Przejdź do treści głównej

Zarządzanie pomocą - czyli o sztuce wolontariatu [wywiad]

autor(ka): Dominika Chylińska, redakcja wroclaw.ngo.pl
2010-11-03, 12:09
archiwalne
Wolontariuszem zostaje ktoś, kto szuka w swoim życiu pełni. Potrafi stanąć w cieniu, choć myli się ten, kto uważa, że pomaga nic w zamian nie dostając. Rozmowa z Agnieszką Pasławską, laureatką Akcji Akacji i tytułu Niezwykłej Dolnoślązaczki 2010, zajmującą się koordynacją wolontariatu w Fundacji „Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci”.

Tytuł Niezwykłej Dolnoślązaczki, jaki Pani otrzymała nie tylko oznacza, że środowisko związane z III sektorem bardzo ceni pracę wolontariuszy. To także dowód przekonania, że wolontariusze są olbrzymią siłą w takiej działalności jak hospicjum.

– Na pewno taką podstawową siłą, jak to pani określiła, jest personel medyczny, który na bieżąco pracuje, wspierając zarówno pacjentów, jak i ich rodziny, rodziców i rodzeństwo. Natomiast my staramy się wspierać i Fundację w jej podstawowej działalności administracyjnej i biurowej, czy też w pozyskiwaniu funduszy, ale także samych pacjentów m.in. organizując dla nich i ich rodzin różnorodne spotkania zarówno wyjazdowe, jak i stacjonarne, we Wrocławiu.

Na czym polega Pani praca z wolontariuszami?

– Do mnie należy koordynacja wolontariatu i prowadzenie akcji bezpośrednio związanych z rodzinami naszych pacjentów. Stworzyłam strukturę wolontariatu, wcześniej nie był on tak bardzo rozbudowany. Przyjęliśmy taki system, że za każdą akcję przez nas prowadzoną zawsze bezpośrednio odpowiada jakaś osoba (wolontariusz), która zajmuje się jej koordynacją. Ja to nadzoruję i spinam. W ten sposób dajemy  wolontariuszom możliwość, by zarządzać grupą osób, koordynować ich działania i współpracować z nimi. Wśród nas są też wolontariusze niepełnosprawni. Dla każdego jest to więc jakieś nowe wyzwanie i nowe zadanie.  Wolontariat dzielimy generalnie na dwa rodzaje działalności: akcyjne i prowadzone bezpośrednio na rzecz rodzin. W ramach wolontariatu akcyjnego obecnie prowadzimy dużą akcję „Pola nadziei” – to taka międzynarodowa akcja hospicjów, trwa od jesieni, a kończy się na wiosnę. (Akcją kieruje Beata Hernik-Janiszewska, która zajmuje się w Fundacji marketingiem i PR). To piękna akcja, jesienią sadzimy żonkile a potem wiosną zbieramy je i rozdajemy mieszkańcom, przy okazji kwestują na rzecz Fundacji, uświadamiając i promując nasze hasło, „Hospicjum to tez życie”. Chcemy zburzyć mit, który jest gdzieś w wielu głowach, że hospicjum to miejsce, gdzie się umiera. Tu się żyje, i żyje się godnie. To jest pierwszy rodzaj naszych akcji.

Drugi rodzaj wolontariatu obejmuje  działania, które prowadzimy na rzecz chorych dzieci i ich rodzin. Wolontariusze towarzyszą chorym dzieciom. Organizują także imprezy dla ich rodzeństwa. Na przykład przygotowaliśmy spektakl na Majówce (impreza wyjazdowa dla dzieci w długi majowy weekend), a potem dzieci na imprezie „Dzień Dziecka” pokazały ten spektakl w prezencie dla rodziców. Byliśmy także  w Parku Nauki w Krakowie, we Wrocławiu oglądaliśmy pokaz robotów czy doświadczenia na Uniwersytecie Przyrodniczym. Nasze spotkania staramy się zawsze połączyć z edukacją. Większość dzieci (jakieś 80 procent)  pochodzi z małych wiosek pod Wrocławiem, dla niektórych z nich taki wyjazd jest pierwszym wyjazdem poza dom. Moja rola w tym wszystkim jest taka, żeby zachęcić wolontariuszy do działań, które prowadzimy, skoordynować ich i przygotowywać plany rozwoju wolontariatu na przyszłość.

Jak Pani trafiła do Hospicjum?

– Zanim zaproponowano mi koordynację wolontariatu uczestniczyłam w kilku akcjach, które prowadziła Fundacja. Zgłosiłam się po prostu do nich. Przyszedł taki moment, kiedy stwierdziłam, że mam trochę czasu i dobrze by było poświęcić go dla innych w sposób bardziej zorganizowany. Wrzuciłam w wyszukiwarkę słowo„wolontariat” i wyskoczyło wiele linków. Zdecydowałam się na ten. Dlaczego? Dzisiaj trudno jest mi odpowiedzieć. Myślę, że tam na górze ktoś czuwa i czasem mówi, że trzeba kliknąć na ten, a nie na link wyżej. I tak trafiłam do Fundacji.

Zajmuje się Pani koordynacją pracy wolontariuszy od roku.  Ilu jest teraz wolontariuszy pracujących dla Fundacji i Hospicjum?

– Liczba wolontariuszy jest mniej więcej stała – jest to około 80 osób. Przy czym trzon naszego wolontariatu stanowi około 40 osób, oni  są z nami związani na stałe. Pozostałe 40 osób są to ludzie, którzy do nas przychodzą, chcąc być wolontariuszami. W pewnym momencie okazuje się, że albo to nie jest jednak to, co ich interesuje, albo że to nie ten wolontariat. Trzeba przyznać, że wolontariat, który my prowadzimy jest trudny, przede wszystkim dlatego, że jest on hospicyjny. U nas w wielu przypadkach nie ma bezpośredniego kontaktu z pacjentami. Prowadzimy domowe hospicjum dla dzieci, co oznacz, że dzieci przebywają w swoich domach, dodatkowo Hospicjum obejmuje swoim zasięgiem teren całego Dolnego Śląska. Tak naprawdę taki bezpośredni kontakt z pacjentem ma około 30 wolontariuszy, oni odwiedzają i wspierają dzieci i ich rodziny. Natomiast pozostali wolontariusze pracują głównie, że tak powiem, zdalnie, wykonując różne działania na rzecz Fundacji i na rzecz dzieci, ale nie pracując bezpośrednio z nimi. Jeśli ktoś oczekuje, że będzie miał od razu bezpośredni kontakt z pacjentem, to niestety tego u nas nie znajdzie. Żeby móc zacząć pracować z samym podopiecznym, trzeba przejść staż. Musimy poznać się nawzajem, zarówno ja, jak i psycholog z wolontariuszem. Później musi on przejść szkolenia psychologiczne i medyczne, które my zapewniamy i są one bezpłatne.

Ile trwa staż, po którym wolontariusz będzie mógł zacząć pracować bezpośrednio z pacjentem i jego rodziną?

– Różnie, to zależy od ilości akcji, które aktualnie prowadzimy. Mniej więcej określiliśmy ten czas na 3 miesiące do pół roku. Po to, żeby dana osoba mogła zobaczyć, czy to, co my robimy i w jaki sposób pracujemy jest tym, czego ona oczekuje od wolontariatu i czy naprawdę się w tym spełnia. Myślę, że o to w tym wszystkim chodzi, żeby, jak mi to ostatnio powiedzieli  wolontariusze, „pomagać z głową”. To jest bardzo ważne.

Jacy ludzie przychodzą do was, chcąc zostać wolontariuszami?

– Prawo wymaga od nas, żeby to były osoby pełnoletnie. W niektórych akcjach charytatywnych uczestniczą jednak młodsze osoby i to jest wolontariat szkolny. W tej chwili uruchamiamy właśnie taką część naszej działalności. Natomiast przychodzą osoby,  które studiują i też te, które już  pracują. Głównie są to kobiety, chociaż panowie są bardzo mile widziani. Są to osoby stabilne, tak bym to ujęła. Z każdym z wolontariuszy przeprowadzamy rozmowę rekrutacyjną – informujemy o tym, jak działamy, co należy robić, jakie są prawa i obowiązki wolontariusza. Każdy, który zdecyduje się na współpracę z nami wie, co może zrobić. Pracują z nami osoby, które mają własne firmy, prowadzą z sukcesem swoją działalność, sprawdzają się zawodowo i spełniają się też rodzinnie. Są u nas mamy, ale też single, są żonaci panowie oraz kawalerowie. Ten przekrój jest naprawdę bardzo duży. Generalnie są to osoby w wieku od mniej więcej 23 lat do 50 plus.

Jak się Pani wydaje, dlaczego ludzie przychodzą do was, chcą zostać wolontariuszami?

– Na to nie ma jasnej odpowiedzi. Myślę, że musi być taka wewnętrzna potrzeba, żeby komuś pomagać. I to nie pomagać w taki sposób, jak my chcemy, ale tak, jak ktoś  tej pomocy od nas potrzebuje. I wydaje mi się, że tacy ludzie przychodzą do nas. To znaczy ludzie, którzy są gotowi na to, żeby nieść pomoc na miarę, oczywiście swoich możliwości, ale taką, której oczekują nasi podopieczni i ich rodziny. To czasami oznacza takie zupełne bycie w cieniu, niewychodzenie do przodu, nieuczestniczenie w wydarzeniach na pierwszej linii, ale przygotowywanie różnych rzeczy, których efekt dopiero później jest widoczny na zewnątrz. Ja też staram się pytać o potrzeby wolontariuszy, o to, dlaczego ktoś przychodzi, ale właśnie wtedy ludziom zawiesza się głos. Tak naprawdę trudno jest określić jednym czy kilkoma zdaniami dlaczego ktoś przyłącza się do wolontariatu Hospicjum dla Dzieci. Czasami przychodzą pod wpływem impulsu, pod wpływem jakiegoś wydarzenia w życiu, czasami pod wpływem przeczytanej książki , ale robią to, ponieważ mają potrzebę pomagania.  I realizują się w tym.

Iloma osobami (dziećmi i młodzieżą) chorymi zajmujecie się w Hospicjum?

– Osób, którym pomagamy jako Fundacja jest około 54.

W tym roku Hospicjum, a także wiele innych organizacji pozarządowych otrzymały znacznie mniej pieniędzy niż rok wcześniej. Jakie podjęliście działania w związku z tą sytuacją?

– Przychody rzeczywiście są znacząco mniejsze niż w ubiegłym roku. Dlatego staramy  się dzięki wolontariuszom pomóc Hospicjum i Fundacji zdobyć środki finansowe na działalność. Jeśli robimy akcje dla dzieci, to staramy się nie korzystać ze środków pochodzących z 1 procenta, ale sami je pozyskiwać. Prosimy sponsorów o żywność, o środki finansowe (np. podczas wyjazdu do Krakowa sponsorowali nam bilety wstępu), mieliśmy wynegocjowane zniżki na wejścia do Wieliczki. Staramy się o upusty i rabaty i w ten sposób też udaje się zmniejszyć koszty. Ktoś podarował nam plecaki na wyjazd. Pokazujemy naszym darczyńcom, co i na jakie cele zostało przeznaczone.

Wasze hasło „Hospicjum to też życie” wychodzi trochę na przekór naszym społecznym, współczesnym tabu. Bo my się boimy śmierci, umierania i choroby.  

– „Hospicjum to też życie” nie jest naszym hasłem. To hasło Fundacji Hospicyjnej. My do niego chętnie nawiązujemy.

Przeczytałam na wakacjach książkę, pod której ogromnym wrażeniem nadal jestem – biografię Cicely Saunders, inicjatorki ruchu hospicyjnego w Europie i na świecie. Wcześniej hospicja kojarzyły nam się (i dalej się niektórym ludziom kojarzą) z takimi miejscami przy klasztorach lub przy zakonach szpitalnych, gdzie ludzie umierają. A ta kobieta w latach 60. i 70. zaczęła zmieniać myślenie i podejście do osób chorych. Hospicjum dzięki niej stało się  miejscem, w którym można godnie żyć i godnie umierać. Ta idea nie jest jeszcze popularna i nie zaistniała do końca w świadomości ludzi, ale współcześnie w hospicjach myśli się o tym, żeby pomagać ludziom w ostatnich chwilach żyć w sposób pełny, na tyle oczywiście na ile stan choroby im pozwala. Chodzi też o to, by ludzie nie cierpieli, by podawać im leki w taki sposób, by nie odłączać ich świadomości, ale by zaoszczędzić cierpienia. Ponieważ my prowadzimy domowe hospicjum, to dzieci przebywają w środowisku, który jest im najbardziej przyjazne, czują się po prostu pewniej i nie czują strachu.

Wiadomość pochodzi z serwisu wroclaw.ngo.pl
Źródło: inf. własna wroclaw.ngo.pl
Miejsce: Wrocław
Organizator:

Fundacja "Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci"

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Brawo ! ~@ 03.11.2010, 05:12 Brawo Agnieszka, Brawo Wolontariusze ! W tych czasach (jakże zabieganych) znalezienie troszkę więcej czasu niż dla ... siebie często graniczy z cudem. Czytając ten tekst, wiedząc co robicie, (ile swoją pracą i zaangażowaniem dajecie innym) widać, że i dzisiaj cuda się zdarzają (dzięki Wam). brawo brawo BRAWO!!! ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • dzieci
  • ochrona zdrowia
  • wolontariat
  • wolontariusze