Przejdź do treści głównej

Liderzy PAFW: Adam Wawoczny. Kielnię i taczki oddam w dobre ręce

archiwalne
Adam Wawoczny
Lider dzieli się odpowiedzialnością. Tworzy innym przestrzeń do działania i do współpracy. Słucha innych. Ufa współpracownikom. Dzieli się odpowiedzialnością. Daje innym poczucie wpływu. Wzmacnia i rozwija współpracowników. Zwiększa swobodę działania współpracowników, uczy ich samodzielności nie biorąc pełnej odpowiedzialności za każdego. Lider motywuje współpracowników, wyraża uznanie, docenia wkład innych w sukces każdego przedsięwzięcia.

Jest kwietniowy wieczór, rok 2007, Łuków Śląski. Po spotkaniu w domu kultury Adam odwiedza świetlicę terapeutyczną. Rozmawia z wychowawczyniami o dzieciach. Omawia najważniejsze zadania na najbliższy miesiąc. Na dwudziestą pierwszą spieszy się na nieformalne spotkanie z radnymi gminy Lyski. Do domu wraca po dwudziestej trzeciej. Następnego dnia od siódmej rano w Komendzie Miejskiej Policji w Rybniku zajmie się najcięższymi przestępstwami.

Jadąc do domu, planuje następny dzień. Co z rajdem rowerowym? Jak zorganizować konkurs dla młodzieży? Pojawiają się pierwsze pomysły. I satysfakcja z tego, czego już dokonał. Mogę powiedzieć, że jestem rzeczywiście liderem lokalnej społeczności. W to, co robię, jestem na pewno bardzo zaangażowany i w wielu przedsięwzięciach bardzo skuteczny – cieszy się.

Zastanawia się: skąd wzięło się jego liderstwo? Zaczyna wspominać: Aktywności społecznej uczył się od zawsze. Jego rodzina od pokoleń dostrzegała ludzkie potrzeby, bezinteresownie się angażowała, po prostu pomagała.

Przypomina sobie maksymę babci i dziadka, którą słyszał od młodości: „Pamiętaj, że jaki ty jesteś dla ludzi, tacy oni będą dla ciebie.” Potem często powtarzała ją matka. To ona od wielu lat jest sołtysem w swojej miejscowości i wywarła na niego największy wpływ. Zaczęła zrywać z przestarzałymi konwenansami, zburzyła stereotypy tzw. działaczy. Organizuje wystawy malarskie, topienie Marzanny, Mikołaja dla dzieci. Pokazała mu, jak aktywizować, ożywiać lokalną społeczność. Nie zna, co prawda, tych wszystkich skomplikowanych definicji i pojęć pedagogiki i psychologii społecznej. Nie diagnozuje, nie analizuje, nie ankietuje. Po prostu działa.

Adam powoli dojeżdża do Suminy, wsi, w której mieszka. Uśmiecha się, wspominając organizowane przez matkę wydarzenia. Wraca myślą do własnej działalności społecznej. I wtedy przychodzi refleksja:

Co ze mnie za lider?... Wszystko biorę na siebie. Czuję się liderem, a jestem raczej przodownikiem. Zamiast organizować i kierować, pracuję, a może nawet przepracowuję się społecznie. Mam wokół siebie grupę ludzi, to wspaniali obywatele naszego kraju, którzy, nie oczekując niczego w zamian, realizują prawie wszystko, co ja wymyślę.

No właśnie. Realizują, ale nie inicjują. Z tym pozostaje sam.

I autoironicznie podsumowuje: Moja organizacja ma, co prawda, w swej strukturze poziom zarządzający, kontrolujący i wykonawczy, ale w wielu sprawach działa jednoosobowo i nazywa się Adam Wawoczny.

Adam pracuje wówczas w Komendzie Miejskiej Policji w Rybniku. Ale przede wszystkim działa społecznie. Zajmuje się animowaniem życia kulturalnego i pomocą społeczną w swojej gminie. Promuje swój region. Prowadzi gminny punkt konsultacyjny w Gaszowicach dla ofiar przemocy domowej oraz osób uzależnionych. Jest kierownikiem świetlicy profilaktyczno-integracyjnej. Kieruje Stowarzyszeniem SUMINA na Rzecz Odnowy i Rozwoju Górnego Śląska. Pomaga w zakładaniu innych organizacji społecznych, aktywnie działa w OSP Sumina oraz Nieformalnej Inicjatywie PROKULT. I jest jeszcze radnym gminy Lyski.

Co dalej? Kolejny dzień od siódmej do dwudziestej trzeciej między komendą, świetlicami, spotkaniami z radnymi, mieszkańcami? Bez wytchnienia? Piętnaście minut spaceru to przywilej raz na miesiąc albo rzadziej. Jak długo tak jeszcze wytrzymam? I po co? Ja chcę trochę pożyć i zrobić jeszcze wiele dobrego.

Adam analizuje. Skąd się to wzięło? Co sprawia, że działa w taki sposób?

Chciałby angażować inne osoby do realizacji swoich pomysłów. Jednak zanim powie komuś, że jest coś do zrobienia, pojawia się myśl: Byle ich nie zrazić, byle nie przemęczyć, byle zbytnio nie obarczyć. I w końcu, nikomu nic nie mówiąc, robi wszystko sam.

Wie, że gdyby czasem odpoczywał, byłoby mu łatwiej. To pozwoliłoby na moment wytchnienia, nabrania nowych sił i... no właśnie chyba wzięcia na siebie kolejnego zadania.

Spogląda w przeszłość. Czy tak było zawsze? I widzi, że kiedy już nie potrafi sobie poradzić z jakimś zadaniem i rezygnuje, po kilku najwyżej dniach bierze na to miejsce ze dwa lub trzy nowe zobowiązania. Najgorsze jest to, że chyba wszystkich wokół nauczył, że nie umie odmawiać, jak ktoś prosi, że zawsze wszystko robi do końca i stara się, aby wszystko wyszło w stu procentach.

I na koniec: nie wiem, jak mam się wyleczyć z tego, bo tak naprawdę nie wiem, czy chcę.

Adam jest człowiekiem praktycznym. Zdaje sobie sprawę, że zmiana musi się zacząć od niego. Jeśli nawet nie wie, czy chce się wyleczyć, warto sprawdzić, czy i jak może być inaczej. Podejmuje konkretne działania od razu.

Przede wszystkim postanawia zmienić sposób działania swojego stowarzyszenia. Do tego potrzebna jest inspiracja. Odwiedza kilkakrotnie Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych w Rybniku. To sprawnie funkcjonująca organizacja, która ma duży, dynamiczny zespół. Adam poznaje jej strukturę, sposób kierowania i delegowania zadań.

Już wie, że najważniejsze jest zaufanie do współpracowników i zgoda na popełnianie przez nich błędów. Powierza członkom stowarzyszenia coraz poważniejsze zadania. Na początku z obawą, później coraz pewniej. Stwierdza, że ludzie, których nie miał sumienia angażować w kolejne przedsięwzięcia, tak naprawdę tego właśnie od niego oczekują. Są chętni do współpracy, gotowi, by brać na siebie odpowiedzialność. Nikt nie czuje się wykorzystywany.

Przestaje chronić współpracowników przed zmęczeniem, ciężką pracą, zaangażowaniem. Przekonuje się, że mają umiejętności, których wcześniej nie dostrzegał, i pomysły, które często lepiej odnoszą się do potrzeb społeczności niż jego własne.

Zaczyna myśleć – nie jak oszczędzać ludzi, ale jak ich wzmocnić. Adam organizuje warsztaty dla 12 liderów i 40 aktywnych członków swojego stowarzyszenia. Wspólnie pracują nad sposobem funkcjonowania organizacji. Określają podział ról i kompetencji w zespole. Mogłem pozwolić sobie na niekonwencjonalne do tej pory działania nakierowane z kolei na moich liderów. Dowiedziałem się, że mam wokół siebie wielki potencjał ludzki. Pokazałem im, jak mogą się rozwijać, ile im samym to da i jak bardzo wówczas mi pomogą.

Zaczyna własny rozwój traktować jako rozwój innych. I im bardziej oni się rozwijają, im więcej odpowiedzialności biorą na siebie, tym pełniej czuje się zrealizowany.

Wiem, że mogę liczyć na co najmniej kilka lub kilkanaście spośród otaczających mnie osób. Głęboko wierzę w tę zapoczątkowaną zmianę. Na dalszym etapie muszę pracować jeszcze nad umacnianiem zaufania do współpracowników, do ich sumienności, rzetelności i umiejętności. Myślę, że skoro w tak niedługim czasie udało mi się tak wiele, to i dalszy etap rozwoju będzie pozytywny.

Gdy zabierał się do organizacji Gwarków – tradycyjnych biesiad górniczych – wraz z członkami stowarzyszenia usiedli, rozpisali i podzielili między siebie obowiązki przygotowania imprezy. Adam dla siebie zachował jedynie zadanie rozwiezienia zaproszeń wśród przedstawicieli samorządu lokalnego. Dzięki temu podczas święta mógł się w pełni cieszyć tym, że jako przewodniczący rady gminy Lyski jest gościem honorowym, a nie organizatorem, który pada ze zmęczenia.

Dziś, po dwóch latach, wspomina: Przez kolejne miesiące, kiedy przykładałem wagę do konieczności delegowania zadań, wszystko jakoś szło. Szło nieźle. Niestety, nie pierwszy już raz wpadłem w pułapkę wypełnienia tego miejsca innymi - nowymi zadaniami, w które również mocno i dość czasochłonnie się zaangażowałem. Obowiązkowość człowiekowi pozostaje. To duża zaleta, ale i dotkliwa wada. Dotkliwa dla siebie i bliskich, bo zabiera im mnie. Tymczasem, jak pokazuje mój przykład, delegowanie zadań wymaga czasu. Czasu wymagają ludzie, którzy przejmują część obowiązków. Oni często robią to, aby pomóc krótkotrwale, czasem jednorazowo. To jeszcze nie sukces. Delegowania zadań trzeba uczyć nie tylko delegującego, ale i przyszłych wykonawców. Bywało, jak przy budowie kapliczki, gdy mówił: „zrobimy”, a w efekcie sam chwytał za kielnię i jeździł z taczką wypełnioną cegłami. Kiedy zorientowałem się, że z tym delegowaniem u mnie, z miesiąca na miesiąc, jest coraz gorzej, szybko wróciłem do punktu wyjścia, w którym z dużą mobilizacją, aktywnością i zapałem zacząłem wdrażać zmiany. Obecnie jestem na etapie kształtowania swojej postawy lidera na nowo. To chyba tak jak z osobami uzależnionymi, z którymi mam kontakt. Ma się słabsze i lepsze dni. Czasem, mimo świadomości i konieczności zmiany, popełnia się błędy. Ważne, by je szybko wychwycić, skorygować i wystrzegać się ich na przyszłość. Na zmiany jest zawsze czas. Zmiany są konieczne. Ludzie się ich boją, ale to one niosą nadzieję.

Obecnie Adam jest dyrektorem biura Subregionu Zachodniego Województwa Śląskiego. To stowarzyszenie przedstawicieli kilkudziesięciu gmin w trzech śląskich powiatach. Koordynuje ich pracę nad rozwojem gospodarczym tej okolicy, organizuje targi przedsiębiorczości, promuje aktywność społeczną, zachęca do startowania w konkursie „Działaj lokalnie”, ale i pozyskuje unijne dotacje na remont dróg i prowadzi doradztwo na rzecz przedsięwzięć inwestycyjnych.

Buduję społeczność liderską – odpowiedzialną, która potrafi sama się zorganizować, sama tworzyć, sama rozliczać i podsumowywać. Ja jestem wierzchołkiem tej góry skał, piasku, lodu i żyznej ziemi. Tak jak różni się grunt, tak różnią się moi liderzy. Na każdego jest sposób, aby go wydobyć ze stagnacji i znaleźć cel. Gdy uda się mu pozyskać kolejne środki unijne, biega po całym biurze i wszystkim gratuluje. Potrafi dzielić się zarówno pracą włożoną w przygotowanie wniosku o dofinansowanie, jak i sukcesem z przyznania dotacji. Wszystkich zauważa i wszystkim dziękuje. 

Każdy jest potrzebny. Po tych dwóch latach mogę się pochwalić sporym zapleczem ożywionej społeczności lokalnej, która oddaje wielokrotność tego, co jej przekazałem.

Sylwetka jest częścią publikacji Programu Liderzy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności ,,Przewodnik Lidera, portrety, inspiracje, pytania’’

Źródło: Stowarzyszenie Szkoła Liderów
Organizator:

Stowarzyszenie Szkoła Liderów

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • organizacje wspierające