Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Bohdan Skrzypczak

autor(ka): Darek Mól (ngo.pl)
2010-01-11, 12:26
archiwalne
Jak sam mówi – do trzeciego sektora trafił przez przypadek. I szybko przekonał się, że właśnie tutaj powinien realizować swoje pomysły, wyzwania, marzenia, gdyż przestrzeń organizacji pozarządowych daje bardzo dużą niezależność działania. A także pozwala wprowadzić w życie nawet najbardziej trudne do zrealizowania pomysły.

Czym się obecnie zajmuje?
Jest prezesem Stowarzyszenia Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej CAL. Wykłada też w Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej Pedagogium w Warszawie.
 
– Jednak w tej chwili najbardziej zajmuje mnie rozwijanie programu, który już od jakiegoś czasu funkcjonuje w Stowarzyszeniu CAL i nazywa się Instytut Radlińskiej. To przestrzeń stworzona do współpracy środowiska akademickiego i praktyków. Owa współpraca rozwija się poprzez wiele bardzo konkretnych projektów, ale generalnie ma doprowadzić do efektywnego spotkania ludzi od teorii z ludźmi praktyki. Muszę powiedzieć, że nie jest to łatwe. Jednak, kiedy już się uda, sprawia ogromną frajdę – wyjaśnia.
 
Dlaczego to robi?
– W trzecim sektorze mogę najpełniej realizować swoje pomysły i marzenia. I mówię to z całą odpowiedzialnością, gdyż mam także doświadczenie w pracy w instytucjach publicznych. I zawsze okazywało się, że nawet jeśli ta instytucja była duża, miała wielu pracowników, spory budżet, to trudno było zrealizować w niej na przykład jakiś nowy pomysł. Czasem ważnych zmian nie można było wprowadzić przez lata. Tymczasem niewielka organizacja pozarządowa, w której pracuje kilka osób jest w stanie zrobić coś bardzo szybko. Potrafi skrzyknąć innych ludzi i zebrać wiele zasobów do tego, żeby zrobić jakiś projekt, który w publicznej instytucji wydaje się niemożliwy do wprowadzenia w życie – twierdzi.
 
Największy sukces
– Piętnaście lat temu odniosłem duży sukces realizując projekt-wydarzenie „Przystanek Olecko”. Było to wielowątkowe, emocjonalne spotkanie ludzi, którzy uwierzyli w magię wspólnoty, bycia razem na wielu różnych poziomach – sztuki, ekologii, nauki – wspomina. – Przez jakiś czas obawiałem się, że nie uda się tego powtórzyć, że było to jednorazowe zdarzenie, zupełnie tak, jak ktoś napisze dobrą piosenkę, a potem ciągle już gra ten sam kawałek i tylko wspomina dawne czasy. Ale minęły lata i poprzez to, co robię w CAL-u, udało się odtworzyć owo poczucie wspólnoty, spełnienia, takiego przystanku fajnych ludzi, którym o coś w życiu chodzi. Jednocześnie położyłem kładkę pomiędzy tym, co było kiedyś, a tym, co jest dzisiaj. Myślałem, że będzie to niemożliwe, a jednak się udało. Mogę sięgać do tego, co było piętnaście lat temu i jednocześnie robić podobne rzeczy współcześnie w zupełnie innych wymiarach. I wciąż odczuwać pozytywne emocje – dodaje.
 
Największa porażka
– Po „przystankowym” okresie chciałem zrobić coś innego. Kiedy zostałem dyrektorem Regionalnego Ośrodka Kultury w Suwałkach miałem pomysł, aby przekształcić go w Instytut Kultury i Środowiska Euroregionu Niemen. Chciałem zrobić nowatorską instytucję, która na pograniczu polsko-litewsko-rosyjskim będzie organizować bardzo różne działania kulturowe i środowiskowe. Idea ta zaczęła się nawet fajnie rozwijać. Ale przyszedł akurat czas zmian polityczno-ustrojowych, w których główną rolę odgrywał AWS. W Suwałkach zmiany okazały się wielką czystką polityczną. Zupełnie niespodziewanie dla samego siebie, człowieka z solidarnościowym rodowodem, stałem się człowiekiem do odstrzału i musiałem odejść. Mocno to przeżyłem – mówi. – To właśnie była trudna porażka, gdyż przyszedłem z takiego mitu „Przystanku Olecko”, iż wszyscy ludzie są wspaniali, kochani, że razem możemy przewracać świat do góry nogami. A tu się okazało, że jacyś panowie z politycznego nadania mogą bez skrupułów zniszczyć wszystko to, co zrobiłem z innymi. To był bolesny zawód, ale jednocześnie bardzo cenna lekcja, z której dowiedziałem się wielu rzeczy o życiu politycznym i społecznym. I to też mnie utwierdziło w przekonaniu, że swoje pomysły powinienem rozwijać właśnie w trzecim sektorze – zapewnia.
 
Najbardziej lubi
Czas, kiedy w spokoju może poleżeć i poczytać książkę. Albo, gdy może iść lub biec przed siebie po lesie. Lubi też bawić się z dwójką swych małych dzieci – powygłupiać się, zabrać je na wycieczkę, albo wyjechać całą rodziną gdzieś w Polskę.
 
Marzenia na przyszłość
– Celów, które chciałbym zrealizować mam nawet sporo, ale nie chciałbym o nich przedwcześnie mówić. Jednak moim największym marzeniem jest to, aby udało mi się połączyć cele zawodowe z życiem rodzinnym. Muszę przyznać, że wciąż nie znalazłem na to dobrego patentu. Im więcej mam marzeń społeczno-zawodowych, tym trudniej jest mi pogodzić je z marzeniami rodzinnymi. Dlatego wciąż kombinuję na różne sposoby, co zrobić, żeby te dwie ważne sfery mojego życia mogły wzajemnie z siebie czerpać – twierdzi.
 
 
Bohdan Skrzypczak
Historyk, doktor nauk humanistycznych o specjalności pedagogika społeczna, animator i pedagog społeczny. Inicjator i współtwórca Centrum Aktywności Lokalnej, Szkoły Animacji Społecznej oraz Instytutu Radlińskiej. Aktywnie działa na rzecz zmiany ośrodków kultury w kierunku aktywizacji i partycypacji. Animuje, wspiera, koordynuje projekty oraz pasjonuje się wszelkim wymiarami lokalnych przestrzeni. Członek Ashoki od 1996 r. Ekspert programu Dialog i LGPP, superwizor Stowarzyszenia Trenerów Organizacji Pozarządowych. Od 2000 r. prezes Stowarzyszenia Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej CAL w Warszawie.
Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 2

Skomentuj

KOMENTARZE

  • super boguś ~dominik 12.01.2010, 07:46 Boguś, jesteś super Boguś i tyle:) ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywizacja zawodowa
  • aktywność lokalna
  • kultura
  • organizacje wspierające
  • rozwój regionalny
  • społeczeństwo obywatelskie