Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Mirosław Chojecki

autor(ka): Marta Chowaniec
2010-04-19, 02:34
archiwalne
Mirosław Chojecki
Legenda konspiracji. Do dziś nie opowiada o tym, co robi, dopóki tego nie zrobi. Ciągle walczy o wolne słowo i daje wyraz rozczarowaniu, że w Polsce nie ma społeczeństwa obywatelskiego. Obecnie pracuje nad siódmą edycją Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Żydowskie Motywy.

Czym się zajmuje

Po pierwsze: nie lubi słowa „sektor”. – Źle mi się kojarzy. Była to specjalna struktura w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, która zajmowała się filmowaniem różnego rodzaju działań, którymi była zainteresowana Służba Bezpieczeństwa – wspomina. Nic nie może poradzić w tej chwili na to określenie, i w trzecim sektorze działa.

Ewa Milewicz w „Gazecie Wyborczej” napisała parę lat temu, że jest konspiracyjny i tajemniczy. Nie zgadza się z tą opinią. – To po prostu jest tak, że nie o wszystkim trzeba mówić. Nie opowiadam o tym, co robię, dopóki tego nie zrobię. A jak zrobię, to już wiadomo – śmieje się.

Dlaczego to robi

Wyjechał do Niemiec dosłownie na chwilę, na parę dni, na Targi Książki we Frankfurcie, a przeciągnęło się to do dziesięciu lat, bo zastał go na Zachodzie stan wojenny. Po powrocie na początku lat dziewięćdziesiątych próbował zorganizować niepubliczną telewizję, która miała między innymi za zadanie promować działania, które stają przed społeczeństwem obywatelskim.

– We Francji imponująco kwitnie społeczne życie pozarządowe, niezależne od władz rządowych i samorządowych. Jest wiele oddolnych inicjatyw. W Polsce przez wiele lat nie było na to szans. Kiedy staliśmy się wolnym krajem, liczyłem, że aktywność społeczna, wybuchnie. I się mocno rozczarowałem – mówi z żalem. – Okazało się, że komunizm jest głęboko zakorzeniony w Polakach. W dalszym ciągu wydawało się nam, jako społeczeństwu, że władza ma nam dać, ma nam zapewnić, że coś należy się... Uważam, że samemu to trzeba sobie wziąć – kwituje.

Ale na telewizję nie otrzymał koncesji. Produkowaniem filmów zajmuje się ponad trzydzieści lat. W pewnym momencie zorientował się, że na całym świecie jest mnóstwo festiwali filmowych o tematyce żydowskiej. – Od Wiednia po Koreę, a w Polsce żadnego. Przecież polscy Żydzi zbudowali potęgę kinematografii amerykańskiej. Festiwal Żydowskie Motywy, który zorganizowaliśmy po raz pierwszy w 2004 r., bardzo się udał. Uznaliśmy, że trzeba go kontynuować. Potrzebna więc była struktura, która zajęłaby się jego organizacją i tak powstało Stowarzyszenie Żydowskie Motywy – opowiada.

W gronie znajomych pomyślał też, że warto przypomnieć o pewnej grupie społecznej, która w przeszłości o tzw. wolne słowo walczyła. – Grupie zapomnianej, bo nie każdy, kto był świetnym organizatorem w podziemiu, potrafi sobie poradzić w niekonspiracyjnych warunkach – tłumaczy. Najpierw zaczęło się od organizacji Dni Wolnego Słowa, potem prelekcje w liceach. Potrzebna była struktura, zawiązało się więc Stowarzyszenie Wolnego Słowa. Liczy ponad tysiąc osób w całej Polsce i poza jej granicami. – Ważne jest powiązanie wolności słowa z odpowiedzialnością za nie. Bo to, że wolno wszystko mówić, nie znaczy, że wszystko wolno powiedzieć – zaznacza. Organizacja zajmuje się wspieraniem m.in. Wietnamczyków, Kubańczyków w ich dążeniu do demokracji. Ale jak się tym zajmują, to przeprasza, ale nie chce powiedzieć, bo są to sprawy konspiracyjne. Interesuje ich też sprawa Białorusi. – Dostarczaliśmy białoruskiej opozycji sprzęt poligraficzny. Tam teoretycznie nie ma cenzury, problem polega na tym, że drukarnie są państwowe, więc nie będą drukowały tekstów, które sprzeciwiają się rządowi – tłumaczy. Członkowie Stowarzyszenia aktywnie uczestniczyli w pomarańczowej rewolucji. Jeżdżą obserwować wybory do różnych krajów. – Nie jest to organizacja kombatancka – śmieje się. Maciej Łukasiewicz, Janusz Krupski, Krzysztof Markuszewski, z którymi m.in. zakładał stowarzyszenie, już nie żyją.

Największy sukces

Dwa duże przedsięwzięcia: Festiwal Żydowskie Motywy i Stowarzyszenie Wolnego Słowa mogą maszerować bez niego. – Znaleźli się ludzie, którzy przejęli pałeczkę ode mnie. Świetnie się wywiązują z prowadzenia tych organizacji – podkreśla.

Największa porażka

Do tej pory czuje żal, że piętnaście lat temu nie udało się uzyskać koncesji na prowadzenie telewizji. – Źle się stało. Gdybyśmy społeczeństwu byli w stanie opowiedzieć, w jaki sposób może funkcjonować poza strukturami państwowymi, bylibyśmy trochę w innym miejscu. W Polsce jest bardzo dużo NGO-sów. Jednak w ogromnej części uzależnione są od struktur państwowych. Żyją od grantu do grantu; z dofinansowania, które otrzymują od rządu, a udział społeczeństwa w ich funkcjonowaniu jest bardzo mały. Jest bardzo mało oddolnych inicjatyw – rozkłada ręce. – Sąsiedzi codziennie chodzą brudną klatką schodową i narzekają, kto im ją wyczyści. A gdyby się skrzyknęli, stanęliby na drabinach i sami je wymalowali? Ktoś ma to za nich zrobić! Ktoś? Nie zapytają: dlaczego nie ja?

Teraz niewiele można zrobić, żeby społeczeństwo obywatelskie nagle pojawiło się w Polsce. – Mojżesz prowadzał czterdzieści lat Żydów po pustyni, aż wymarli ci, którzy pamiętali niewolę. Nadzieja jest w młodym pokoleniu, które na swoich garbach nie nosi plecaka złych doświadczeń przeszłości – mówi dosłownie i bezpośrednio.

Co lubi

Zaznacza, że to trudne pytanie. Wymienia budyń waniliowy oraz książki. W kolejce do przeczytania czekają, m.in. najnowsza biografia Kapuścińskiego i kilku „Stasiuków”, ostatnia Tokarczuk i „Dziennik” Jana Józefa Szczepańskiego.

Kiedyś lubił zajmować się swoim ogrodem, ale dziś już go nie ma. Wychował w nim sześcioro dzieci. Dziś najmłodsze ma dziewiętnaście lat, a najstarsze trzydzieści sześć. – Maszerują swoimi ścieżkami – mówi z dumą.

Plany na przyszłość

Marzy, żeby jego dzieci zrealizowały się w życiu i swojej aktywności zawodowej tak jak on sam.

 

Mirosław Chojecki – absolwent Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. W czerwcu 1976 należał do uczestników akcji pomocy represjonowanym robotnikom Ursusa i Radomia. W tym samym roku znalazł się wśród organizatorów Komitetu Obrony Robotników. Zajął się niezależną działalnością wydawniczą, odpowiadał za powielanie „Komunikatu” i „Biuletynu Informacyjnego KOR”. We wrześniu 1977 stworzył Niezależną Oficynę Wydawniczą „NOWa”, największe działające poza cenzurą wydawnictwo. W październiku 1981 wyjechał za granicę, gdzie zastało go wprowadzenie stanu wojennego. Pozostał na emigracji w Paryżu, wydawał m.in. miesięcznik "Kontakt", produkował filmy poświęcone najnowszej historii Polski i organizował pomoc sprzętową dla podziemia w Polsce. Współpracował m.in. z Jerzym Giedroyciem. Do kraju wrócił w 1990. Współtworzył pierwszą komercyjną stację telewizyjną NTW, założył Grupę Filmową "Kontakt". Jest inicjatorem i prezesem honorowym Stowarzyszenia Wolnego Słowa. 31 sierpnia 2006 został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • demokracja
  • historia
  • inicjatywy oddolne
  • media
  • mniejszości narodowe i etniczne
  • społeczeństwo obywatelskie
  • wielokulturowość