Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Joanna Szurlej

autor(ka): Marta Chowaniec
2010-09-23, 03:19
archiwalne
Joanna Szurlej
Marzy jej się świat, w którym nie ma przemocy, a kobiet nie ogranicza szklany sufit ani nie trzyma lepka podłoga. Pięć lat temu w Lesku, na południu Polski założyła Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa”. – Damy radę – stale powtarza, a jej współpracowniczki zaraziły się tym powiedzeniem, bo kiedy ona nie daje rady, to jej mówią: – My nie damy? Damy radę, szefowa! A przed nimi wiele pracy i wyzwań.

Czym się zajmuje

Obecnie pracuje jako dyrektorka Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie SOS w Lesku. Jest to jeden z ponad trzydziestu ośrodków, które powstały w ramach Krajowego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie.

– Ta praca jest konsekwencją działalności na rzecz kobiet, czyli pracy w stworzonej przeze mnie w 2005 roku organizacji - Stowarzyszenia Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa”, którego celem jest aktywne wpływanie na zwiększanie udziału  kobiet w życiu gospodarczym, społecznym i politycznym oraz działanie na rzecz szerokiego udziału w kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego opartego na równości statusu kobiet i mężczyzn. – tłumaczy. – Dotychczas zrealizowałyśmy dwanaście projektów. W ramach Grupy Partnerskiej „Zielone Bieszczady” współpracujemy obecnie przy projekcie Wolontariat Bieszczadzki. Wspieramy działalność Ośrodka SOS w Lesku. Zarząd stowarzyszenia i jego najaktywniejsze członkinie uczestniczą przez cały rok w spotkaniach, konferencjach i akcjach dotyczącej problematyki kobiecej, głównie równościowej i antydyskryminacyjnej.

Dlaczego to robi

– Tak szczerze? Bo tak po prostu czuję i muszę. Wyznaję zasadę, którą zapożyczyłam z Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce, która realizując program „Działaj Lokalnie”, zacytowała Ernsta Haeckela: „Jeśli człowiek pragnie żyć w dobrze rządzonej społeczności i być szczęśliwym, powinien dążyć nie tylko do szczęścia własnego, ale również do szczęścia tej społeczności, do której należy i do szczęścia bliźnich, którzy wchodzą w jej skład”. A mnie się marzy świat, w którym nie ma przemocy, a kobiet nie ogranicza szklany sufit ani nie trzyma lepka podłoga. Są reprezentowane na równi z mężczyznami we wszelkich gremiach decyzyjnych, nie są dyskryminowane i mają wolny wybór w decydowaniu o swoim ciele, drodze życiowej i zawodowej, rodzinie oraz pieniądzach. Robię to też dzięki wspaniałym kobietom, mojej babci Rozalii i mamie Jadwidze. Wychowały mnie w poczuciu, że to kobiety są tymi mądrymi, odpowiedzialnymi i samowystarczalnymi osobami, które zawsze wiedzą, jak sobie w życiu poradzić, jak dążyć do celu mimo przeciwności losu. Obie już nie żyją, ale zawsze o nich pamiętam i bardzo chciałabym, żeby były ze mnie dumne – podkreśla.

Największy sukces

Zorganizowanie i urządzenie od podstaw Ośrodka Wsparcia.

– Miałam na to miesiąc. Był grudzień 2006 roku – opowiada. - Do dyspozycji miałam niedoschnięte po remoncie puste ściany. Do końca roku musiałam uruchomić ośrodek. Od łyżeczki, garnka, sprzętu komputerowego czy pościeli po łóżka oraz skompletowanie kadry. A w grudniu wiadomo – wszyscy myślą o świętach, a handlowcy o remanentach. Ciągle słyszałam: - 20 jednakowych łóżek? – To niemożliwe! Chyba że po świętach. Albo – 20 szaf? O, to najprędzej po Nowym Roku, teraz już nie zamawiamy materiałów, wie pani – remanent nas czeka. Ale udało się! 24 grudnia, w samą Wigilię podjęłyśmy z dwoma pracowniczkami decyzję, że uruchamiamy całodobowe dyżury, bo wiadomo – święta to i może być gorąco. Nie tak jak na obrazku… Cieszę się też ze wsparcia członkiń Naszej Szansy, zawsze mogę na nie liczyć. Cieszę się, że mogę pogodzić pracę w stowarzyszeniu z pracą w ośrodku. To, czego nie mogę w jednej organizacji, mogę w drugiej. To się ładnie uzupełnia. Ciągle jednak widzę, ile jeszcze jest do zrozumienia. Trzeba edukować młodych. W szkołach potrzeba równościowego języka, zajęć, szkoleń. Tyle jeszcze pracy przed nami, tyle wyzwań. Do tej pory przez Ośrodek przewinęło się ponad 500 osób, z czego połowa korzystała z hostelu. Takie miejsce jest potrzebne w drodze do życia bez strachu.

Cieszy się też, że mogła uczestniczyć w Akademii Równości Kobiet organizowanej przez Ośkę.

 – Najwięcej zawdzięczam Mai Brance i Marzenie Wilk. Jedna dała mi narzędzia i wiedzę na temat wystąpień publicznych, negocjacji, komunikacji, a druga - wiarę i entuzjazm, że nam się uda. Zresztą z rzeszowską Victorą, Stowarzyszeniem Kobiet Aktywnie Poszukujących Pracy współpracuję do dzisiaj. Umiejętność współpracy z kobietami poczytuję też za sukces, bo to zaprzecza stereotypowi, że kobiety nie mogą się między sobą dogadać – zaznacza.

Największa porażka

Woli o tym nie myśleć. Nie ma czasu na porażki. Nie uda się coś, trudno – jutro jest nowy dzień. Jutro się uda.

– Damy radę – cały czas powtarza i w stowarzyszeniu i w Ośrodku Wsparcia. – Nawet moje pracownice już się tym zaraziły i kiedy ja nie daję rady, to one mi mówią: – My nie damy? Damy radę, szefowa!

Co lubi

- Nowe pomysły w Stowarzyszeniu na projekty, żeńskie końcówki, spacery z psami, jazdę samochodem, książki biograficzne. Każda biografia czy to pisarki, aktorki czy poetki daje mi dużo materiału do refleksji, że to wszystko, co w życiu nam się przydarza, jeśli nas nie zabije, to nas wzmocni. Lubię też inną ważną dla mnie maksymę, że jeśli nie wiadomo, jak się zachować, należy zachować się przyzwoicie. Dzięki temu trafiam na ludzi, z którymi zazwyczaj łączą mnie przyjaźnie na całe życie. I lubię pielęgnować te przyjaźnie – podkreśla.

Plany na przyszłość

- Napisać dużo dobrych projektów, które przejdą oceny formalne i merytoryczne, założyć firmę socjalną przy Stowarzyszeniu, by kobiety, które wychodzą z przemocy, miały pracę. Bo moim zdaniem każda kobieta powinna mieć własne pieniądze i prawo jazdy. To daje wolność i pewność siebie. A polskim kobietom ciągle jeszcze ich brakuje. Na emeryturze założyć Dom Wesołych Emerytek i Uniwersytet Trzeciego Wieku, taki jak prowadzi Thérese Clerc, twórczyni Domu Kobiet w Montreuil. Chciałabym móc pojechać do Francji, by ją poznać. Zobaczyć zbudowaną przez nią samorządną, ekologiczną, solidarną komunę dziarskich staruszek – śmieje się.

Prywatnie. – Znaleźć bratnią duszę, napisać dobrą powieść i zwiedzić Pragę, południe Włoch i całą Hiszpanię – marzy.

 

Joanna Szurlej - założycielka Stowarzyszenia Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” w Lesku (2005 r.), które zrealizowało pomyślnie dwanaście projektów na rzecz kobiet, dzieci i młodzieży. Stowarzyszenie jest laureatem konkursu Złoty Telefon 2008, wyróżnienia przyznawanego przez Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” Instytutu Psychologii Zdrowia PTP osobom i instytucjom szczególnie zasłużonym w dziedzinie przeciwdziałania przemocy domowej.

Joanna działa na rzecz równych praw kobiet, zwiększenia ich udziału w gremiach decyzyjnych i godnej pracy i życia bez przemocy. W 2006 roku wygrała konkurs na dyrektorkę Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Osiem lat pracowała jako dziennikarka pisma społeczno-kulturalnego „Echo Bieszczadów”. Jest laureatką pierwszej edycji konkursu „Akcja Akacja” (2006 r.). Nagradzane są kobiety, które w sposób wyjątkowy przyczyniły się do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i wspólnot lokalnych. W znanych miejscach publicznych, skwerach i parkach miejskich dla każdej zwyciężczyni zasadzono drzewo akacji jako symbol rozwoju i wkładu kobiet w środowiska lokalne.

Właścicielka dwój jamniczek i dwóch kocic. Bieszczady to jej miejsce na ziemi.

Więcej o Stowarzyszeniu i Ośrodku SOS na stronach www.szansa.bieszczady.info.pl  i www.lesko.sos.pl

Źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Joanna Szurlej-Kobieta Kobiet. ~MartaKDZ. 26.09.2010, 08:11 Szczególnie ważne i piękne jest to co robi Pani Joanna Szurlej. Prowadzenie takiego ośrodka wymaga szczególnych cech charakteru, ogromnej inteligencji, charyzmy, wrażliwości. Taka kobieta musi się zmagać nie tylko ze " szklanym sufitem", ale całym światem, w którym przemoc jest akceptowana np. w imię tolerancji wobec "tradycji domowych". Podziwiam to co Pani robi, życzę dużo siły. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywizacja zawodowa
  • kobiety
  • przeciwdziałanie przemocy
  • równość