jest miejsce dla nowej organizacji w Polsce. Współzałożyła i prowadzi fundację Panoptykon. Wreszcie czuje sens w swojej pracy.

Czym się zajmuje

Panoptykon to nazwa idealnego więzienia (wymyślonego przez Jeremy'ego Benthama), opartego o zasadę „światło-cień”. Więźniowie są oświetleni, natomiast strażnik jest w cieniu. Więźniowie nigdy go nie widzą, więc nie wiedzą, czy rzeczywiście jest i patrzy – dlatego, przynajmniej w założeniu, kontrolują się zawsze. Tę ideę rozwinął potem Foucault, przenosząc na poziom całego społeczeństwa. 

– Do tego nawiązujemy. Jednym z naszych zadań w pracy Fundacji Panoptykon jest przekazanie, że nadzór i kontrola przyjmują nowe, mniej „widzialne” formy – tłumaczy Katarzyna Szymielewicz. – Dużo osób ma przeświadczenie, że żyją w sposób wolny i nieskrępowany, podczas gdy subtelne mechanizmy kontroli i nadzoru bardzo skutecznie wpływają na nasze zachowania, determinują decyzje, ograniczają pole wyboru. I stąd nasza misja: żeby te mechanizmy ludziom pokazać i postawić pytanie o granice. Gdzie przebiega granica, za którą współczesny nadzór wkracza już zbyt głęboko w sferę naszej autonomii, narusza standardy, które nazywamy „prawami człowieka”, odbiera wolność?

Posługujemy się trzema metodami pracy. Pierwszy obszar to działalność „watchdogowa” – monitorowanie procesu legislacyjnego, wychwytywanie problemów, ich nagłaśnianie i interweniowanie. Nasza druga noga, na razie zdecydowanie słabsza, to działania „think-tankowe” – badanie problemów, ich definiowanie i wprowadzanie do debaty publicznej. Wreszcie, staramy się też edukować i zwiększać świadomość. Organizujemy comiesięczne seminaria, publikujemy materiały edukacyjne, pracujemy z mediami. Ze względu na krótki staż i mały zespół docieramy na razie do bardzo wąskiej grupy, ale wierzę, że to się zmieni. Z ogromnego obszaru tematycznego, jakim moglibyśmy się interesować (bo przecież nadzór jest wszędzie!) wybraliśmy kilka najważniejszych: telekomunikacja ze wskazaniem na Internet, bazy danych, monitoring wizyjny w miastach, służby specjalne – wymienia.

W Polsce powstają właśnie dwie potężne bazy danych: medyczna i systemu oświatowego.

– Zaniepokoiły nas obie – i samą koncepcją, i sposobem realizacji. Monitorowaliśmy prace nad aktami prawnymi, na podstawie których te bazy będą działały, interweniowaliśmy w mediach, w Sejmie, w Senacie, u Prezydenta... Razem z organizacjami feministycznymi protestowaliśmy też przeciwko wprowadzeniu obowiązkowych badań ginekologicznych dla kobiet, ze względu na dyskryminujący i represyjny sposób, w jaki ten program został zaprojektowany i jak miał być wdrażany. Udało się! Ministerstwo Zdrowia wycofało się z realizacji tego projektu – podkreśla.

Od kilku miesięcy bardzo intensywnie pracują nad projektami prawnymi związanymi z bezpieczeństwem publicznym i regulacją Internetu. Od kwietnia trwają regularne rozmowy z rządem, powstają projekty konkretnych rozwiązań. Najgłośniejsze tematy, jakie udało im się podnieść, to problem obowiązkowej retencji danych telekomunikacyjnych i blokowania stron internetowych.

– Trzeba podkreślić, że nasze interwencje często uruchamiają działania innych organizacji, sami też z zasady staramy się działać w koalicji – dodaje. – A pracy jest tak dużo, że nie wyrabiamy na zakrętach – śmieje się.

Dlaczego to robi

Z inicjatywą założenia fundacji wyszła sama. Z Małgorzatą Szumańską znały się od czasu studiów. Potem dołączył Krystian Legierski i Piotr Drobek.

– Ale to nie było tak, że pewnego dnia wstałam z łóżka i postanowiłam założyć fundację. To był dość długi proces – zastrzega.

Pracowała jako prawnik finansowy w międzynarodowej korporacji.

– Przez moment naprawdę uważałam, że to jest ciekawe, rozwijające intelektualnie zajęcie i że warto po studiach zająć się czymś konkretnym. Jednak dość szybko dotarło do mnie, że po prostu nie odnajdę się w czysto komercyjnym przedsięwzięciu. Nie wiedziałam tylko, jak z tego wyjść i gdzie można robić „coś innego”. Czułam się jak w pułapce, miałam poczucie zakleszczenia – opowiada. I dlatego szukała innej drogi dla siebie. – Kiedy się jest w bardzo angażującej pracy, to nawet jeśli pojawia się pomysł, po prostu nie ma czasu, żeby go zrealizować. Po roku miotania się wyjechałam na studia do Londynu, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i poszukać tego, o co mi chodzi – opowiada.

Ten rok był niezwykle inspirujący.

– Wiedziałam już, że to musi być „ngo”: studiowałam ruchy społeczne i teorię społeczeństwa obywatelskiego, pracowałam jako wolontariuszka w jednej z organizacji, ale też nie chciałam zostać kolejnym „project officer” – a głównie z takimi posadami spotykałam się w bardzo rozwiniętym trzecim sektorze w Londynie. Ostatecznie wróciłam do Polski, żeby odłożyć pieniądze na bilet do Ameryki Południowej. Wyobrażałam sobie, że tam znajdę energię i ferment, o które mi chodzi. Na tym etapie spotkałam Adama Bodnara – to on mnie przekonał, że warto działać w Polsce, a po roku znajomości doradził, że potrzebny jest nie kolejny projekt, ale wręcz nowa organizacja. Choć byłam tym pomysłem kompletnie zaskoczona, uwierzyłam, że się uda. Jednak stworzenie i rozkręcenie w miarę profesjonalnej organizacji (bo o to nam chodziło) bez pieniędzy, w formule „po godzinach”, to nie jest proste zadanie. Przez ponad rok pracowałam na 2 etaty, po 16 godzin dziennie albo i więcej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo jestem zmęczona – najwyraźniej czułam w sobie ten rodzaj energii, którą mają osoby zaczynające „coś” własnego – zaznacza.

– Prawnik korporacyjny zarabia więcej niż pracownik trzeciego sektora?

– Nawet kilkakrotnie więcej, ale motywacja finansowa jest ostatnią, która może w Polsce „pchać” ludzi do trzeciego sektora. To nie jest też jedyna działka, w której pojawia się dylemat: pieniądze czy inne motywacje. Te same problemy mają np. młodzi twórcy czy osoby, które zakładają własną działalność gospodarczą. Ograniczenia finansowe rekompensuję sobie sensem pracy i jej nową jakością. A przeżyć się spokojnie da – przekonuje.

Powoli wypracowywali swoją wizje.

– Idee trzeba było przełożyć na to, co dokładnie chcemy robić i jak. Pierwszy rok działaliśmy bez zewnętrznego finansowania i sztywnych projektów, ale ten czas był nam potrzebny, przede wszystkim żeby wypracować metody, jakimi chcemy działać – mówi.

Z ludzi sektora, z którymi się świetnie pracuje, wymienia jednych tchem: Jarosława Lipszyca (Fundacja Nowoczesna Polska), Józefa Halbersztadta (Internet Society), Igora Ostrowskiego (Centrum Cyfrowe Projekt:Polska), Kubę Śpiewaka (Fundacja Kidprotect.pl), Małgorzatę Danicką (Stowarzyszenie Same o Sobie) i Ryśka Woźniaka (Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania) – Po prostu dobrze wykonują swoją robotę – podkreśla.

I uważa, że najważniejszymi cechami „człowieka sektora” są samoorganizacja i dyscyplina.

– Bo jest to praca, którą stwarzasz sam. Nikt Ci nie powie, że masz wstać o 9 rano i zadzwonić do paru miejsc i czy możesz „wyjść” o 17. Ważna jest dla mnie reakcja ludzi, ciągły kontakt z otoczeniem. Nie potrafiłabym działać w oderwaniu. Potrzebuję informacji zwrotnej, że to, czym się zajmuję, jest ważne, potrzebne i że się sprawdza. Jeśli ambicja oznacza, że realizuję swój plan bez względu na trudności, to oczywiście jestem ambitna. Nie rezygnuję ze swoich celów. Ale uczę się też odpuszczać i weryfikować własne wyobrażenia – uczę się, że nie wszystko jest ważnie i zasługuje na ten sam upór – tłumaczy.

Wymienia również cierpliwość.

– Ja jej nie mam – od razu zastrzega – ale myślę, że gdybym miała, byłoby mi łatwiej. Cierpliwość w znaczeniu, że pewne rzeczy potrzebują czasu, muszą się spokojnie wykluć, trzeba na nie poczekać. Sama  działam za szybko, chcę bez przerwy posuwać się do przodu – a to nie zawsze oznacza prawdziwy postęp. Potrzebna jest też wyobraźnia, bo trzeba z jednej strony przywidzieć przeszkody i komplikacje, jakie na pewno się pojawią, z drugiej – zobaczyć szanse i możliwości. Wreszcie, intuicja. To podstawa w relacjach z ludźmi, a te w trzecim sektorze są najważniejsze.

Największy sukces

– To trudne pytanie, bo zawsze działamy w systemie: wpływamy na konkretne procesy, ale nigdy nie jest tak, że wrzucamy piłeczkę do koszyka i sami ją podbijamy. Nasza opinia czy interwencja nie decyduje o ostatecznym rezultacie. W tym sensie bałabym się powiedzieć, że naszym sukcesem była zmiana ustawy X czy to, że premier się spotkał i obiecał Y. To jest niezwykle złożony proces, na który wpływa mnóstwo czynników, w tym innych osób i organizacji – tłumaczy.

– Być może naszym największym sukcesem jest to, że pewien autorski pomysł, który jeszcze trzy lata temu nie istniał nawet w mojej głowie, nie tylko się zmaterializował, ale naprawdę zaistniał w życiu społecznym. Powstała organizacja, wokół niej stworzyło się niewielkie środowisko. Temat, który do tej pory nie istniał w debacie publicznej, stał się ważny - podkreśla.

Ale kiedy miała 18 lat, była przekonana, że w dorosłym życiu grozi jej bezrobocie i rynek ją „zeżre”. Więc wybrała prawo, żeby zdobyć twarde umiejętności.

– Nie miałam wtedy wizji, że będę robiła coś fajnego, chciałam po prostu nie zginąć w dorosłym życiu. To była motywacja negatywna, ale absolutnie tego nie żałuję. Adwokatem został za to mój brat i widzę, że to też może być fascynująca i rozwijająca praca – zaznacza.

Największa porażka

Zarządzanie organizacją. Nie spodziewała się, że to jest aż tak trudne, czasochłonne i czasami frustrujące.

– Po pierwszych trzech miesiącach nie wiedziałam, jak się nazywam. Nigdy wcześniej w życiu nie pracowałam tyle, co przy formowaniu własnej organizacji. Nie chodzi naturalnie o etap „papierkowy” – to dla prawnika jest łatwe. Prawdziwe wyzwanie to zdefiniowanie ról, ustalenie zadań, naoliwienie tego i wprawienie w ruch. Wciąż jest jeszcze wiele rzeczy, które – jako zespół – musimy poprawić w zarządzaniu sobą, komunikacji, organizacji – kręci głową.

Co lubisz

Lubi interakcję z ludźmi. – Czułam się zakleszczona w korporacji, bo miałam za mało takich kontaktów – wspomina.

Lubi też koty. Ma dwa. – To spore wyzwanie dla osoby, która ma na nie alergię. Trudne, ale da się zrobić – śmieje się.

Dużą rolę w jej życiu odgrywa teatr. Ceni reżysera Krystiana Lupę. Uważa, że „Persona. Ciało Simone” to świetny spektakl. Poleca „Mapę” w reżyserii Wojtka Ziemilskiego. Sama uwielbia tańczyć.

Oczywiste jest to, że nie lubi pisać wniosków, to charakterystyczne dla trzeciego sektora.

Plany na przyszłość

Porządki.

– Chciałabym wykorzystać czas wakacji na zmiany w organizacji. Prowadzimy rekrutację nowych członków do zespołu (proszę o reklamę na ngo.pl). Musimy zastanowić się nad priorytetami i nową taktyką działania. Głęboko uporządkować to, co nam się teraz wymyka, żeby w przyszłym roku móc już działać pełną parą, opierając się o dobrze postawione fundamenty. Mam czasem wrażenie, że popełniliśmy błąd szybkiego wzrostu – dynamicznego wejścia w trudne projekty, wymagające maksymalnego zaangażowania, bez silnych podstaw. I to się teraz daje odczuć – przyznaje.

W planach jest też wyjazd na wakacyjny urlop.

 

Katarzyna Szymielewicz – prawniczka i aktywistka. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (WPiA) oraz School of Oriental and African Studies (Development Studies). Współzałożycielka i dyrektorka Fundacji Panoptykon, działającej na rzecz ochrony praw człowieka wobec zagrożeń związanych z rozwojem społeczeństwa nadzorowanego (www.panoptykon.org). Konsultantka w zakresie działalności pro bono. Członkini Internet Society i Międzynarodowej Komisji Prawników (Polska Sekcja). Działa w koalicjach European Digital Rights oraz Social Watch – inicjatywie na rzecz rozwoju społecznego i przeciwdziałania wykluczeniu.

Źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 13 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • dobrze ~Renata 30.09.2013, 08:57 dobrze, że są tacy ludzie, którzy to widzą i chcą z tym walczyć ODPOWIEDZ
  • prawa czlowieka to podstawa naszej cywilizacii ~Andrzej 16.02.2013, 09:14 Dopiero od niedawna zaistniala w naszym domu telewizja polska. Na poczatku cieszyla, teraz bardziej irytuje, niemniej jednak ogladamy czesto. Nie czytamy polskich gazet, zatem nie mozemy autorytarnie oceniac "Waszej" Polski. Chce jednak powiedziec, co dzisiaj zrobilo na mnie kolosalne wrazenie ogladajac w tvn pania Kasie, mowiaca, w odroznieniu od reszty, piekna polszczyzna, mowiaca nie po rosyjsku jak moja zona ocenia belkot mlodziezy polskiej. Nie, nie bede zapedzal sie, choc chcialbym. Pani Katarzyna mowila o rzeczach istotnych na tyle,aby mozna bylo sie oddalic, odsunaic od postdemokratycznej internetowej totalitaryzacji. Pani Kasia mowi o tym rzeczowe, z przykladami i to w Polsce, gdzie demokracja jest jeszcze w pieleszach. Hura, niech zyje Polska, a jesli sie Pani Katarzynie Szymielewicz uda, to i innym pasjonatom demokratycznych idei musi sie udac. Trzymam kciuki, ale przede wszystkim gratuluje. ODPOWIEDZ
  • Brawo, ale... ~szpilka 15.11.2012, 03:57 Pomysl na dzialalnosc swietny, gratuluje i szczerze podziwiam. Fotka chyba z dawnych korporacyjnych czasow, warto byloby wymienic na wspolczesna, bardziej przyjazna, mniej nadeta i sztuczna, to zlosliwa babska uwaga. I moze jeszcze to, ze w tej narreacji, w tych planach, marzeniach ani slowem o kochanej osobie, szkoda. Nie ma sie czego wstydzic. Tu owszem Polska, ale prezeska takiej fundacji akurat powinna byc odwazna, otwarta, stanowic przyklad dla stlamszonej reszty. Zawodowo i prywatnie zycze powodzenia ;-). ODPOWIEDZ
  • Inny punkt widzenia ~alergik 17.04.2012, 06:08 Mam alergię na żeńskich pustaków którym we łbie tylko celulitis i wielkość cycków. Pani Szymielewicz to wspaniały przykład wyjątku od żałosnej wartości oczekiwanej , jak mówią statystycy 3 sigma w prawo . Jestem pełen zachwytu i podziwu dla Pani Katarzyny. ODPOWIEDZ
  • rewelacyjna kobieta ~Jola 19.07.2011, 10:39 zaangażowana, widać, że bardzo zaangażowana ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • demokracja
  • nowe technologie
  • prawa człowieka
  • prawo
  • społeczeństwo obywatelskie