Przejdź do treści głównej

Danuta Bagińska: Na wsi może być ciekawie

autor(ka): Marta Jasińska
2011-01-12, 06:01
archiwalne
Danuta Bagińska
- Chcę pokazać, że można na wsi dobrze, miło spędzać czas, że może być ciekawie. Z Danutą Bagińską, założycielką Stowarzyszenia Bardzo Aktywna Wieś BARWA, działającym na rzecz rozwoju i integracji społeczności wiejskiej, rozmawia Marta Jasińska ze Stowarzyszenia CAL, organizatora konkursu dla Animatorów Społecznych.

Marta Jasińska:Jak powstało Stowarzyszenie BARWA?

Danuta Bagińska: – Ponad sześć lat temu złożyłam projekt dotyczący wyrównywania szans. Napisałam go tuż przed pójściem na operację. Jak tylko wróciłam ze szpitala, otrzymałam dofinansowanie. To było dla mnie bardzo ważne. Pamiętam, że zaraz po zabiegu poszłam do świetlicy, gdzie przyjeżdżali instruktorzy i odbywały się zajęcia dla dzieci i młodzieży. To mi pomogło szybko wrócić do zdrowia. Nie miałam kiedy chorować, siedzieć zamknięta w czterech ścianach. I warunkiem zakończenia projektu było właśnie  założenie stowarzyszenia. Zaczęłam szukać ludzi. Pracuję w Ośrodku Doradztwa Rolniczego na Podlasiu. Znam okoliczne miejscowości, wiem, gdzie są aktywne kobiety. To pomogło mi do nich dotrzeć. Pojechałam do Rafałówki, gdzie teraz mamy siedzibę. Potem panie z Zabłudowa zobaczyły, że jest fajnie i do nas dołączyły. Choć najpierw się oburzały, że „jak to - one z miasta na wioskę?”. Ale się przekonały. I tak – mamy dobraną, skompletowaną grupą. W stowarzyszeniu są panie z Rafałówki, Zabłudowa, Dobrzyniówki, Folwarków i Zwierek. Działamy przede wszystkim dzięki projektom. Pozyskujemy pieniądze na zakup strojów dla naszego zespołu folklorystycznego, gotowanie, organizację wypoczynku letniego dla dzieci i młodzieży, wyjazdy studyjne, integracyjne, dodatkowe zajęcia dla dzieci, młodzieży i dorosłych.
W stowarzyszeniu są też panowie?
– Tylko dwóch. Ale w tym roku mamy projekt dotyczący zajęć z wikliniarstwa i komputerowych, może dzięki temu będzie ich więcej.
Skąd u pani chęć działania w tym środowisku?
– To jest wieś biedna, trzeba tutaj coś robić. Osoby, które nie mają pracy, mogą się czegoś nauczyć, a przez to mieć możliwości na dodatkowe zarobienie pieniędzy - przez szydełkowanie, czy gotowanie. Tutaj stawiamy na tradycyjne potrawy, bo wiemy, że to jest teraz modne. Sprzedajemy je na różnych festynach. Dzięki temu mamy też wkład finansowy w projekty.
Robicie też dużo dla młodzieży. To trudna grupa.
– Obecnie młodym ludziom trudno jest wybić się – ogólnie. Szukając pracy żąda się od nich doświadczenia, a skąd niby młody człowiek, który dopiero co ukończył szkołę ma takie doświadczenie zdobyć? Potrzebują często osób, które by nimi pokierowały, wskazały dobry tor do dalszej nauki, dalszego sukcesu. A mi zależy, aby mogli jak najkorzystniej wystartować w swoim dorosłym życiu. By nie popadali w różnego rodzaju uzależnienia - papierosy, alkohol czy inne używki, potrzebują od początku dobrego wzorca do naśladowania. Na mnie alkohol działa jak płachta na byka. Dlatego staram się jak mogę, żeby wolny czas inaczej dla tej młodzieży zorganizować. Udało mi się wywalczyć pomieszczenie, gdzie codziennie robimy spotkania dla dzieci i młodzieży. To siedziba naszego stowarzyszenia. Taki niewielki lokal w Dobrzyniówce. Jak upadł pegeer, to powstała tam spółdzielnia mieszkaniowa. Prezes wybudował sklep i w tym sklepie było pomieszczenie które miało służyć jako bar. Poprosiłam go, by nam te pomieszczenia udostępnił. Powiedział: „Dobrze. Ale co pani tam zrobi?”. A ja mówię: „Niech pan mi to tylko wydzierżawi, ja sobie poradzę”. Szybko kupiłam firanki, zawiesiłam sama, okna pomyłam. Załatwiłam komputery, mamy kawiarenkę internetową. I cały czas tam się coś dzieje, są jakieś zajęcia.
Młodzi chętnie przychodzą?
– Różnie jest. Z kobietami i z dziećmi to mi wszystko wychodzi. A z młodzieżą jest trudno. Bo oni już za papierosem i piwkiem się oglądają. Zdarza się, że dziewczyny u nas w wieku trzynastu, czternastu lat trafiają na izbę wytrzeźwień.  Rodzice też pijani, czyli wzorców dobrych do naśladowania brak. A często w tych rodzinach ojca czy matki nie ma, bo się rozwodzą.
Co roku jeżdżę z nimi na spotkanie opłatkowe z prymasem Polski do Warszawy. Miałam taką sytuację, że jedna z dziewczynek nie umiała podzielić się opłatkiem. Z tego powodu rozpłakała się. W drodze powrotnej postanowiłam z nią rozmawiać. Poczekałam, aż zostaniemy same. Chciałam spytać tak, by jej nie urazić. Na koniec ta dziewczynka powiedziała, że od tej pory będzie pamiętać o dzieleniu się opłatkiem z całą rodziną. Spytałam, dlaczego dopiero teraz przyjechała z nami na spotkanie. Okazało się, że nie miała się w co ubrać. Tak ciężko jest. Ja chcę im pomagać. Chcę też im pokazać, że można na wsi dobrze, miło spędzać czas, że może być ciekawie.
Pani założyła stowarzyszenie i pisze projekty. Ktoś pani pomaga?
– W pisaniu projektów nie, w realizacji tak. Niektóre kobiety w stowarzyszeniu przeszły niedawno na emeryturę. To mówię: „Dziewczyny - pomóżcie mi”. A one: „A po co? Ja nie chcę się w więzieniu znaleźć”. Bo myślą, że przez projekty można do więzienia trafić. Albo mówią, że mi to dobrze wychodzi, to po co one będą. No tak! Bo czy nie prościej posiedzieć, jak ktoś inny za ciebie napisze. Gmina też mało nam pomaga. Ten budynek jest spółdzielni mieszkaniowej, ona więcej nie może nam dać, bo ludzie nie płacą za mieszkania. A gmina z kolei nie może dofinansowywać budynków, które nie są jej własnością. Za to, że nam pan wodę do aneksu kuchennego doprowadził, przygotowałyśmy mu jedzenie na komunię syna. Tak sobie radzimy. Teraz postanowiłyśmy panią dyrektor domu kultury zaprosić na chrzestną matkę naszego zespołu. Chcemy, by się do nas przekonali.
Jakie macie plany na ten rok?
– Będziemy jeździć po festynach, jarmarkach, sprzedawać pierogi, występować z naszym zespołem folklorystycznym. Mamy zaplanowane cztery wyjazdy. Jeden - do Wilna, w projekcie „Ocalić od zapomnienia”. Takie wyjazdy zawsze nas bardzo cieszą. Dla niektórych to jedyna możliwość zobaczenia czegoś, pozwiedzania, poznania ludzi.
Mam też nadzieję, że w tym roku będę miała więcej czasu dla siebie. Tak się w to wszystko wciągnęłam, w ten wir. Jak widzę, że gdzieś można złożyć projekt, to zaraz to robię. Czasem mam już dosyć, ale się prześpię, wypocznę - i do roboty. 
 
Trwa przedłużona o tydzień, piąta edycja Konkursu dla Animatorów Społecznych. Zgłoszenia przyjmowane są do 14 stycznia. Przeczytaj więcej >>
 

 

Wydarzenie objęte patronatem medialnym portalu organizacji pozarządowych www.ngo.pl.

Źródło: Stowarzyszenie CAL
Organizator:

Stowarzyszenie Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej, CAL

Adres:

Podwale 13, 00-252 Warszawa, woj. mazowieckie

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Tak trzymać ~Bożena 13.01.2011, 03:59 Jakbym przeczytała tekst o sobie. Ja również jak Pani jestem wielką zwolenniczką pozyskiwania środków na działalność stowarzyszenia, które właśnie zakładam. Oby więcej takich osób znalazło się na polskich wsiach. ODPOWIEDZ
  • brawo ~Lilla Różańska 12.01.2011, 02:53 Jest Pani super Pani Danusiu. Ja podobnie jak Pani działam w środowisku wiejskim i wiem co to oznacza. Jestem pełna podziwu.Proszę o jakieś namiary może połączymy siły i będziemy się wspierać. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywizacja zawodowa
  • aktywność lokalna
  • dzieci
  • kobiety
  • wieś