Przejdź do treści głównej

W okolicach serca zakłada dłoń na dłoń

autor(ka): Marta Jasińska
2010-12-08, 16:23
archiwalne
Elżbieta Gurska
Elżbieta Gurska – CODA, czyli słyszące dziecko niesłyszących rodziców. Od lat przełamuje stereotypy myślenia o niepełnosprawnych. Prezes Gdyńskiego Stowarzyszenia Osób Niesłyszących Ich Rodzin i Przyjaciół EFFETHA. Pierwszy w Polsce tłumacz języka migowego zatrudniony w administracji samorządowej. Jest laureatką IV edycji Ogólnopolskiego Konkursu dla Animatorów im. Radlińskiej, organizowanego przez Stowarzyszenie CAL i Krajowy Ośrodek Europejskiego Funduszu Społecznego.

Miga od kołyski

Na świat przychodzi, gdy jej brat ma pięć lat. Do tego czasu rodzice mieszkają z dziadkami, od których syn uczy się mówić. Kiedy pojawia się drugie dziecko, rodzina idzie „na swoje”. Rodzice migają do kołyski. To migowy jest jej pierwszym językiem. Jako dziesięciomiesięcznie niemowlę, swoje potrzeby sygnalizuje malutkimi palcami. Bardzo szybko zaczyna biegle migać. Mowy uczy się od brata. Ma siedem lat, kiedy mama, nie mając znikąd pomocy, chwyta córkę za rękę i bierze na pierwszą wędrówkę „po urzędach”. Tak wyglądają początki jej kariery jako tłumacza języka migowego.

Miga w szkole

W salonie stoi duży stół, przy którym toczy się rodzinne życie. Dzieci przy książkach. Rodzice tuż obok. Mimo że sami nie mówią, uczą je czytać i pisać. Tato, dusza artystyczna, ćwiczy z córką kaligrafię. Na pierwsze zebranie w podstawówce idzie mama. Wychowawczyni coś mówi, wskazuje na nią dłonią. Ona niczego nie słyszy. Jest przerażona i przekonana, że coś nie tak. W końcu sąsiadka, której córka chodzi do tej samej klasy, tłumaczy: „Nauczycielka chwali, że Ela z całej klasy najpiękniej czyta i najpiękniej pisze”. Ulga, że mimo niepełnosprawności udało się przygotować dzieci do szkoły.

W kontakcie z rówieśnikami jest trudno, bywają okrutni. Inne czasy. Niewiele tolerancji i zrozumienia. Dokuczają. Rodzice nie wstydzą się swojej niepełnosprawności. Mama  jest absolwentką Instytutu dla Głuchoniemych w Warszawie, przy Placu Trzech Krzyży. Tam w obowiązku każdego wykładowcy był język migowy. Dlatego przy ludziach rozmawia bez żadnej bariery. W szkole, gdy mówi do córki, często robi się wokół wianuszek ciekawskich. Dla siedmiolatki to trudne, ale się przełamuje. Nie wyobraża sobie, że mogłaby nie odpowiedzieć. Dzięki tym doświadczeniom dzisiaj głębiej rozumie psychikę i wrażliwość osób głuchoniemych i niesłyszących. Dlatego ma z nimi świetne relacje. Ufają jej, jak nikomu innemu. Traktują, jak „swoją”. Jak coś się dzieje, to biegną do Eli.  Przychodzą ze sprawami trudnymi, intymnymi. A to o czymś świadczy.

Miga kazania

W latach sześćdziesiątych ojciec zakłada duszpasterstwo. Przez ich dom przewijają się księża, rodzice uczą języka migowego, Ela dołącza.  Pomaga też układać kazania dla głuchoniemych, korzysta z tego, że zna i rozumie ich wrażliwość. Później, gdy założy własną rodzinę, będzie podobnie. Drzwi zawsze otwarte. Dla wszystkich, dom pełen ludzi. Bo kiedyś nie było faksów i komórek. Nie można było wysłać smsa. Jedyna możliwość - zapukać do drzwi i poprosić o pomoc czy poradę. Kiedy czterdziestosześcioletni ojciec ginie tragicznie w wypadku, ona przejmuje po nim całą działalność. Jest przysięgłym tłumaczem języka migowego. Uczestniczy we wszystkich ślubach, pomaga przy wydawaniu aktów urodzenia i zgonów. Dzisiaj już trzecie pokolenie korzysta z jej pomocy. Duszpasterstwo prowadzi w trzech miejscach. Traktuje to jak misję. Na msze przyjeżdżają ludzie z całego Trójmiasta.

Ma trójkę dzieci, które słyszą, ale migają. Dorastały wśród głuchoniemych. Jak się rodziły, nie ustawała w swoim działaniu. Jedno na rękę, drugie w wózku, trzecie obok i razem chodzili załatwiać różne sprawy. Jej mąż, który niedosłyszy, zobaczył ją po raz pierwszy na zdjęciu, kiedy mama chwaliła się rodzinnymi fotografiami. To wtedy się w niej zakochał. Ale jej nie w głowie były związki. Przychodził do nich, odwiedzał, a ona czasem wstawała i wychodziła. Czekał cierpliwie. Dzisiaj są małżeństwem już ponad trzydzieści pięć lat. Czasem, gdy liczą, to dziwią się, że to już tyle. Nie czują tego stażu. Na dwudziestopięciolecie osoby niesłyszące i głuchonieme urządziły im uroczystość w wieczerniku na  plebanii.

Miga w urzędzie

W roku 1997 zakłada Gdyńskie Stowarzyszenie Osób Niesłyszących, Ich Rodzin i Przyjaciół „EFFETHA”. Powołuje program „wyrównywanie szans” dla młodzieży niesłyszącej i słyszącej z rodzin głuchoniemych, którzy mogą liczyć na profesjonalną pomoc w odrabianiu lekcji, pomoc w kontakcie ze szkołą, w rozwiązaniu problemów wychowawczych. Z programu  Axa udaje się zorganizować warsztaty psychologiczne dla mam głuchoniemych i słyszących, które mają głuchonieme dzieci. To pierwsza taka pomoc skierowana do tej grupy na Pomorzu. Frekwencja jest ogromna. Brakuje miejsc stojących. Uczestnicy uczą się rozpoznawać swoje emocje,  jak wzmacniać poczucie własnej wartości, jak być asertywnym. Z inicjatywy pani Elżbiety powstaje w Urzędzie Miasta Gdynia stanowisko tłumacza języka migowego. W ten sposób jej działalność staje się stałą pracą. Jest pierwszym w Polsce tłumaczem języka migowego w Urzędzie Miasta. Od trzech lat stowarzyszenie, dzięki przychylności miasta, ma lokal, w którym codziennie otwarte jest Centrum Informacji dla Osób Niesłyszących i Niedosłyszących. Można tu skorzystać z porady, przyjść po informację, poprosić o pomoc. Elżbieta zapewnia, że władze miasta i urzędnicy w Gdyni są bardzo otwarci na potrzeby niepełnosprawnych. Od lat przychodzi do niej wiele osób. Nie zawsze może oderwać się od swoich obowiązków. Często dzwoni do ZUS-u, MOPS-u, przychodni – gdziekolwiek. Mówi, że przyjdzie taka a taka osoba, że napisze karteczkę. I ludzie pomagają. Na szczęście dzisiaj  jest już asystent osoby niesłyszącej, bo w pojedynkę nie byłaby w stanie tego wszystkiego robić.  Ale od tych głębszych spraw jest tylko ona.

Miga w TVN

W 2009 otrzymuje Wyróżnienie im. Radlińskiej, przyznawane dla animatorów społecznych, którzy aktywizują, wpierają, pomagają. Jako laureatka wyjeżdża na integracyjne spotkanie animatorów społecznych organizowane przez Stowarzyszenie CAL w Wojcieszycach. Bierze udział w panelu warsztatowym „Organizacje, a media”. To ją inspiruje. Dociera do niej, że ważne jest mówienie o tym, co stowarzyszenie robi, że promując swoją działalność – jednocześnie promuje środowisko głuchoniemych i niesłyszących. Dotychczas uważała to za nieskromność. Wychowała się w czasach, kiedy nie wypadało mówić o swoich osiągnięciach. Teraz wie, że to błąd. I, jak mówi, chce pokazać „tę rzeszę wspaniałych ludzi, cudownej młodzieży – utalentowanej, wykształconej”.

Dla Stowarzyszenia Wyróżnienie im. Radlińskiej jest początkiem dobrej passy. Poszerzają działalność. Zgłaszają swoją prezes na Społecznika Roku 2009 magazynu Newsweek. Pani Elżbieta dochodzi do finału. Potem udaje się zdobyć grant „Pozytywka”, dzięki któremu „EFFETHA”,  jako jedna z pięciu organizacji, otrzymuje dziesięć tysięcy złotych. Za te pieniądze robią warsztaty filmowe dla młodzieży głuchoniemej i niesłyszącej oraz organizują konsultacje logopedyczne. Później jest program „Mam Talent”, gdzie zostaje poproszona, by tłumaczyć głuchoniemego Pawła Molędę i jeszcze kilka razy do innych programów, by tłumaczyć na żywo z języka migowego.

Miga „kocham”

Były momenty zwątpienia, w czasie, kiedy nawarstwiało się dużo spraw. Wtedy pytała siebie: „Dlaczego ja? Może niech ktoś inny tym wszystkim się zajmie”. Potem była myśl: „Jak to? Przecież jestem na tej ziemi, mogę i chcę pomagać. To moje życie. Moja miłość.” W trudnych chwilach otrzymuje też dużo wsparcia od osób niesłyszących i głuchoniemych. Okazują jej dużo miłości. To ją wzrusza, bo w życiu niczego nie oczekiwała w zamian. Z siebie dużo daje, bo ma taką potrzebę. A otrzymuje, jak twierdzi, znacznie więcej. Na msze przyjeżdżają ludzie z całego trójmiasta. a przykład imieniny, które były w listopadzie - czuła, że będą życzenia. Wchodzi do siedziby stowarzyszenia, a tam tłum.

Marzy o tym, by w każdym urzędzie, w każdej przychodni był tłumacz języka migowego, żeby jak najwięcej pracowników było po specjalistycznych kursach. Wie, że język migowy jest trudny. Często słyszy: ”Och! jak pani pięknie miga, jakby pani balet rąk uprawiała”. Zdarza się, że na uroczystościach kościelnych niektórzy mówią: „Wie pani co, my zamiast na arcybiskupa, to na panią patrzyliśmy”. A ona przecież stoi z boku, w cieniu. Ale przyznaje, że jako kobiecie, bardzo miło jest jej takie komplementy słyszeć. Miga językiem naturalnym. Jest też język systemowy, wymyślony przez osoby słyszące. Teraz wraca popularność migowego naturalnego. To ją bardzo cieszy. Używanie tego języka jest intensywną pracą umysłową, bo jest ubogi w zasób słów i trzeba błyskawicznie szukać zamienników, by tłumaczenie było identyczne. Jej ulubione słowo: miłość, kocham – w okolicach serca zakłada dłoń na dłoń.

***

 

Do 7 stycznia 2011 można nadsyłać kandydatury do V edycji Konkursu im. Heleny Radlińskiej. Konkurs ma na celu pokazanie światu ludzi, którzy pobudzają aktywność innych, ożywiają lokalną społeczność, tworzą ciekawe inicjatywy. Konkursowi patronuje portal www.ngo.pl.
Więcej >>

 

LOGO

Wydarzenie objęte patronatem medialnym portalu organizacji pozarządowych www.ngo.pl.

Źródło: Stowarzyszenie CAL
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 2 1

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Elunia ~Marek Cichosz 11.12.2010, 08:37 Jestem osobą niesłyszącą od urodzenia.Znam Elę już bardzo długo ponad 30lat.Ela jest cudowną osobą,pięknie tłumaczy- ma dłonie i serce stworzone do migania. ODPOWIEDZ
  • Anioł dla niesłyszących i słyszących ~Honorata Cichosz 09.12.2010, 03:09 Pani Ela Gurska jest niesamowitym,wspaniałym,kochanym człowiekiem-aniołem.Znam Ją osobiście ,swoim spokojem i dobrocią "zaraża" innych ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywizacja zawodowa
  • aktywność lokalna
  • integracja społeczna
  • osoby z niepełnosprawnościami