Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Marek Borowski [wywiad]

autor(ka): Monika Hausman-Pniewska, ESWIP
2010-09-09, 10:32
archiwalne
Marek Borowski – prezes Banku Żywności w Olsztynie, prezes Wspólnoty Roboczej Związków Organizacji Socjalnych WRZOS, prezes Federacji Polskich Banków Żywności i wiceprezes Federacji Organizacji Socjalnych FOSa. Jeden z liderów organizacji pozarządowych, którzy od wielu lat systematycznie budują społeczeństwo obywatelskie w województwie warmińsko-mazurskim i w Polsce. Koledzy i współpracownicy mówią o nim: „poukładany wizjoner”.

- Jesteś prezesem i twarzą Banku Żywności w Olsztynie. Zdarza ci się marnować jedzenie?

Marek Borowski: - Oczywiście. Chociażby dlatego, że często wyjeżdżam i trudno mi zaplanować zakupy. Ale staram się, aby żywność w moim domu się nie marnowała. Dzieci się ze mnie śmieją, że po mnie zostaje zawsze pusty talerz. Wkładam na niego tyle, ile jestem w stanie zjeść.

- Jak to się stało, że jesteś tu, gdzie jesteś? Dlaczego akurat Bank Żywności?

- Przy okazji pracy w wiejskiej szkole w Nowym Kawkowie zetknąłem się wielokrotnie z problemem niedożywienia dzieci. Pamiętam dwie sytuacje, które mną wstrząsnęły. Raz, jak zasłabła dziewczynka na drugiej godzinie lekcyjnej i okazało się, że dziecko jadło ostatni posiłek w szkole, poprzedniego dnia o godzinie 11.20. Drugi raz, gdy zobaczyłem w toalecie dla chłopców pływającą w sedesie kanapkę. To mi jakoś bardzo mocno uzmysłowiło, że są osoby, które nie mają co jeść i takie, które nie szanują jedzenia i je wyrzucają. Padł wtedy pomysł na akcje: jeśli nie jesteś głodny – podaruj kanapkę komuś innemu. I mam wrażenie, że jakoś nam się udawało rozwiązywać ten problem. Na dożywianie dzieci pozyskiwaliśmy też dodatkowe fundusze – najpierw jako komitet rodzicielski, potem Stowarzyszenie Dzieciom Wiejskim, które powstało przy szkole.

- Te doświadczenia zrodziły pomysł utworzenia Banku Żywności w Olsztynie?

Nie, z Bankiem Żywności spotkałem się dopiero po pracy w szkole, gdy trafiłem do warszawskiej Fundacji „Pożywienie – Darem Serca”, która organizowała dożywianie dla dzieci z Warszawy i okolic. Problem niedożywionych dzieci w Warszawie i tych z terenów wiejskich ma zupełnie inne podłoże. Ale w Warszawie zobaczyłem, jak łatwo można pozyskiwać sprzymierzeńców do jego rozwiązywania. Fundacja, w której pracowałem, była założycielem Banku Żywności w Warszawie i z jej ramienia zasiadałem w Radzie Banku Żywności. Po pół roku, gdy już poczułem, jak funkcjonuje taka instytucja, stwierdziłem, że to znakomita idea, która powinna mieć swoje miejsce także w Olsztynie.

- Łatwo było znaleźć sojuszników tu na miejscu, w Olsztynie?

Rozmawialiśmy z ówczesnymi władzami Olsztyna i przedstawicielami Urzędu Marszałkowskiego na temat utworzenia Banku Żywności w Olsztynie, jako związku stowarzyszeń. Zaprosiliśmy na spotkanie przedstawicieli dużych organizacji w Olsztynie i w rezultacie trzy organizacje – Centrum Rozwoju Ekonomicznego Pasłęka, Olsztyńskie Stowarzyszenie Wsparcia Społecznego i Stowarzyszenie Dzieciom Wiejskim – były założycielami Banku. Pierwsze spotkania miały miejsce wiosną 2000 r., a Bank Żywności został zarejestrowany już w czerwcu tego samego roku. Pierwszą zbiórkę rozpoczęliśmy bodajże 16 września. W  pięciu sklepach na terenie Olsztyna zebraliśmy 3,5 tony żywności. Byliśmy zachwyceni tym wynikiem i stwierdziliśmy, że to jest dobry początek naszych działań. Równolegle kontaktowałem się z organizacjami, które mogłyby odbierać od nas tę żywność i zagospodarowywać ją na potrzeby osób potrzebujących. Okazało się w krótkim czasie, że tych organizacji jest bardzo dużo. Potem zaczęliśmy podejmować współpracę z firmami, które mogłyby być potencjalnymi darczyńcami. W ciągu kilku pierwszych miesięcy, czyli do końca 2000 roku, udało się uzyskać prawie czterdzieści ton żywności, którą przekazaliśmy trzydziestu trzem organizacjom z terenu Olsztyna i województwa. Pierwsza nasza siedziba miała miejsce na ul. Knosały, w małym pokoiku, przy ośrodku pomocy społecznej. Pamiętam, że gdy przywieźli trzy tony mandarynek do przebrania, to całe biuro było tymi mandarynkami zarzucone. Początek Banku Żywności nam się kojarzy z pokojem pełnym mandarynek.

- Był mały pokój przy ulicy Knosały, a teraz?

- Teraz Bank Żywności ma siedzibę przy ul. Artyleryjskiej w Olsztynie z magazynem o powierzchni ok. 1000 m2. Programy, które realizujemy, wymagają od nas bardzo sprawnej koordynacji, ale też dobrego przepływu informacji między Federacją Polskich Banków Żywności, Agencją Rynku Rolnego i naszymi darczyńcami, producentami, dystrybutorami. W związku z tym nasza praca wygląda teraz zdecydowanie inaczej.

- Bank Żywności odpowiada przede wszystkim na problem niedożywienia? 

- Nie do końca. Realizujemy głównie dwa cele. Pierwszy to zapobieganie zjawisku marnowania żywności i, w mojej świadomości, to jest ten najważniejszy cel. Uważam, że paradoks, który istnieje na świecie – z jednej strony ogromnej nadprodukcji i utylizacji żywności, a z drugiej  głodu – nie powinien mieć miejsca. Banki Żywności starają się rozwiązywać ten problem. Jesteśmy skupieni jednak bardziej na działaniach lokalnych. Żywność, którą gromadzimy, jest przeznaczona dla mieszkańców Polski, a jeszcze bliżej – Warmii i Mazur. Oczywiście, są inne duże instytucje, które zajmują się pomocą międzynarodową i my jak najbardziej takie instytucje wspieramy. Pomagamy na przykład przy tworzeniu banków żywności w różnych częściach Europy i świata. Mieliśmy już wiele delegacji z takich państw, jak Bułgaria, Rumunia, Serbia, Słowacja, gdzie banki żywności dopiero raczkują.

- A drugi cel?

- To pomoc grupom społecznym, które nie radzą sobie w dzisiejszej rzeczywistości ekonomicznej i które nie są w stanie zapewnić sobie środków finansowych na zapewnienie podstawowych potrzeb, takich jak pożywienie. Bank Żywności w Olsztynie już jest na takim etapie, że prowadzi programy nie tylko zabezpieczające byt rodzin potrzebujących, ale ma także podejście jakościowe do wyżywienia. Przykładem jest strategia rozwiązywania problemów niedożywienia dzieci w województwie warmińsko-mazurskim, która właśnie weszła w życie. Tam zdecydowanie zwracamy uwagę na jakość dożywiania uczniów w szkołach.

- Opowiedz w kilku słowach jak działa Bank Żywności?

- Najprościej mówiąc, jest to duża hurtownia dla organizacji pozarządowych, szkół i instytucji, które zajmują się dożywianiem. Działanie tej hurtowni polega na bezpłatnym gromadzeniu żywności i przekazywaniu tym instytucjom, które jej potrzebują. Bank Żywności stale współpracuje z blisko pięćdziesięcioma firmami, od których pozyskuje żywność oraz trzystoma różnymi instytucjami, stowarzyszeniami, fundacjami i szkołami z Warmii i Mazur, którym tę żywność przekazuje. Żeby to jakoś zobrazować powiem tak: codziennie do Banku Żywności docierają średnio dwa tiry jedzenia, które codziennie wywożone jest za pośrednictwem dwudziestu małych samochodów.

- Pomówmy teraz o Tobie, jakie masz szczególne osiągnięcia, takie, które dla Ciebie się liczą?

- Niewątpliwie za swój sukces uważam to, że najpierw jako nauczycielowi, a potem dyrektorowi wiejskiej szkoły w Nowym Kawkowie udało mi się stworzyć placówkę, która była czynna od 8.00 do 20.00. Odbywało się w niej bardzo dużo zajęć dodatkowych. Dzieci uczyły się nauki gry na instrumentach, trzech języków obcych, miały dostęp do sali informatycznej, korzystały z różnych zajęć artystycznych. Nasza współpraca z Teatrem „Węgajty”, kontakty z organizacjami i instytucjami z innych regionów Polski – takich jak Kurpie, Wielkopolska – i innymi kulturami, otworzyła tym dzieciom nowe horyzonty.

Kolejnym sukcesem, który się dla mnie liczy, to zainspirowanie, a nawet, rzekłbym, zarażenie wielu osób pracą społeczną na różnych płaszczyznach. Dziś spotykam swoich dawnych wolontariuszy, którzy pracującą teraz w bankach, w Urzędzie Wojewódzkim, Urzędzie Miasta, ale każdy z nich robi coś dodatkowo, angażuje się w działalność społeczną. Za swój sukces uważam także to, że współzakładałem dziesięć różnych organizacji i instytucji, które istnieją do dnia dzisiejszego i dobrze funkcjonują.

Czuję ogromną satysfakcję z pracy w Banku Żywności, która daje mi też możliwość zaangażowania się w różne inne przedsięwzięcia na poziomie regionalnym i ogólnopolskim, jak Wspólnota Robocza Związków Organizacji Socjalnych, Federacja Organizacji Socjalnych FOSa, czy Fundacja Ziemi Olsztyńskiej. To są organizacje bliskie mojemu sercu. Pracuję w Banku Żywności, a w pozostałych organizacjach działam wolontarystycznie, jako członek zarządu czy wiceprezes organizacji.

- Pełnisz dużo ważnych funkcji, jesteś prezesem trzech dużych organizacji, w tym dwóch ogólnopolskich. Co jest miarą sukcesu pozarządowca?

- Zastanawiałem się nad tym, jak dostałem nagrodę od ESWIP-u [red. Elbląskiego Stowarzyszenia Wspierania Inicjatyw Pozarządowych]. Uważam, że miarą sukcesu jest przede wszystkim własna satysfakcja. Oczywiście, czasami potrzebujemy potwierdzenia, że ktoś widzi sens w tym co robimy, że nie działamy tylko dla siebie, że rzeczywiście nasze działania są ważne.

- A nagrody, stanowiska, funkcje, liczą się?

- Dla mnie to przede wszystkim ciężka praca, ja to tak odbieram. Natomiast nagrody oczywiście uskrzydlają. To czy one są, czy ich nie ma, dla mnie nie ma to większego znaczenia. Po prostu czuję w sobie satysfakcję z tego, co robię. Każdy obiera jakiś sposób na życie. Dla mnie działania w różnych organizacjach, na różnych płaszczyznach, to jest wybór pewnej drogi życiowej. Jakiś czas temu zastanawiałem się, dlaczego jestem zaangażowany w tyle rzeczy i zacząłem analizować swoje wcześniejsze działania. Stwierdziłem, że nigdy w życiu nie poświęcałem się tylko jednej sprawie. Myślę, że to jest związane z charakterem, duszą, w której coś gra, nadaje na jakichś falach. To z jednej strony, a z drugiej strony mam silną potrzebę działania. Jeżeli widzę jakiś problem, to zastanawiam się, jak go rozwiązać, a nie co go spowodowało. Dla mnie najważniejsze jest działanie.

- Czy imię i nazwisko otwierało ci kiedyś drzwi, mylono Cię z Markiem Borowskim, byłym marszałkiem sejmu?

- Jeden z programów pomocowych, który uruchomiono w Polsce, wiąże się z moim nazwiskiem. Chciałem się spotkać z ministrem rolnictwa w sprawie zagospodarowania nadwyżek mięsa na cele pomocy społecznej i jak dzwoniłem jako prezes federacji, to nie chciano mnie połączyć. Wykonałem więc telefon do sekretariatu i, trochę żartobliwie, przedstawiłem się bardzo krótko: dzień dobry, Marek Borowski, poproszę z ministrem rolnictwa. Momentalnie mnie połączono, doszło do spotkania i w ciągu tygodnia zaczęliśmy uruchamiać program rządowy.

Kiedyś w Poznaniu podszedłem do Marka Borowskiego i podałem mu wizytówkę, spojrzał i powiedział: „Aaa, banki żywności, słyszałem”. Mamy więc świadomość wzajemnego istnienia, ale powiązań rodzinnych żadnych. Jest jeszcze inny Marek Borowski w Olsztynie, który ma konto w tym samym banku co ja, leczy się w tym samym ośrodku zdrowia, czasem zdarzają się w związku z tym dziwne sytuacje.

- Masz duże doświadczenie w pracy w sektorze pozarządowym. Czy jest coś, co Cię denerwuje w działaniach organizacji, w tym co się dzieje teraz w NGO’sach?

- Zbyt dużo mówienia, a zbyt mało działania i niedostateczny profesjonalizm. Jeżeli chcemy ubiegać się o realizację zadań zleconych, musimy pokazać, że jesteśmy profesjonalni. Jeśli czegoś nie umiemy, to nie mówmy, że zrobimy to lepiej od kogoś.

- Zauważam też kwestię opacznego rozumienia i wykorzystywania przepisów prawa. Tu konkretnie odniósłbym się do 1% podatku. Ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie przewidziała taką możliwość, jak przekazywanie 1% podatku dla organizacji pozarządowych, ale konkretnie na ich rozwój. W przeciągu kilku lat organizacje pozarządowe same wypaczyły tę ideę. Pokazując twarze chorych dzieci, zaczęły zbierać odpisy na konkretnego Krzysia, Jasia, Marysię. Organizacje same zrobiły sobie krzywdę, przekonując w ten sposób przeciętnego Kowalskiego, że jest darczyńcą. To nie jest tak, bo ten 1% to część podatku, który jest należny państwu i to właśnie państwo wyraziło zgodę na takie spożytkowanie tej kwoty. W ten sposób organizacje dalej nie robią nic w celu uświadomienia społeczeństwu, że są inne możliwości zwykłych darowizn oraz również odpisu od podatku w postaci 6% od dochodu. Myślę, że organizacje powinny stanowczo popracować nad kształtowaniem wizerunku jednego procenta i filantropii.

- Najbliższe plany?

- Przede wszystkim chciałbym, żeby inicjatywy, które podjąłem, rozwijały się: Bank Żywności w Olsztynie, Federacja Polskich Banków Żywności, FOSa i WRZOS. W każdej z tych instytucji mam kilka wyzwań. Jeśli chodzi o organizacje z terenu Warmii i Mazur to na pewno chciałbym, aby Bank Żywności w niedalekiej przyszłości bardziej się finansowo usamodzielnił. Myślimy o powołaniu instytucji ekonomii społecznej, która będzie prowadziła działalność związaną z aktywizacją zawodową osób nie radzących sobie we współczesnej rzeczywistości. Zresztą od lat spełniamy taką rolę, od 5 lat współpracujemy z Centrum Integracji Społecznej w Olsztynie. Przeszkoliliśmy 30 osób w trzech zawodach i spośród nich aż 25 pracuje na wolnym rynku. Taka forma działań pozwoliłaby na uzyskanie dodatkowych źródeł finansowania funkcjonowania banku. W dużym stopniu opieramy się na pracy wolontariuszy, ale nie wszystko da się tak zrobić. Nasze działania są stałe i systematyczne, nie możemy więc liczyć wyłącznie na to, że wolontariusze będą zawsze mogli nam pomagać. Poza tym jest jeszcze odpowiedzialność materialna za żywność, która znajduje się w magazynach. Jej wartość to ok. 15 milionów w skali roku.

Jeśli chodzi o FOSę, to chciałbym, aby rozwinęły się tworzone przez nią grupy branżowe (Sieć PALIUM, Wolontariat Warmii i Mazur, wojewódzka rada osób starszych itp.) i działania na rzecz osób starszych czy niepełnosprawnych wpisujące się w Wojewódzki program na rzecz osób starszych czy Wojewódzki program rozwoju wolontariatu. Chcielibyśmy, żeby nasze działania przełożyły się na rozwój wolontariatu, m.in. seniorskiego, nie tylko dlatego, że rok 2011 jest rokiem wolontariatu. Z tym jest wciąż w Polsce nie najlepiej. Z wiedzy, którą posiadam, w krajach wysoko rozwiniętych większość osób nieaktywnych zawodowo zaangażowanych jest w prace społeczne. W Stanach Zjednoczonych każda z osób, pracująca czy nie, zaangażowana jest w działania minimum jednej organizacji pozarządowej.  Myślę, że u nas należałoby rozpocząć szeroko zakrojoną edukację, począwszy od szkoły podstawowej, pokazując, jak ważny jest ten wolontariat dla każdego człowieka, jaką wartość może nadać życiu.

No i Fundacja Ziemi Olsztyńskiej, bo to jest kolejna organizacja, która jest mi bardzo bliska. Chciałbym, aby rozwinęła swoją działalność stypendialną.

- „Pozarządowiec Godny Naśladowania”, czyli jaki?

- Aktywny, bezinteresowny, przejrzysty w działaniach. Taki, który działa z ludźmi i dla ludzi.

Wiadomość pochodzi z serwisu regionalnego wim.ngo.pl
Źródło: Pozarządowiec nr 3-4 2010 rok XIV
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • dobroczynność, filantropia