Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Jacek Wojnarowski

autor(ka): Dariusz Mieczysław Mól, ngo.pl
2010-07-22, 03:30
archiwalne
O tym, dlaczego trafił do trzeciego sektora, o swoich sukcesach i porażkach, a także o fascynacjach i planach na przyszłość opowiada nam Jacek Wojnarowski, prezes zarządu Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego (FRSI).

Czym się Pan obecnie zajmuje?

– Kieruję Fundacją, która została utworzona dwa lata temu przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności. Głównym zadaniem FRSI jest realizacja pięcioletniego Programu Rozwoju Bibliotek, który ma umożliwić modernizację i poszerzenie zakresu działalności bibliotek publicznych w małych miasteczkach i na wsi. A proszę mi wierzyć, że wyzwań i potrzeb z tym związanych nadal jest w naszym kraju naprawdę wiele.

Dlaczego Pan to robi?

– Do 1989 r. pracowałem w sektorze komercyjnym. Ale zmiany w kraju, jakie nastąpiły na początku lat 90. umożliwiły realizację moich ukrytych pasji i dążeń związanych z działalnością dla dobra wspólnego, w legalnych formach i w wolnym kraju. Był to główny czynnik, który mobilizował i pchał mnie do trzeciego sektora. – mówi. – Z kolei reforma samorządowa, która była uruchomiona w 1989 r. skłoniła mnie do tego, żeby startować w wyborach. Byłem radnym i członkiem zarządu gminy. Po prostu starałem się zaangażować w proces zmian, a także dać jak najwięcej ze swoich sił w momencie, kiedy kraj odzyskiwał pełną wolność. I tak już zostałem w trzecim sektorze.

Największy sukces

– Bez wątpienia to obecny stan i profil Fundacji Batorego. 10 lat swojego życia i energii poświęciłem na współtworzenie sukcesu programowego, stabilności finansowej i niezależności tej Fundacji. Uważam, że to bardzo rzadki przypadek, aby w naszej części Europy powstała organizacja, która uzyskała taką niezależność i cieszyła się tak dobrą reputacją.

Największa porażka

– Myślę, że największa porażka – nie tyle osobista, co systemowa – to fakt, że przez 20 lat nie udało się nam, sektorowi pozarządowemu wykształcić mechanizmu wspierania instytucjonalnego. Jak słyszę i czytam, że Ośrodek Karta może zbankrutować, kiedy docierają do mnie informacje, że Polska Akcja Humanitarna boryka się z problemami, albo że wiele think tanków, które są bardzo potrzebne, jako niezależne źródła opinii, ma kłopoty z płynnością finansową, to odczuwam dyskomfort, iż nie zdołaliśmy przekonać decydentów, że budowa solidnych, silnych i niezależnych instytucji trzeciego sektora jest równie ważna, jak budowa instytucji publicznych. Niestety nadal panuje przekonanie, że organizacje trzeciego sektora powinny funkcjonować niemalże bezkosztowo. W rzeczywistości jednak sprawna realizacja projektów społecznych wymaga zarówno zaangażowania ludzi posiadających niezbędne kwalifikacje, jak i podstawowych inwestycji w narzędzia techniczno-organizacyjne. Tylko wówczas sektor pozarządowy utrzyma swój elementarny potencjał i będzie poważnym i przewidywalnym partnerem, zdolnym do reagowania choćby w sytuacjach kryzysowych, takich jak powódź czy inne nieprzewidywalne wydarzenia – twierdzi. – Druga rzecz, którą traktuję jako porażkę – na równi z brakiem mechanizmu wspierania instytucjonalnego – dotyczy tego, iż przez 20 lat nie udało się nam rozwinąć i wytworzyć „kultury dawania”. Chodzi mi zarówno o osoby indywidualne, jak i o firmy, które bardzo powoli rozwijają swoją działalność filantropijną. Z kolei dobroczynność indywidualna jest bardzo często skrywana, albo ograniczona do przekazywania 1% podatku, co de facto nie jest dawaniem, tylko alokowaniem daniny, którą każdy z nas powinien zapłacić w postaci podatków. Cały czas kierujemy się emocjami i porywem serca, natomiast w naszej „kulturze dawania” wciąż małą rolę odgrywa racjonalne myślenie, które popychało by nas do systematycznego wspierania solidnych organizacji zajmujących się tym, co nas interesuje – czy to prawami człowieka, kwestiami edukacyjnymi czy ekologią. Mam takie poczucie, że nie udało się nam, sektorowi, dotrzeć z takim przekazem do ludzi.

Najbardziej Pan lubi

– Miejscowość, w której się urodziłem, i w której mieszkam, czyli miasto-ogród Podkowę Leśną. Pasjonuje mnie ta lekko utopijna, ale niesłychanie nęcąca koncepcja urbanistyczna przełomu XIX i XX wieku – koncepcja miast-ogrodów, czyli odciążenia metropolii i tworzenia wyidealizowanych warunków życia w harmonii z przyrodą, w zgodzie z naturą, a jednocześnie z wykorzystaniem zdobyczy cywilizacyjnych. Podkowa Leśna jest jednym z najbardziej klasycznych i jednym z niewielu zachowanych w nietkniętym kształcie przykładów miast-ogrodów w Europie W mikroskali można tu obserwować takie zjawiska, jak budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Idea twórców tego miasta zakładała społeczne zaangażowanie jego mieszkańców, również w samorządzenie. Początkowo Podkowa nie była jednostką administracyjną, tylko samorządzącym się osiedlem. I okazuje się, że po kilkudziesięciu latach, i prawdopodobnie to nie jest to przypadek – miasto cały czas pozostaje w pierwszej piątce jeśli chodzi o uczestnictwo mieszkańców we wszystkich możliwych wyborach. Bardzo lubię to miejsce, jestem z nim niezwykle związany i staram się o nie dbać na tyle, na ile jestem w stanie. Staram się też propagować jego historię i jestem zaangażowany w lokalne organizacje.

Marzenia na przyszłość

– Mogę powiedzieć – może to wydawać się górnolotne, ale jest prawdziwe, że Program Rozwoju Bibliotek to projekt mojego życia. To program, dzięki któremu realizowane są marzenia wielu liderów sektora pozarządowego. Marzenia związane z dotarciem do lokalnych społeczności, motywowaniem do zaangażowania się na rzecz dobra wspólnego, do wyrównywania szans, do rzetelnej informacji, do kształtowania przyjaznych stosunków międzyludzkich. Co ważne, sieć bibliotek publicznych funkcjonuje w ustalony sposób i będzie istnieć. Dlatego moim największym marzeniem jest to, aby zgromadzić takie fundusze, które pozwolą objąć naszym programem wszystkie biblioteki publiczne, a nie tylko połowę bibliotek na wsi i w małych miastach, bo taki jest obecnie zasięg programu. Robię wszystko, aby przekonać prywatne i publiczne źródła, iż jest to niesłychanie pożyteczna inwestycja, aby umożliwić bibliotekom modernizację dzięki której staną się w swoich lokalnych społecznościach prawdziwymi centrami kompetencji w zakresie dostępu do wiedzy, informacji i kultury z wykorzystaniem nowoczesnych technologii cyfrowych, bez których postęp w obecnych czasach będzie bardzo spowolniony lub wręcz niemożliwy.

 

Jacek Wojnarowski
Urodził się w 1954 r. w Warszawie. W młodości działał w harcerstwie. Absolwent Politechniki Warszawskiej i studiów podyplomowych z zakresu polityki gospodarczej administracji i funduszy europejskich w SGH.
W latach 1990-2000 był dyrektorem Fundacji im. Stefana Batorego. W latach 2001-2004 organizator, Prezes i Dyrektor Wykonawczy Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe. Jest członkiem kuratorium Fundacji im. Schumana, członkiem zarządu stowarzyszenia Szkoła Liderów, prezesem Towarzystwa Przyjaciół Miasta-Ogrodu Podkowa Leśna.
Interesuje się problemami rozwojowymi małych miast, w szczególności historycznych i zabytkowych. Angażuje się we współpracę miast-ogrodów w Polsce i w Europie.
Obecnie prezes Zarządu Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego.

Źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Nie pytajcie ludzi o porazki... ~kolo 25.07.2010, 08:55 ... to nie wypada! ODPOWIEDZ
  • kontakt ~Aleksander 22.07.2010, 11:46 w jaki sposób można sie skontaktować z tym Panem? PILNE ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • edukacja i wychowanie
  • nowe technologie
  • organizacje wspierające