Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Agnieszka Weseli

autor(ka): Marta Chowaniec
2010-09-20, 03:10
archiwalne
Agnieszka Weseli, fot. Monika Kłosowska
Indywidualistka, która wierzy w kolektyw. Mówi o osobistych sprawach, bo u niej to, co prywatne, naprawdę okazuje się polityczne. Dni Cipki, Pomada, UFA – to tylko część kontrowersyjnych, zdaniem niektórych, inicjatyw, w które się zaangażowała. A to dopiero początek, bo sobą czuje się dopiero od ośmiu lat.

Czym się zajmuje

Różnymi rzeczami w różnych działkach - świadomie nie rozdziela życia osobistego, naukowego, zawodowego, aktywistycznego i artystycznego. Jest historyczką życia seksualnego bez zaczepienia w instytucji, współzałożycielką i członkinią rozmaitych feministycznych, anarchofeministycznych i queerowych grup i kolektywów, bada i upowszechnia ideę queer poprzez sztuki plastyczne, performatywne, literaturę.

- Jeśli chodzi o pracę zarobkową, właśnie skończyłam tłumaczyć dla wydawnictwa Czarna Owca książkę Michelle Goldberg "Wojny reprodukcyjne", poruszającą tematy, którymi zajmowałyśmy się podczas Dni Sprawiedliwości Reprodukcyjnej w 2009 roku – w jaki sposób prawa reprodukcyjne kobiet w ciągu ostatnich 50 lat były w różnych miejscach na całym świecie używane przez różne ideologie, religię i polityków do ich własnych celów – opowiada.

Razem z Agnieszką Żechowską i Moniką Kłosowską organizują, a właściwie improwizują wystawy sztuki kobiecej i queer – działają jak kamikadze, stąd nazwa ich trójosobowej grupy: Kamikadze Baby. Konkretnie więc nie może powiedzieć, gdzie będzie można je znowu spotkać. – Być może podłączymy się pod tegoroczny festiwal Re: wizje – zdradza.

Do niedawna była jeszcze członkinią i kierowniczką literacką pierwszego w Polsce queerowego kabaretu Barbie Girls, w którym jej ulubiona postać to przywołana z lamusa historii Marya Konopnicka.

Dlaczego to robi

Czuje się sobą od mniej więcej ośmiu lat, jakkolwiek banalnie to zabrzmi.

– Chociaż jak na małżeństwo moje małżeństwo było udane, miałam wrażenie, że każdego dnia trochę umieram, a potem poznałam kobietę, w której się zakochałam. Mówię o tak osobistych sprawach, bo u mnie to, co prywatne, naprawdę okazało się polityczne – tłumaczy. – Podjęłam wtedy radykalne decyzje, które wywróciły do góry nogami moje życie. I teraz, takie odwrócone, jest naprawdę dobre: twórcze, sensowne i nakierowane na zmianę we mnie i w świecie.

Uważa się bez najmniejszych wątpliwości za feministkę, ale dziwi się, że można nazwać ją człowiekiem sektora.

– Nie wierzę w usystematyzowane działania organizacji pozarządowych, w żadne akcje sfinansowane z Unii Europejskiej. Bardzo łatwo popaść w ngoizację, która paraliżuje i nie prowadzi do faktycznych zmian na lepsze – zaznacza. – Znacznie bliżej mi do działań na pograniczu systemu, który częściej podważam i kwestionuję niż akceptuję.

Jedyny sens ma dla niej działalność, w którą wierzy. Nie mogłaby pracować w korporacji.

– Siedzisz w pracy od 10.00 do 18.00, a jak wracasz do domu, to masz prawdziwe życie? Tak to działa? – pyta. – Nie potrafię pracować w kieracie.

Chce pracować z ludźmi, z którymi ma ochotę się spotykać, a nie z którymi musi. Sądzi, że nie wolno stać się zawodowym działaczem. Wierzy w kolektyw, bo taka forma organizacji wymaga, żeby ludzie, którzy ją tworzą, komunikowali się: rozmawiali ze sobą, ustalali, co jest dla nich ważne i jak to zrealizować. Jeśli w coś wierzy i jeśli coś do niej przemawia, jest w stanie poświecić mnóstwo czasu i wysiłku. Chociaż ma też świadomość problemów.

- Podczas obozu Ulicy Siostrzanej, przygotowałam nadruk na koszulkę: „Sisterhood can kill you”. Kręgi feministyczne to nie jest środowisko łatwe do działania, ale – z drugiej strony – to nie jest jedyne środowisko, w którym są problemy, a problemy z kolei wynikają z tego, że środowisko tworzy zbiór indywidualności oraz nie ma (i dobrze!) gotowej struktury, hierarchii, w którą można by się wpasować. To kłębowisko żmij, ale są to potężne, twórcze żmije. Zastrzyk jadu też jest zdrowy. W końcu istnieją leki na bazie jadu żmii – śmieje się.

Jej filozofia życiowa polega na tym, że programowo nie zauważa problemów.

- Jestem bardzo świadoma istnienia dyskryminacji, przeciwdziałam jej na każdym kroku, ale - paradoksalnie - nie mogę powiedzieć, że ja sama kiedykolwiek byłam dyskryminowana, ponieważ nie biorę pod uwagę, że ktoś może mnie dyskryminować, i nic takiego się nie dzieje. Tak samo uważam, że Dni Cipki po prostu trzeba było zrobić, chociaż wiele osób miało z tym wydarzeniem problem. To nie było nic złego ani nieprzyzwoitego – podkreśla. Podobnie sądzi o rozmaitych działaniach kolektywu UFA i o nieheteronormatywnej kulturalnej Inicjatywie Pomada, która w lipcu 2010 roku wzbudziła liczne kontrowersje w stolicy.

Największy sukces

Myśli, że za każdym rogiem pojawia się kolejne twórcze wyzwanie i konieczność działania. Być może nigdy nie będzie wiedziała, co jest w jej życiu największym sukcesem.

– Wiem na pewno, że świetna jest możliwość współpracy z ludźmi, z którymi wymieniamy się energią. I możliwość działania całościowego – nie w wąskiej działce np. obrony praw zwierząt. Staram się nie identyfikować z jedną rzeczą, z jednym środowiskiem, z jedną ideą: w wielu rzeczach jestem jednocześnie, ponieważ uważam to za skuteczniejsze. Światu potrzeba szerokich zmian, a mnie: szerokich inspiracji – mówi.

– Wielkim sukcesem z pewnością był dla mnie okres działania w ramach UFY. Kobieco queerowa centra kulturalno-społeczna UFA to przestrzeń najbliższa moim wyobrażeniom o tym, jak powinno działać społeczeństwo: uwzględniająca różnorodność, realizująca równość, zapewniająca wszystkim faktyczny udział w podejmowaniu decyzji, rozwijająca się wraz z warunkami i potrzebami, funkcjonująca na poziomie lokalnym. Związek z UFĄ był związkiem z miłości. Jednak po trzech latach rozsądek podpowiedział mi decyzję o wystąpieniu z kolektywu, ponieważ czułam, że za mocno angażuję się w jego działania, a w dodatku zapominam o sobie. Ta decyzja to również mój wspaniały sukces – śmieje się.

Największa porażka

Nie wierzy w porażki.

– Jeśli zdarza się sytuacja, którą można określić jako klęskę, jest to okazja, żeby wyciągnąć z niej naukę i zastanowić się, dlatego tak się stało i jak to zmienić, zrobić lepiej. Tak jak z kolejką górską: zjeżdża na dół, żeby mieć większy rozpęd – tłumaczy.

Co lubi

Wymienia w punktach:

1        Jestem uzależniona od twórczego haju, dlatego wciąż biorę się za nowe projekty.

2        Lubię się rozwijać i uczyć, a w drugą stronę: dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem.

3        Lubię współ/pracować.

Plany na przyszłość

- Przygotowuję wydanie swoich tekstów. To ani powieść, ani poezja - hipertekstowa formuła o miłości nienormatywnej. Opowieść z marginesu, bo stamtąd lepiej widać.

Następne wyzwania?

– W tej chwili projekt „Orlando. Pułapka?” na podstawie książki Virginii Woolf, realizowany przez Damski Tandem Twórczy. To pierwsze moje doświadczenie teatralne poza kabaretem. Gram Arcyksięcia – mówi.

Zupełna nowość to grupa pisarsko-slamowa, która wykluwa się dzięki energetyzującemu spotkaniu kilkunastu osób na warsztatach queerowej pisarki i slamerki z San Francisco, Michelle Tea.

– To może być coś naprawdę świetnego! – cieszy się.

A poza tym czeka na to, co przyniesie jej życzliwy los.

– Bo jak dotąd niewiele w życiu planowałam – wyjaśnia. – Planowanie kojarzy mi się bardzo ponuro: z utratą spontaniczności, samo/ograniczeniem (zapis celowy) i… robieniem kariery.

 

Agnieszka Weseli / Furja jako historyczka życia seksualnego powadziła m.in. pionierskie badania na temat domu publicznego i zjawiska homoseksualizmu w KL Auschwitz. Zajmowała się też tematami prostytucji i wychowania seksualnego od XIX wieku. Jest współautorką albumu-poradnika Kiedy kobieta kocha kobietę (2008) i autorką pierwszego całościowego opracowania nt. obecności i działalności polskich lesbijek, biseksualistek, osób transpłciowych i queer w latach 1989-2009. Publikowała m.in. w "Ricie Baum", "Przeglądzie Historycznym", "Zadrze", "Katedrze", "Czasie Kultury", "Polityce" oraz w wydawnictwach zbiorowych. Działa kolektywnie i queerowo: współtworzyła m.in. Porozumienie Lesbijek (LBT), warszawskie Ladyfesty i Manify, festiwal queerotyczny FAQ!, Dni Cipki oraz Inicjatywę Pomada w lipcu 2010. Od początków do wiosny 2010 należała do kolektywu warszawskiej centry UFA. Jest w kolektywie redakcyjnym sabatnika boginiczno-feministycznego "Trzy kolory". Uzależniona od wymiany natchnień i procesu twórczego: organizuje wystawy, performuje kabaretowo i teatralnie, jest autorką i współautorką realizacji interaktywnych, instalacji, komiksów erotycznych.

Źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 1 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • najlepsza animatorka kultury ~Joanna Kasprowicz 26.09.2010, 01:27 Nikt inny nie angażuje się na taką skalę w dzialalność kulturalną jak Agnieszka Weseli, a do tego jej pomysły są oryginalne, a tym samym zachęcające innych do włączenia się do przedsięwzięć, których się ona podejmuje oraz do otwarcia się na nowe horyzonty myślowe i nową jakość postrzegania świata. ODPOWIEDZ
  • patologia? ~Czaplicka 20.09.2010, 11:26 Po dwóch latach znajomości mogę powiedzieć co nieco o Agnieszce, ale bynajmniej patologia to nie jest. Owszem - nikt ideałem nie jest, ale gdyby nie ona, to ufa na pewno nie była by tu, gdzie jest i nie stałaby się tak ważnym miejscem dla środowiska LGBTQ w Warszawie. Wiele jej prelekcji i wystąpień jest napradę bardzo ważnych (jak chociażby na konferencji o historii LGBTQ w Polsce). I bez niej nie byłoby Marii Furii Konopnickiej - najcudowniejszej kreacji jedynego kabaretu lesbijskiego. Furja - za to co robisz dla środowiska LGBTQ - chapeau bas ODPOWIEDZ
  • patologia ~Monika 20.09.2010, 06:12 Do twórczości należy dojrzeć. Kto może być twórczy? Niestety znowu ktoś sie przechwala ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • kobiety
  • kultura
  • rozwój osobisty
  • równość
  • tradycja