Przejdź do treści głównej

Liderzy PAFW: Marek Chmielewski. W Wurli tut wsie swojie

autor(ka): Magdalena Plewowska
2010-02-11, 10:25
archiwalne
na zdjęciu Marek Chmielewski (po prawej) wraz ze swoim tutorem Piotrem Szczepańskim
Lider jest dobrze zakorzeniony w swoim środowisku. Dobrze zna ludzi i instytucje - partnerów, sojuszników, przeciwników, mieszkańców, potencjalnych odbiorców działań oraz ich potrzeby. Ma rzetelną wiedzę o swojej społeczności, korzysta z różnych źródeł by ją pogłębiać. Zna potencjał swojego środowiska i dostrzega w nim nie tylko problemy. Potrafi korzystać z jego zasobów.

Czuje się reprezentantem lokalnej społeczności. Utożsamia się ze swoim środowiskiem, ma do niego pozytywny emocjonalny stosunek, jest do niego przywiązany.

Dumaju, szto potriebny je oddielny wątok, gde mieszkanci naszej zemli orleńskiej mohut wstawity swoi fotohrafii. Zapraszaju wsiech! – Marek Chmielewski namawiał współmieszkańców do udziału w przedsięwzięciu nawet przez Internet. Inspiracją była książka Hajnówka w starej fotografii. Gdy ją obejrzał, także postanowił historię swojej miejscowości utrwalić w albumie z dawnymi zdjęciami. Orla – historia zapisana obrazem wydało miejscowe kółko rolnicze, którego Marek jest prezesem.

Marka – lidera tego projektu wspomagała grupa zapaleńców zgromadzonych w Inicjatywie Obywatelskiej “Orla”, ale tak naprawdę było to pospolite ruszenie orlan, w prace nad albumem zaangażowana była cała społeczność. Fotografie i dokumenty, odnalezione w domowych archiwach, przynoszono do szkolnej biblioteki, gdzie najstarsze kobiety próbowały odszyfrować utrwalone na kliszy twarze i wydarzenia. Tym konsultacjom nieraz towarzyszyły głębokie wzruszenia. Pani Luba Bogacewicz, nasza seniorka, nie zważając na to, że jest schorowana i niedosłyszy, oglądała szkolne zdjęcie sprzed wojny. Rozpłakała się, a po chwili jak z automatu wymieniła po kolei każde umieszczone na fotografii dziecko.

W niezwykłej publikacji znalazło się ponad 450 archiwalnych fotografii i dokumentów, które pochodziły z okresu między przełomem XIX i XX wieku a końcem II wojny światowej. Marek najpierw zaprezentował je mieszkańcom Orli na wystawie, którą przygotował w miejscowej synagodze. W malowniczych ruinach opuszczonej żydowskiej kaplicy ukazała się im historia orlańskiej małej ojczyzny. Zabytkowy, acz zniszczony dom modlitwy był tego niedzielnego popołudnia najbardziej zatłoczoną galerią w okolicy.

– Tut wsie swojie – mówiła jedna ze starszych kobiet na wernisażu. – Widziałam na zdjęciu swoją mamę i siostrę. Mamy już tyle lat nie ma na świecie. Aż łza się w oku zakręciła. Muszę przyjść jeszcze raz, bo dziś bez okularów, a ludzi dużo i podpisów pod zdjęciami nie mogę przeczytać.

Dla wielu osób to zarówno historyczna, jak i rodzinna pamiątka. Pamiątka po przodkach, którzy na tych zdjęciach będą żyć tak długo, jak nasza pamięć o nich. Wspomnienie też o pani Lubie, która odeszła po dwóch miesiącach od wydania albumu.

W podarowanych fotografiach kryją się opowieści, losy poszczególnego człowieka i wspólnoty zarazem. Zbiór zdjęć pokazał podlaską miejscowość, gdzie przez wieki splatały się kultury, języki i obyczaje różnych narodów. Sąsiadowali tu ze sobą Białorusini, Polacy, Żydzi, Ukraińcy i Tatarzy. Wyłonił się obraz bogactwa i wielokulturowości, ale i tragiczna historia tego skrawka ziemi, dotkniętego zawieruchami wojennymi i zniszczeniami. Okaleczone ściany synagogi podkreślały trudne dzieje miejsca, gdzie jeszcze przed 1941 rokiem Żydzi stanowili większość mieszkańców.

Przeszłość Orli niesie ze sobą wartość różnorodności i wielokulturowej tradycji. Sięgając jeszcze głębiej, do historii i do korzeni mieszkańców, buduje wspólnotę i chęć do wspólnych działań. Wystawa wszystkich zdjęć sprawiła, że ludzie poczuli się sobie bliscy, „tygiel kulturowy” stał się wartością odkrytą i przez nich docenioną. Marek odniósł sukces dzięki wierze w to, że różnice mogą integrować.

Ze wstępu do albumu: Powoli, ale coraz wyraźniej historia Orli wyłania się z mroku zapomnienia. Przeszłość, ta najdawniejsza i ta bliższa, interesuje już nie tylko zawodowych historyków i pojedynczych pasjonatów, ale też zwykłych mieszkańców. Chcemy wiedzieć, skąd pochodzimy. Chcemy odsłonić i w jakiś sposób zachować miniony czas. Rozumiemy, że to, co jest, i to, co będzie albo co być może, powinno oprzeć się na tym, co było, ponieważ nic nie rośnie, jeśli nie ma dość solidnych korzeni.

Młode pokolenie powinno znać swoją przeszłość, aby na solidnych fundamentach budować swoją przyszłość. Myśmy wykonali część pracy, pokazaliśmy zdjęcia, dokumenty. Teraz zadanie do wypełnienia mają dziadkowie i rodzice, którzy powinni te historie uszczegółowić, uzupełnić i przekazać dzieciom. Pomoże to odnaleźć młodemu pokoleniu swoje miejsce na ziemi, swoją tożsamość - powiedział współredaktor albumu i serdeczny przyjaciel Marka, dyrektor miejscowej szkoły Darek Horodecki.

Piotr Szczepański, który był tutorem Marka w Programie Liderzy PAFW, przypomina o istniejącym w Polsce problemie, jakim jest to, że wiedza o historii takich miejscowości została zatarta. Często okazuje się, że młodzi ludzie, których w ramach różnorodnych projektów wysyłamy za granicę, nie potrafią tam nic opowiedzieć o dziejach swej miejscowości, o historii swojej rodziny, o tym skąd pochodzą. Taki projekt to z jednej strony tworzenie pewnej tożsamości, a z drugiej – budowanie kapitału społecznego i więzi między ludźmi.

W miasteczku panowała atmosfera święta. Spotkaniu w synagodze towarzyszyły “Orlenśki Weczurki” – festyn sołecki połączony z występami zespołów folklorystycznych z Podlasia, a także z Ukrainy, które z inicjatywy Marka odbywają się tu już od kilku lat. Organizując tę imprezę, chciałbym nawiązać do takich spotkań, jakie miały miejsce przed laty. Obecnie ta tradycja już zanikła, ale ludzi jednak ciągnie do miejsc, gdzie rozbrzmiewa śpiew i muzyka. Wieczorynki nawiązują do spotkań mieszkańców różnych miejscowości, które zazwyczaj odbywały się w okresie zimowym. Nie mogło się obyć bez śpiewu, który towarzyszył ludziom przy każdej okazji. Marek uczynił z nich plenerową imprezę przywołującą klimaty przeszłości. Przy okazji ludzie zaczęli się poznawać, przedstawiciele organizacji zaczęli nawiązywać współpracę.

Na scenie można było zobaczyć i usłyszeć, między innymi, miejscowy zespół “Werwoczky”, który powstał ot tak, z potrzeby serca, bo pragnęliśmy zachowania naszych pieśni ludowych. Stroje sami projektowaliśmy i wykonaliśmy nawiązując do miejskiego folkloru Orli… Nazwę obraliśmy od nazwy wsi, której już nie ma, bo mieszkańcy wymarli od zarazy. Dziadek mojej żony Joli, Nazar, stamtąd pochodził.

Nawet na spotkaniach w trakcie Programu Liderzy PAFW przyznał się, że nie bardzo może przy gitarze wspólnie zaśpiewać „Nie płacz Ewka” czy przeboje Maryli Rodowicz. Piosenki jego młodości to ludowe przyśpiewki ukraińskie.

Marek jest znany z tego, że jest aktywistą społecznym organizującym doraźne działania - wyrównywanie drogi, pogłębienie rowu, samopomoc sąsiedzką, a także ratowanie rzeki lub dobytku po tegorocznej trąbie powietrznej. Jest członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej i koła wędkarzy, w których działa, wydaje się, od zawsze.

Ta miejscowość na skraju Puszczy Białowieskiej jest mu najbliższa. Moja rodzina mieszka od pokoleń w Orli. Mój ojciec nazywał się Petro (Piotr), jego ojciec Hryszka (Grzegorz), jego ojciec Hawryło (Gabriel), jego ojciec Petro (Piotr), jego ojciec Łuka (Łukasz), jego ojciec Osip (Józef)... Tutaj są ich groby, tu jest jego rodzina i ziemia, którą uprawia. Zna prawie wszystkich w tej pogranicznej miejscowości. I potrafi ich wokół siebie zebrać, zarazić chęcią robienia czegoś wspólnie, czegoś, co jest dobre dla wszystkich członków wspólnoty.

Prezentacja albumu i wernisaż wystawy to nie jedyne wydarzenia w miejscowości nad rzeką Orlanką, która jeszcze pół wieku temu płynęła pięknymi zakolami. Na pobliskich łąkach roiło się od ptaków, w wodzie - od ryb. Po melioracji rzeka została uwięziona w jednym, prostym kanale. Po wyprostowaniu stare meandry przez 40 lat ulegały zarastaniu, wyginęły ryby, z suchych łąk wyniosły się ptaki. Rzeka przestała żyć. We współpracy z kołem wędkarskim udało się odtworzyć część oryginalnego systemu wodnego. Przywracanie naturalnego charakteru Orlance potrwa jeszcze wiele lat, ale rolnikom nie brakuje zapału i pomysłów. W planach jest ostoja dla ptaków, która stanie się miejscem zajęć dydaktycznych dla młodzieży z miejscowej szkoły podstawowej i gimnazjum. Chcą też budować wieże obserwacyjne, myślą o agroturystyce. Wiedzą, że ratują przyrodę dla siebie. Dlatego Marek swoją pasja, jaką jest wędkowanie, chce zarazić najmłodsze pokolenie. Promuje to zajęcie jako alternatywną formę spędzania wolnego czasu. Dla nich organizuje zawody łowienia ryb, na razie na sucho. Także z myślą o przyszłości mieszkańców Orli planuje kolejne przedsięwzięcia. Budujemy mały amfiteatr i zaczęliśmy adaptację budynku na potrzeby lokalnej społeczności. Na pewno siedzibę będzie miało Kółko Rolnicze, Polski Związek Wędkarski, Rada Sołecka, a i świetlicę wiejską też przewidujemy. Potrzebujemy własnego miejsca, gdzie można przyjąć i przenocować zapraszanych artystów, ciekawych ludzi, miejsca także do samorealizacji.

Te pomysły dają mu energię na kolejne pomysły i to jest jego całe życie.

Sylwetka jest częścią publikacji Programu Liderzy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności ,,Przewodnik Lidera, portrety, inspiracje, pytania’’

Źródło: Stowarzyszenie Szkoła Liderów
Organizator:

Stowarzyszenie Szkoła Liderów

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • historia
  • kultura
  • mniejszości narodowe i etniczne
  • tradycja
  • wielokulturowość
  • wieś