Przejdź do treści głównej

Animatorka ze społecznym ADHD

autor(ka): Marta Jasińska
2010-12-28, 09:37
archiwalne
Podczas gali, na której wręczono statuetki i dyplomy laureatom Wyróżnienia im. Radlińskiej
Z Edytą Borowicz-Czuchrytą, nauczycielką języka angielskiego w Gimnazjum nr 2 w podlubelskim Lubartowie, koordynatorką Centrum Zasobów Dydaktycznych dla Nauczycieli Języka Angielskiego, rozmawia Marta Jasińska, ze Stowarzyszenia CAL.

W marcu odebrała pani Wyróżnienie im. Radlińskiej przyznawane przez Stowarzyszenie CAL i Krajowy Ośrodek Europejskiego Funduszu Społecznego. Rok 2010 chyli się ku końcowi. Pokuśmy się o podsumowanie. Co wydarzyło się po tym, jak została pani uznana za jednego z najlepszych w Polsce animatorów społecznych?

Edyta Borowicz-Czuchryta: – Tydzień po odebraniu statuetki urodziłam syna. Zatem był to bardzo ważny rok. Tak naprawdę kolejny już ważny, jeśli chodzi o moje działania i przedsięwzięcia. Wyróżnienie było dla mnie motywacją do dalszych działań i sygnałem, że kierunek, który obrałam, jest właściwy. Zaraz po tym, jak się trochę zintegrowałam z synkiem, wraz z koleżanką, która również czuje potrzebę działań pozytywnych, dołączyłyśmy do akcji Czerwiec Aktywnych Społeczności, organizowanej przez Stowarzyszenie CAL. Zorganizowałyśmy Dzień Dziecka dla podopiecznych ze Stowarzyszenia "Niech się serce obudzi". Zaskoczyła mnie duża ilość sponsorów, którzy przyłączyli się do akcji. Dzięki temu wyróżnieniu dla animatora społecznego ludzie dali mi kredyt zaufania. Stałam się osobą bardziej wiarygodną. Nie byłam świadoma, że będzie to miało tak silny oddźwięk. Co prawda były ciepłe słowa, gratulacje, ale nie myślałam, że dzięki temu w niektórych działaniach będzie łatwiej, bo nie będę już kimś obcym. 

Czy to był początek dobrej passy? 

– Zdecydowanie tak. Niecały miesiąc później zadzwoniła do nas kierowniczka lokalnego sklepu „Stokrotka” i zaprosiła na spotkanie. Okazało się, że ogólnopolska sieć sklepów „Stokrotka” organizuje konkurs, w którym lokalne „Stokrotki” wychodzą z propozycją do konkretnych osób lub organizacji, by składać wnioski o dofinansowanie jakiegoś projektu. I w tym momencie „Stokrotka” zabiegała o nas. Mieliśmy dwa dni na rozpisanie jakiejś inicjatywy. Stworzyliśmy projekt, którego głównymi atrakcjami były: wyjazd do Kazimierza, pływanie po Wiśle, jazda dorożką. „Stokrotka” przygotowała też dla uczestników drobne upominki. Złożyliśmy to na konkurs i wygraliśmy. Otrzymaliśmy dofinansowanie na wyjazd dla podopiecznych z zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia. Po raz kolejny, po tym jak otrzymałam Wyróżnienie im. Radlińskiej, ktoś nas obdarzył zaufaniem.

Korzysta pani z każdej formy wsparcia, a nawet szuka jej za granicą. Do jednej z akcji zaangażowała pani polonię w Wielkiej Brytanii.

– Po tych wszystkich sukcesach zaczęliśmy się rozkręcać. Wtedy był czas powodzi. Obok nas znajduje się gmina Wilków. Oglądaliśmy relacje w telewizji i nie mogliśmy siedzieć bezczynnie. Napisałyśmy z koleżanką do przyjaciół w Wielkiej Brytanii prośbę, by pochodzili po znajomych, firmach i zebrali parę funtów na podręczniki do języka angielskiego dla dzieci z Wilkowa. Jestem nauczycielką języka angielskiego i mam świadomość, jak niesamowicie drogie są takie rzeczy. I po raz kolejny się udało. Kupiliśmy podręczniki, zawieźliśmy. To, co zobaczyłyśmy było dalekie od tego, co widać na szklanym ekranie. Słowa tego nie wyrażą, a widok zdecydowanie nauczy pokory. Myślę, że niektórzy spośród nas powinni zobaczyć, jakie nieszczęścia dotykają innych. Może wówczas bardziej doceniali by to, co mają. Takie wydarzenia, takie spotkania motywują. Naprawdę potrzeba nam ogromu wrażliwości na krzywdę ludzką.

Wielu mamy wrażliwych ludzi, ale nie każdy decyduje się włączać i działać aktywnie.

– Właśnie dlatego chcę zarażać. Bo można. Nie przeczę – człowiek spotyka się z pytaniami „ile ci za to płacą”, „co z tego masz?”. Trudno innym uwierzyć, że można coś robić z potrzeby serca. Nie jest łatwo, bo społeczeństwo patrzy na ręce. Pani Prezes ze Stowarzyszenia powiedziała, że jestem człowiekiem, który ma społeczne ADHD. Proszę mi uwierzyć, że fantastycznie jest usłyszeć taki komplement. To określenie bardzo mi się podoba. Bo to właśnie to coś w środku mnie sprawia, że czuje potrzebę działania, że kolejne sukcesy i powodzenia są dla mnie motywacją.

Od kilku lat zaprasza pani do szkoły osoby, które znane są z telewizji. Uczniowie mogą się z nimi spotkać, porozmawiać. Kogo udało się pani zaprosić w tym roku?

– Od marca do października byłam na urlopie macierzyńskim, dlatego przyznam szczerze, że nie bardzo miałam na to czas. Ale młodzież już piszczy i skwierczy. Już domagają się jakiegoś spotkania. I jestem w trakcie rozmów z pewną osobą, ustalamy termin. To jeden z polskich showmanów. Myślę o tym, by zaproszony gość spotkał się również z innymi grupami naszej lokalnej społeczności, na przykład z przedszkolakami. Więcej nie mogę zdradzić, nie chcę zapeszać.

Jak pani uczniowie radzili sobie bez swojej wychowawczyni? Jesteście bardzo zżyci.

– Tęsknili. Po zakończeniu roku przyszli do mnie do domu, ze świadectwami. Siedzieliśmy na dywanie w dużym pokoju, piliśmy herbatę. Było naprawdę super. Odwiedzili mnie też zaraz na początku roku szkolnego. Mówili, że odliczają już dni do 18 października, kiedy wracam z urlopu. Przyszli całą ekipą  z życzeniami na dzień nauczyciela. To było fantastyczne. Chciało się wracać… do nich.

Pisała Pani do księcia Karola, do premiera Wielkiej Brytanii, a nawet do samej Królowej Elżbiety. Skąd pomysł pisania listów do takich osób? Czy pani sama marzyła w szkole podstawowej o tym, by kogoś takiego poznać?

– Kiedy to było – ta szkoła podstawowa! Pamiętam, że miałam takiego pozytywnie zakręconego nauczyciela od języka polskiego, który zawsze pobudzał naszą twórczą inwencję. On we mnie obudził pasję do pisania. On zawsze tłumaczył: do każdego warto napisać, bo może ktoś odpisze. To się we mnie zakorzeniło. Jak pięć lat temu pierwszy raz dostałam wychowawstwo, trafiłam na fantastyczną klasę. Widziałam, ile siły i energii oni wkładają w naukę. Chciałam dać im coś w zamian.

Co dają tym młodym ludziom takie spotkania? Co mogą z nich wynieść?

– One są przede wszystkim nagrodą za ciężką pracę. Są też ważnym momentem w życiu gimnazjalistów. Dziennikarze uczestniczący w spotkaniach z „gwiazdami” często pytają naszych gości, co chcieliby przekazać uczniom. Przede wszystkim praca i że warto mieć marzenia, i do nich dążyć – te słowa najczęściej się pojawiały. Wszyscy podkreślają, że są ludźmi takimi, jak my. Pokazują, że aktorstwo to zawód, że też robią zakupy, odprowadzają dzieci do przedszkola, mają swoje problemy. Młodzi ludzie mają również szansę doświadczyć, że są po prostu ważni. Byliśmy bardzo zaskoczeni odpowiedzią na nasze listy od Księcia Karola, Królowej Elżbiety i Premiera Wielkiej Brytanii. Co prawda, nie mogli się z nami spotkać osobiście, ale przesłali piękne foldery i życzenia udanego pobytu w czasie warsztatów językowych w Wielkiej Brytanii, a premier zaprosił nas do obejrzenia swojej siedziby.

Pani rodzina, przyjaciele nie stukali się w głowę, gdy pani pisała do takich osób?

– Nie. Rodzina jest moim wielkim skarbem. Na nich zawsze mogę polegać. Ogromnym wsparciem jest mąż, który wspiera mnie w podejmowanych działaniach. Są możliwości i wiem, że trzeba je wykorzystywać pomagając innym. Chociaż nie jest to łatwe. Nie czarujmy się – bycie osobą ze społecznym ADHD zajmuje trochę czasu. Ale wszystko to dzieje się w tak zwanym międzyczasie.

Kim chciała pani zostać, kiedy była pani dzieckiem?

– Jak byłam mała dużo chorowałam i dlatego chciałam być lekarzem. Później chciałam być pielęgniarką. Ale zlikwidowano liceum medyczne w Lubartowie i problem sam się rozwiązał. W liceum myślałam o karierze prawniczki. Ale życie to zweryfikowało i jestem tu gdzie jestem – jestem animatorem społecznym. Powiem inaczej - pozytywnie zakręconym animatorem społecznym ze społecznym ADHD.


Trwa piąta edycja Konkursu dla Animatorów Społecznych. Zgłoszenia przyjmowane są do 7 stycznia. Przeczytaj więcej >>

LOGO

Wydarzenie objęte patronatem medialnym portalu organizacji pozarządowych www.ngo.pl.

Źródło: Stowarzyszenie CAL
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 2 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • edukacja i wychowanie