Przejdź do treści głównej

Liderzy PAFW: Lucyna Wawreszuk. Marzenia praktycznie realizowane

autor(ka): Katarzyna Czayka-Chełmińska
2010-02-03, 10:15
archiwalne
Lucyna Wawreszuk
Lider wprowadza zmiany. Lider potrafi przekuć wizję w realne zmiany w swoim środowisku. Przekłada wizję na plan jej realizacji. Potrafi pozyskać zasoby niezbędne do przeprowadzenie zmian, elastycznie reagować i wprowadzać zmiany w planowanych działaniach pod wpływem zmiany sytuacji. Planuje małe kroki, które pozwalają na osiąganie małych sukcesów i wzmacniają zaangażowanie w realizacji wspólnych celów. Poddaje ocenie działania i ich rezultaty.

Siedziba Fundacji „Kaja” w Hajnówce wygląda intrygująco. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest tu – jak w każdej dobrze funkcjonującej organizacji pozarządowej – duże biurko, regał, uporządkowane segregatory, fotele, stolik. Ale po chwili wzrok przykuwają duże lustra, wieszaki, pokrowce z ubraniami. To ślady moich różnych aktywności – śmieje się Lucyna Wawreszuk, założycielka i szefowa fundacji. Od 19 lat Lucyna uczy w szkole specjalnej w Hajnówce. Inicjuje tam liczne działania na rzecz niepełnosprawnych dzieci i ich rodzin. Jednocześnie przez kilka lat prowadzi Studio Mody – sklep z odzieżą dla kobiet, a to prawdziwy poligon skutecznego działania – rozliczenia, podatki, marketing, reklama, dostawcy, klienci. Lucyna jest oligofrenopedagogiem, przedsiębiorcą prywatnym, koordynatorką projektów edukacyjnych, buduje dom, wychowuje własne dzieci. W siedzibie Fundacji „Kaja” unosi się duch przedsiębiorczości jej założycielki.

Lucyna od kilkunastu lat pracuje z osobami upośledzonymi. Sama w przeszłości wychowywałam dziecko niepełnosprawne. Zadaje sobie pytanie: Czy świat osób niepełnosprawnych mogą znać i rozumieć tylko ci, których on dotyczy? Jak pomóc niepełnosprawnym dzieciom, młodzieży i dorosłym, wreszcie całym rodzinom dotkniętym niepełnosprawnością?

Stwierdza, że pomoc ze strony opieki zdrowotnej i społecznej, systemu edukacji – jest zdecydowanie niewystarczająca. Sytuacja jest szczególnie trudna w małych miastach. Jeszcze gorzej wygląda to na wsi. Dlaczego skomplikowane technologie produkcji czy systemy komputerowe wciąż rozwijają się i doskonalą, a system opieki nad niepełnosprawnymi wygląda tak jak sami niepełnosprawni? Czy o to, żeby ułatwić życie osób upośledzonych umysłowo, muszą starać się wyłącznie rodzice? Czy niewystarczająco są zajęci swoimi dziećmi? Często przecież sami potrzebują pomocy.

Lucyna zaczyna marzyć. Chce stworzyć na wsi dobre miejsce dla osób upośledzonych umysłowo, które mają szczególne potrzeby: rozwojowe, poznawcze, emocjonalne. W wyobraźni projektuje przyjazny, bezpieczny ośrodek dostosowany do ich możliwości poznawania świata, sprzyjający rozwojowi i dobrze zintegrowany z lokalną społecznością.

Ma wizję, ale jednocześnie bardzo twardo stoi na ziemi. Jej marzenie ma praktyczny plan realizacji i konkretny termin wcielenia w życie. Wizja zrodziła się z potrzeby – by na wsi czy w małym miasteczku osoby upośledzone też miały swoje miejsce. Wizja przybiera bardzo konkretny kształt. Lucyna jeździ po Polsce, odwiedza różne ośrodki. Inspiruje się podpatrzonymi rozwiązaniami. Praktycznie przekształca te wzory na potrzeby środowiska, w którym działa. A przede wszystkim patrzy na nie przez pryzmat potrzeb dwóch bliskich jej chłopców. Szuka pomysłów, by Kamil i Jakub, niepełnosprawni synowie jej współpracowniczki, mogli się lepiej rozwijać, lepiej odnaleźć w trudnym dla nich świecie. Perspektywa ich potrzeb, zachowań, pragnień pozwala Lucynie bardzo konkretnie zobaczyć, dokąd zmierza.

Wizja Lucyny przybiera kształt sali doświadczania świata. To miejsce, jakich na świecie jest już wiele. Można w niej poznawać świat wszystkimi zmysłami: wzrokiem, dotykiem, słuchem i węchem. Można się w niej odprężyć, zrelaksować i wyciszyć. Lucyna widzi dzieci, które w kolorowym, pełnym zapachów, wypełnionym dźwiękami wnętrzu mogą wybierać to, co dla nich najprzyjemniejsze, i koncentrować się na tym, czym pragną się zajmować, a dzięki temu poznawać świat i rozwijać się. Wie, że nawet najgłębiej upośledzeni mogą tu odbierać bodźce zmysłowe w przystępnym otoczeniu. Chłonąć wrażenia. Badać i kontrolować swoje doznania. Postanawia stworzyć taką salę w swoim podlaskim środowisku. Chce dać możliwość autentycznego przeżywania świata i otoczenia tym, którzy na co dzień doświadczają go inaczej. Inicjatywa założenia fundacji pączkowała w mojej głowie już od dłuższego czasu. Pomysł na salę doświadczania świata przyspieszył jej powstanie.

Lucyna rozgląda się po okolicy jak osadniczka. Widzi ją jako przestrzeń do zagospodarowania. Wiejska stara, zamknięta szkoła w Orzeszkowie, kawałek trawnika, stary drewniany budynek szkolny w zdziczałym sadzie w wyobraźni Lucyny stają się konkretnymi elementami ośrodka. Tu jest plac zabaw, tu piaskownica, tu miejsce odpoczynku… Jest w tym spojrzeniu marzenie. Ale to marzenie ma konkretny termin realizacji.

Całe lato 2008 roku Lucyna poświęca na przygotowania do założenia organizacji: zadaje mnóstwo dociekliwych, istotnych pytań w centrach wspierania organizacji pozarządowych, odwiedza ośrodki dla niepełnosprawnych, spotyka się z ich założycielami. Równocześnie pracuje nad statutem fundacji, nad projektem działania przyszłego ośrodka oraz nad jego namiastką w pierwszym roku jego aktywności, ustala sposób finansowania. Spotyka się z trzema decydentami - wójtem gminy Hajnówka, kierowniczką Biura Szkół Samorządowych i dyrektorką szkoły w tymże Orzeszkowie. Przedstawia im propozycję zorganizowania w małej wiejskiej szkole Sali Doświadczania Świata. Pani wójt i pani dyrektor powoli przekonują się do pomysłów nauczycielki z Hajnówki.

W tym samym czasie Lucyna gromadzi wokół siebie kolejnych rodziców i angażuje ich do działania, dzięki dobrze przemyślanemu planowi, który powoli wyłania się z marzeń. Opracowuje strategię kontaktu z mieszkańcami wsi, w której chciałaby założyć ośrodek, by projekt został przez nich jak najlepiej przyjęty. Dba zarówno o rodziców dzieci zdrowych, jak i rodziców dzieci, które mają korzystać z sali. Dużo czasu poświęca na kontakty z różnymi osobami, przekazywanie informacji o swoich planach, słuchanie o obawach i uzyskiwanie informacji zwrotnych.

W październiku fundacja „Kaja” zostaje zarejestrowana, a Lucyna składa pierwszy projekt „Mój świat – widzę, słyszę, czuję, z nim się integruję”, który otrzymuje dofinansowanie. Zaczynają działać we trzy – Lucyna, Ewa – mama Kamila i Jakuba, i Grażyna – oligofrenopedagog, neurologopeda i socjoterapeutka z Zespołu Szkół Specjalnych. Fundacja Wspomagania Edukacji, Integracji i Terapii Osób Niepełnosprawnych nieprzypadkowo przyjmuje nazwę „Kaja” – od pierwszych sylab imion Kamila i Jakuba.

Aby odnaleźć się w tym środowisku bardzo dokładnie się przygotowywałam. Moje działania były ciągiem przemyślanych kroków: zebranie informacji na temat szkoły zagrożonej likwidacją; rozmowy z wpływowymi ludźmi (wójt, dyrektorzy szkół gminnych), przekonywanie ich do pomysłu zrealizowania pilotażowego projektu na terenie jednej ze szkół wiejskich; otrzymanie pozytywnej decyzji w sprawie lokalizacji; odwiedzenie dwóch prężnie działających ośrodków, założonych i prowadzonych przez organizacje pozarządowe...

Początek roku 2009 to ogromne wyzwania. Lucyna pracuje nad rozbudowaniem zespołu – sama nie poradzi sobie z projektem. Nadal pozyskuje ludzi we wsi, rodziców dzieci niepełnosprawnych, rodziców dzieci zdrowych, całą społeczność. Wie, że musi umiejętnie wypromować swój pomysł i przekonać do niego lokalnych liderów. Stale pogłębia wiedzę z zakresu edukacji dzieci niepełnosprawnych. Krok po kroku, z ogromną wytrwałością, realizuje marzenia, które mają już bardzo konkretny harmonogram działań.

Od połowy lutego Lucyna przygotowuje się do otwarcia swojego miejsca marzeń. Planuje uruchomienie pełnego programu zajęć. Tymczasem pojawiają się kłopoty - okazuje się, że do otwarcia sali potrzebna jest ekspertyza budowlana, z czym Lucyna, jako liderka, musi sobie poradzić. I radzi sobie doskonale, wytrwale pokonując kolejne przeszkody.

W marcu 2009 roku spełnia się marzenie Lucyny. Sala Doświadczania Świata rusza. Dzieci, które potrzebują szczególnego wsparcia w poznawaniu otaczającej rzeczywistości, zaczynają jej doświadczać wszystkimi zmysłami. 

Zaczęło się od marzenia, od bardzo ambitnej, a jednocześnie skrojonej na miarę potrzeb wizji. Lucyna ma odwagę i wyobraźnię, które pozwalają jej w starej wiejskiej szkole zobaczyć nowoczesny ośrodek rehabilitacji. Ma też zmysł przedsiębiorczości i wytrwałość. Dobrze zdaje sobie sprawę z koniecznych etapów realizacji swojej wizji, potrafi zapewnić środki finansowe, poparcie i zaangażowanie ludzi. Potrafi przewidywać trudności, brać na siebie odpowiedzialność. Pokonuje przeciwności, dobrze znosi porażki, umie sobie radzić z niepewnością. Kolejne marzenia umiejętnie traktuje jak zadania do realizacji. Potrafi widzieć potrzeby jako możliwości, szanse, które trzeba wykorzystać. W jej głowie, sercu i rękach marzenia stają się realne, bo Lucyna wie, co robić, żeby je zrealizować.

Sylwetka jest częścią publikacji Programu Liderzy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności ,,Przewodnik Lidera, portrety, inspiracje, pytania"

Źródło: Stowarzyszenie Szkoła Liderów
Organizator:

Stowarzyszenie Szkoła Liderów

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • kobiety
  • osoby z niepełnosprawnościami