Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Igor Dzierżanowski

autor(ka): Marta Chowaniec
2010-09-02, 02:26
archiwalne
Igor Dzierżanowski
Zajmował się graffiti, zanim dowiedział się, że istnieje. Fizycznie nie maluje już dawno, mentalnie – nigdy nie przestał. Pełnił rolę animatora sztuki ulicy w Polsce jako prywatny przedsiębiorca, teraz trafił do organizacji pozarządowych. Odpowiadają mu tutaj ludzie.

Czym się zajmuje

Od graffiti po street art, czyli nie popkulturą, ale kulturą alternatywą. Sztuką, która nadaje charakter przestrzeni miasta. W 2007 r. założył Europejską Fundację Kultury Miejskiej. W tej chwili ruszył największy projekt Fundacji – Chopinium.pl – Inna Strona Chopina, wspierający program TVP – Chopin2010.pl – dedykowany Fryderykowi Chopinowi.

– To odbrązowienie kompozytora. Pokazanie go z innej strony pokoleniu, które go nie zna, czy nie respektuje. Młody człowiek pozna Chopina, jakiego nie znajdzie w podręcznikach. Wykorzystujemy nowoczesne sposoby przekazywania informacji (np.vlepki, graffiti). Główna platforma komunikacyjna działa oczywiście w Internecie – opowiada.

Dlaczego to robi

– Zajmowałem się graffiti, zanim dowiedziałem się, że istnieje. Gdy w Polsce pojawiło się to słowo, pojęcie, chodziliśmy już z kolegami z podstawówki z flamastrami i coś mazaliśmy – opowiada. – Czułem potrzebę podpisywania się, markowania działań swoim podpisem, a potem ten podpis egocentrycznie urósł i sam stał się dziełem. W liceum przyszła fascynacja sprayem jako nowym narzędziem, które nie było wcześniej znane w Polsce. Na początku lat 90. nie było w Polsce kolorowych ścian, było totalnie szaro, buro, więc wszyscy byli zafascynowani graffiti jako czymś nowym – sztuką ulicy. Dopiero Andrzej Osęka zadał pytanie – a może to jednak jest wandalizm, a nie sztuka? Dziś już wiadomo, że to pytanie było źle zadane.

Fizycznie nie maluje już dawno, mentalnie – nigdy nie przestał. W czasie, gdy aktywnie tworzył, miał nieprzyjemną przygodę z policją w Olsztynie. Dziekan oświadczył mu, że jeśli sytuacja się powtórzy, zostanie usunięty ze studiów.

– Dzięki Wydziałowi Weterynarii na SGGW dostałem fantastyczny aparat poznawczy rzeczywistości – jej obserwacji, badania, analizowania, diagnozowania i rozwiązywania problemów. Znaleźć przyczynę i ją usunąć. Plus trochę cennej wiedzy biologiczno-medycznej – podkreśla.

Pełnił rolę animatora sceny graffiti w Polsce. Miał kontakty za granicą. Wiedział, co się dzieje. W latach 90. jeszcze nie było szeroko rozwiniętego Internetu, więc chciał pokazywać Polakom, jak graffiti wygląda na Zachodzie i odwrotnie.

– W latach 90. polska scena graffiti była ceniona w Europie, miała własny, oryginalny styl – zaznacza. Założył wtedy dwujęzyczne pismo o kulturze aerozolu „Brain Damage”, które docierało do miłośników graffiti na wszystkich kontynentach (z wyjątkiem Antarktydy) oraz organizował jedną z największych w Europie cyklicznych imprez graffiti (www.jam.bd.pl). Pracował wtedy w agencji reklamowej, dobrze zarabiał i wykładał pieniądze na tę działalność z własnej kieszeni. Miał kolejne pomysły i stwierdził, że chciałby – po pierwsze – znaleźć na nie środki zewnętrzne, a po drugie – stworzyć dedykowany zespół. Tak powstała Europejska Fundacja Kultury Miejskiej. Część zespołu wywodzi się ze środowiska graffiti, część ze środowisk powiązanych z innowacyjną przedsiębiorczością technologiczną.

– Jestem zdania, że nazwa organizacji, przy dobrym jej prowadzeniu, przekłada się na to, jak organizacja się później rozwija. Nazwa organizacji miała być instytucjonalna, interesująca i silna – tłumaczy. – Zawodowo jestem „marketingowo-reklamowy”, więc do prowadzenia Fundacji wykorzystuję swoją wiedzę z tego obszaru.

Jako fundator nie może pobierać wynagrodzenia z Fundacji i uważa, że jest to zdrowa sytuacja. Działa trochę obok trzeciego sektora. W działaniach Fundacji stara się być przedsiębiorczy i stosować zasady rynkowe. Męczy go kwestia biurokracji. Jeśli coś mu się nie podoba, to szuka innej drogi.

Ludzi działających non-profit uważa za bardzo interesujących, w przeciwieństwie do wielu z tych, których spotyka podczas działań zawodowo-zarobkowych.

– Pozarządowcy są bardzo wrażliwi, potrafią nazywać emocje, uzasadniać swoje działania, wiedzą, dlaczego robią to, co robią i czują się ważni w swoim działaniu. Mają życie duchowe, o którym potrafią rozmawiać. Są bardzo otwarci i cechują się empatią, czego brakuje w środowisku biznesu – przyznaje. Bardzo ceni Grześka Lewandowskiego. Uważa, że robi świetną robotę. Popiera działania Marcina Jasińskiego z Biura Kultury m.st. Warszawy, który dba o to, żeby ucywilizować sposób rozdawania pieniędzy przez miasto.

Największy sukces

Jest przekonany, że jest jeszcze przed nim.

– Sukces to moment, kiedy poczuję, że wszystkie elementy, które są dla mnie ważne: życie osobiste, zawodowe i non-profit, udało się pogodzić i harmonijnie ze sobą współgrają. Ale to pewnie jeszcze długo potrwa – przyznaje.

Największa porażka

– Moje złe wybory, np. wybieram niewłaściwych ludzi do współpracy albo nie potrafię podjąć odpowiednich decyzji na czas. Często się mylę. To jest naturalne, bo robię sporo nowych dla siebie rzeczy. Niestety są i takie, których w życiu nie zrobiłem i już nie zrobię, co uważam za straconą szansę – mówi. – Jestem też zdania, że jeśli porażka staje się nauką, już porażką nie jest.

Co lubi

Wyzwania.

– Staram się robić rzeczy, które mnie pasjonują, intrygują, a do tego – wytyczają nowy szlak, podnoszą poprzeczkę. Nie chcę tracić czasu na to, co mnie nie interesuje – podkreśla. To, co fascynuje go prywatnie, często staje się elementem życia zawodowego. Lubi też święty spokój, ale rzadko udaje mu się go osiągnąć.

Z warszawskich murali lubi działalność grupy Twożywo.

 – Kiedyś nie przepadałem za ich twórczością, teraz dojrzałem – ich prace intrygują i zmuszają do refleksji – podkreśla. Poleca do obejrzenia mural na ścianie liceum im. Mikołaja Reja oraz drugi, przy ul. Moliera 8, obok Teatru Wielkiego, wykonany we współpracy z Muzem Powstania Warszawskiego, a nietypowo traktujący temat Powstania.

Poza tym warto wspomnieć o kotach.

– Z każdym burasem, którego spotykam na ulicy, muszę chwilę pogadać – śmieje się.

Plany na przyszłość

– Jak najszybciej założyć rodzinę i budzić się ze świadomością, że jest dobrze – deklaruje.

W fundacji planuje przejście z pozycji prezesa do Rady.

– Chciałbym już raczej sterować niż kierować. Konkretny plan jest taki: stały zespół, który ma zapewnione finansowanie tak, by był bazą dla wszystkich projektów w przyszłości – wyjaśnia.

 

Igor Dzierżanowski – z wykształcenia lekarz weterynarii. Pionier polskiego graffiti. W latach 90. współtwórca scenografii telewizyjnych oraz wielu projektów reklamowych. W latach 2000-2006 wydawca i redaktor naczelny Brain Damage Magazine – międzynarodowego pisma pasjonatów sztuki niezależnej i ulicznej. Organizator i animator oraz juror polskich i międzynarodowych imprez związanych z twórczością niezależną – w tym Brain Damage Jamów – jednych z największych imprez graffiti w Europie. W latach 1995-2007 zredagował i opublikował ponad 1000 stron materiałów dokumentujących i opisujących sztukę ulicy, m.in. w magazynach młodzieżowych: X, Ślizg, DosDedos, Hiro i innych. Współzałożyciel i wydawca magazynów sportów wodnych SURF IT! oraz zimowych SNOW IT! (2006-2007) oraz magazynu przedsiębiorców technologicznych PROSEED (aktualny). Przedsiębiorca, dyrektor kreatywny, współorganizator Auli Polskiej, założyciel Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej.

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • hobby, zainteresowania
  • kultura
  • miasto