Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Marek Sołtys

autor(ka): Dariusz Mieczysław Mól
2011-02-24, 02:21
archiwalne
Walczy o Warszawę przyjazną osobom niepełnosprawnym (ON), bo buntuje się przeciwko jawnej ich dyskryminacji i wykluczeniu. Ale kiedy krytykuje, stara się nikogo nie urazić, tylko przekonuje do swoich racji i podkreśla, że robi to przede wszystkim dla innych. Wózkowicz z wieloletnim stażem już wie, jak sobie radzić z miastem pełnym krawężników i stopni, ale ci, którzy właśnie siadają na wózek, jeszcze tego nie wiedzą.

Marek Sołtys nie lubi bezczynności i pustki. Chce aktywnie i z humorem przeżyć życie i smakować go na różne sposoby. Szalony Wózkowicz udowadnia, że przed takimi jak ON świat może stać otworem. Chociaż (mimo że w ciągu ostatnich 20 lat sytuacja się poprawiła) wcale nie jest tak łatwo, zwłaszcza poza stolicą. W styczniu sporo zamieszania zrobił w serwisie You Tube filmik, na którym Marek Sołtys próbował wjechać akumulatorowym wózkiem do wagonu warszawskiego metra. Na filmie widać, jak wózek wpada w dziurę między peronem i pociągiem, a Sołtys przewraca się w drzwiach kolejki. Jak sam mówi – opublikował film w You Tube, bo od dwóch lata korespondował z władzami metra w sprawie przenośnych ramp, ale nic z wymiany pism nie wynikało. Tymczasem tanie i wygodne w użyciu rampy byłyby idealnym rozwiązaniem dla niepełnosprawnych, korzystających z podziemnej kolejki. Filmik miał pokazać urzędnikom w czym tkwi problem. Zresztą, przenośne rampy sprawdziły się już na Trakcie Królewskim. Szalony Wózkowicz namówił bowiem właścicieli kilkudziesięciu restauracji, pubów, kawiarni oraz sklepów przy Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu, aby ich używać.

Teraz Sołtys planuje kolejne akcje. Podkreśla, że chce przede wszystkim zmienić wizerunek osoby z niepełnosprawnością i stara się to zrobić z humorem, na pogodnie, bo tylko w ten sposób można zwrócić uwagę innych. Dlatego nie narzeka, tylko działa, publikując między innymi kolejne krótkie filmy. Jego praca na rzecz innych już przynosi pozytywne efekty. Jego zaangażowanie doceniła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz i zaprosiła go na spotkanie do Ratusza. On sam jeździ na debaty dotyczące osób niepełnosprawnych, stawia się na obradach komisji dialogu społecznego, sprawdza dostępność dla ON taboru komunikacji miejskiej oraz różnych miejsc w stolicy.

Czym się Pan obecnie zajmuje?

Marek Sołtys  – Przede wszystkim działaniami na rzecz osób z niepełnosprawnością, a dokładniej mówiąc – zmianą wizerunku tych osób i występowaniem przeciw ich wykluczeniu. Prowadzę fundację Towarzystwo Przyjaciół Szalonego Wózkowicza oraz stronę TPSW.pl, ponieważ buntuję się przeciwko dyskryminacji ON, jakiej doświadczamy na każdym kroku. Jesteśmy jedyną grupą, co do której jest przyzwolenie na jawną dyskryminację. Odmawia się nam prawa do swobodnego dostępu do zdobyczy kultury, na przykład niewiele teatrów jest dostępnych dla osób niepełnosprawnych na wózkach – mają za wąskie schody i drzwi. Odmawia sie nam prawa do swobodnego przemieszczania się – wciąż większość pociągów, czy wind do podziemnych przejść jest niedostosowana dla osób poruszających się na wózkach. Pokazujemy nie tylko problem, ale i sposób jego rozwiązania, bo często okazuje się, że remont obiektu czy przejścia dla pieszych nie oznacza, że stanie się ono dla nas dostępne. Tymczasem często trochę dobrej woli i działania może zniwelować bariery i przeszkody.

W TPSW zajmujemy się również edukacją, przybliżając świat ON i pokazując, że jest to ten sam świat dla nas wszystkich.

Dlaczego Pan to robi?

M. S.: – Mój niespokojny duch nie pozwala mi siedzieć z założonymi rękami, gdy widzę, że można coś zrobić. Myślę także, że zaniechanie jest czasem przyzwoleniem na izolowanie innych. Robię to wszystko też dla tych, którzy dzisiaj myślą, że ich ten problem nie dotyczy, ale jutro mogą na przykład ulec groźnemu wypadkowi i kiedy zaczną jeździć na wózku, to przekonają się, że ulice, komunikacja miejska, urzędy, sklepy mogą być dla nich niedostępne.

Największy sukces?

M. S.: – To kilka osób, które odważyło się na wyjście z domu mimo poruszania się na wózku. To osoba, która postanowiła żyć aktywnie i działa z nami w TPSW. To ci, którzy pomagają mi w prowadzeniu fundacji. To zauważanie problemu i nietraktowanie go jak problemu, tylko jako przejaw różnorodności.

Największa porażka?

M. S.: – Świadomość, że część ludzi działa dla własnych korzyści, że po 8 godzinach pracy odkładają nas do szuflady, bo jesteśmy dla nich sprawą w teczce. Ale winię za takie myślenie moją naiwność. Na szczęście to, co robię jest moją pasją.

Najbardziej Pan lubi?

M. S.: – Obok moich najbliższych, wiernego psa Spajka i cennych chwil spędzonych wspólnie z nimi, dużo radości sprawia mi uśmiech innych ludzi. Nie zapomnę pogody na twarzach uczestników wigilii, jaką zorganizowaliśmy dla 50 niepełnosprawnych osób w stolicy. Lubię też tę chwilę, gdy wiem, że udało się załatwić coś trudnego albo gdy ktoś sam wychodzi do nas z inicjatywą i podejmuje jakieś działania.

Marzenia na przyszłość?

M. S.: – Marzy mi się, aby osoby niepełnosprawne zaczęły żyć i czuć się jak osoby w pełni sprawne. Chciałbym, aby Warszawa, podobnie jak Gdynia podpisała Traktat Barceloński i działała na rzecz osób z niepełnosprawnością. Chciałbym móc iść wieczorem do klubu, w którym spędziłbym czas z przyjaciółmi i znajomymi, a nie tylko tam, gdzie uda mi się wjechać na wózku. Chciałbym czuć się tu u siebie! Marzy mi się również, aby nasz kraj stał się miejscem przyjaznym dla wszystkich obywateli.

 

Marek Sołtys - urodził się w 1962 r. w Warszawie. W stolicy się kształcił i kształtował. W życiu robił wiele różnych rzeczy – pisał, tłumaczył, tworzył knajpy, zajmował się projektowaniem wnętrz. Obecnie, wspólnie z przyjaciółmi i sympatykami, prowadzi Towarzystwo Przyjaciół Szalonego Wózkowicza. Wyróżniony nagrodą „Stołek” za bezprecedensową walkę o Warszawę przyjazną osobom niepełnosprawnym. Pseudonim „Szalony Wózkowicz” liczy już sobie 30 lat i wziął się jeszcze z czasów młodości. Po wypadku znajomi Marka Sołtysa nie pozwolili siedzieć mu bezczynnie w domu. Wnosili go na wózku do ikarusa i razem jechali na szalony podbój Warszawy.

Źródło: inf. własna (ngo)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 4 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Podróże ~Maria 23.02.2011, 03:36 A to człowiek jest po wypadku, a ja myślałam, że choroba go niszczy.? A ten wypadek to ktoś mu zafundował czy sam sobie? Chciałam z synem pojechac na jakieś wakacje, ale nigdzie nie ma ośrodka dostosowanego do osób niepełnosprawnych na wózkach - ale takich co trzeba ubrać, przesadzić. Nie ma np. podnośników więc nie dam rady go przesadzić. Dlatego zastanawia mnie jak tacy ludzie podróżują. Przecież ten Sołtys trochę waży i zastanawiam się kto go ubiera i przesadza na wózek. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • komunikacja, transport
  • miasto
  • osoby z niepełnosprawnościami
  • tradycja
  • wolontariat
  • współpraca z administracją