Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Piotr Pawłowski

autor(ka): Marta Chowaniec
2009-12-01, 09:51
archiwalne
Piotr Pawłowski. Prowadzi dwie organizacje: Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji i Fundację „Integracja”.
W wieku 16 lat miał wypadek, po którym usłyszał od lekarza, że resztę życia spędzi na wózku. Najpierw zamknął się w czterech ścianach, a potem od ogółu do szczegółu wymyślił Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji. Ma prostą zasadę. Jeśli ktoś chce go do siebie zaprosić, musi zbudować podjazd.

Czym się zajmuje

Jest pracodawcą dla samego siebie. – Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji zostało przeze mnie wymyślone i dopracowane od szczegółu do ogółu: od pomysłu w moim mieszkaniu do trzech biur w Warszawie. W Polsce zatrudniamy ok. sto osób. Poza Warszawą biura znajdują w Gdyni, Krakowie, Katowicach i Zielonej Górze – mówi.

Organizacja w tym roku obchodzi piętnastolecie. – Mieliśmy ostatnio kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy. Kto dostał najbardziej po głowie? Prezes, który ma ponad 100 dni niewykorzystanego urlopu – wyznaje.

Dlaczego to robi

Jest spod znaku barana, a tacy lgną do ludzi. To było na początku bardzo trudne, bo po wypadku zamknął się w kokonie samotności, w czterech ścianach. Przeżywał stres, niepokój i żal związany z tym, że kontakt z ludźmi stał się bardzo utrudniony.

– Liczę, że kiedyś medycyna znajdzie świetny lek, panaceum na moją niepełnosprawność. Ale nie mam czasu na to czekanie, bo życie jest za krótkie. Musiałem wychodzić do ludzi i współpracować z nimi. Współpracować z ludźmi to znaczy coś z nimi tworzyć, wtedy umysł staje się bardziej sprawny i człowiek jest w stanie coś po sobie zostawić. Tak podchodzę do życia – deklaruje. 

Cieszy się życiem. W wieku szesnastu lat był na zakręcie, kiedy usłyszał od lekarza: „Sorry Piotr, ale resztę życia spędzisz na wózku“. – To była dla mnie wtedy tragedia. Powrót ze szpitala do domu był strasznym momentem, nie miałem w sobie pokory. Potrzebowałem trzech lat, aby dojrzeć do akceptacji życia z niepełnosprawnością – opowiada. Jest człowiekiem pogodnym i optymistycznym. Teraz ktoś musi mu pomóc wstać z łóżka, posadzić na wózek, ubrać się, podać herbatę. Każde wyjście z domu jest wyzwaniem. – Zresztą na życie patrzę pod kątem wyzwań, a nie problemów. Na samym początku mojego dorosłego życia doznałem czegoś naprawdę bardzo mocnego i łatwiej mi jest się odnosić do różnych rzeczy, stąd ten optymizm – wyjaśnia.

Jest osobą wierzącą. – Dla mnie autorytetem jest św. Tomasz z Akwinu. Z prostego powodu – bo mówi: „małymi kroczkami stąpać do celu, a ten cel się osiągnie“, nie na wariata, nie za szybko – tłumaczy. Jego ulubiony kościół seminaryjny znajduje się obok Pałacu Prezydenckiego na Krakowskim Przedmieściu. – To jest ważne, bo to stary kościół z XV wieku i ktoś wtedy już wymyślił, że do kościoła nie muszą prowadzić schody. Tego rodzaju rozwiązania polecałbym wszystkim. Mam prostą zasadę, jak ktoś chce mnie zaprosić, to niech buduje podjazd – zaznacza. W tym kościele brał też ślub.

Żona jest położną. Pracuje w Szpitalu św. Zofii. – Ma na imię Ewa. Bardzo długo zwlekałem z decyzją o małżeństwie, bo po wypadku długo wydawało mi się, że będę musiał z ludźmi być w zupełnie innych relacjach. Ewa przywołała mnie do porządku, powtarzała, że wózek nie zwalnia mnie z jakichkolwiek obowiązków czy odpowiedzialności – opowiada.  

Największy sukces

Sukces osobisty jest związany z akceptacją niepełnosprawności. – To było niebywale trudne zaakceptować fakt, że będąc kiedyś sprawnym facetem, który uwielbiał grać w koszykówkę, będę kiedyś na wózku – mówi. To było trzydzieści lat temu.

Sukces zawodowy związany jest z rozwojem stowarzyszenia. – Bo na początku niewiele osób w nie wierzyło – przyznaje.

Największa porażka

Nie dostrzega w swoim życiu porażek. – To może brzmi przedziwnie i niepoważnie. Gdybym jednak patrzył na wypadek jak na porażkę, to zachwiałbym tym wszystkim, co się działo po nim – tłumaczy. – Bo po wypadku zdarzyło się tyle dobrych chwil, nie ukrywam jednak, że było też wiele trudnych momentów. Gdyby nie wypadek, naprawiałbym samochody, bo uczyłem się w technikum mechanicznym. Nie udałoby mi się zrobić tylu ciekawych i fajnych rzeczy. Rozpatrywanie skoku do wody w kategorii porażki byłoby niesprawiedliwe.

Jest osobą wierzącą. – Być może Bóg wiedział, że zrobię więcej, siedząc na wózku. Nie mogę patrzeć na ograniczenia fizyczne, tylko na możliwości, które mi zostały. Muszę je wykorzystać – często sobie powtarza. 

Co lubi

Lubi wracać do domu. – Moja żona bardzo cierpi, bo wracam późno. Bardzo ją kocham. Lubię swoją pracę i z tym lubieniem mam niestety kłopot, bo spędzam w niej bardzo dużo czasu, poświęcam jej dużo energii i sił, a moja żona na tym traci. Po wypadku, co się może wydawać dziwne, mam możliwość robienia tego, co lubię. Założyłem Integrację i robię tutaj rzeczy, które dają mi niesamowitą frajdę. Pomagam ludziom – cieszy się. – Gdyby pani spytała moją żonę, jak spędzamy ze sobą wolny czas, to by odpowiedziała: w podróżach służbowych i na konferencjach. Uczciwie mówiąc, nie mam czasu wolnego. I nie będę mówił banałów, że doba jest za krótka.

W wolnych chwilach lubi malować, trzymając pędzel w ustach. – Żeby to robić dobrze, trzeba jednak więcej czasu temu poświęcać. Mało się tym chwalę, bo nie jestem w tym dobry. To coś, co mam tylko dla siebie. Cieszę się, że siedzę w moim biurze, a na jego ścianach są powieszone moje prace. One kiedyś znalazły się w Muzeum Narodowym w Warszawie. To malowanie to duża odskocznia. To jest też fizycznie uciążliwe. Po dłuższym malowaniu ustami żuchwa jest tak zmęczona, że nawet tak prozaiczna czynność, jak gryzienie posiłku sprawia olbrzymią trudność – przyznaje.

Plany na przyszłość

Chciałby, żeby Integracja była postrzegana jako partner dla wielu instytucji publicznych i niepublicznych w rozwiązywaniu problemów społecznych. Jest pod wrażeniem tego, jak Gdynia potrafi partnersko potraktować organizację pozarządową i marzy, żeby wszędzie, gdzie pracuje, tak było. – Co roku walczymy o przetrwanie, wiedząc, że wiele rzeczy wykonujemy bardzo dobrze. Wiem, że o pieniądze trzeba walczyć, tylko jest to tak trudne, że czasem się zastanawiam, na ile duża organizacja ma rację bytu. Wiele nocy nie przespałem, bo zastanawiałem się, jak dalej będziemy funkcjonować – przyznaje. – Zależy nam, żeby trzy biura w Warszawie znalazły się w jednym, żeby było miejsce, gdzie mogłyby się połączyć.

Nie planuje emerytury, ale chciałby przygotować Integrację do tego, że kiedyś się z nią rozstanie. 

Okna stowarzyszenia przy ul. Sapieżyńskiej wychodzą na klub Polonia Warszawa. Przed wypadkiem w nim grał. Ma 190 wzrostu. Teraz jest zagorzałym kibicem. – Medycyna idzie tak szybko do przodu. Kto wie? Może jeszcze kiedyś zagram. Rzucę Integrację dla koszykówki – śmieje się.

 

Piotr Pawłowski – urodzony w 1966 r., mieszka i pracuje w Warszawie, żonaty. Od 1982 roku, po skoku do wody, jest prawie całkowicie sparaliżowany i porusza się na wózku inwalidzkim. Ukończył studia pedagogiczne na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, Instytut Studiów nad Rodziną Uniwersytetu Stefana Kardynała Wyszyńskiego i podyplomowe Studium Etyki i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Założył i prowadzi dwie organizacje: Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji i Fundację „Integracja”. Ich cele i misję realizuje poprzez m.in. magazyn „Integracja”, audycje radiowe, telewizyjne, a także kampanie społeczne i programy edukacyjne, których jest twórcą. Jest członkiem Krajowej Rady Konsultacyjnej przy Pełnomocniku Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych i przewodniczącym Zespołu ds. Osób Niepełnosprawnych przy Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz Wiceprezesem Koalicji na rzecz Osób z Niepełnosprawnością. Jest laureatem wielu nagród, m.in. Nagrody TOTUS za „promocję człowieka, pracę charytatywną i edukacyjno-wychowawczą” oraz Nagrody im. A. Bączkowskiego. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Medalem Komisji Edukacji Narodowej przyznawanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jest honorowym obywatelem miasta Gdynia.

Źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Pawłowski bierze 70 tys. zł ~PrawdziwON 25.04.2010, 10:34 A dlaczego nie ma informacji, że Piotr Pawłowski prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji to członek Rady Nadzorczej IMPEL za 70 tys. zł (pełni tę funkcję od września 2003 roku, chociaż patrząc na wykształcenie, to aż się nie chce wierzyć). Czyżby kojarzenie tej firmy i jej praktyk pracowniczych źle wpływało na postrzeganie Pawłowskiego jako wielkiego moralisty i "obrońcy" ucieśnionych. Ten człowiek chyba wie w czym bierze udział i z czego zasłynęła firma IMPEL (poczytaj coś o prawach pracowniczych i innych strasznych rzeczach). Informacja o Pawłowskim i IMPELU nie jest żadną tajemnicą - wystarczy wejść na stronę firmy i zobaczyć. ODPOWIEDZ
  • Pan Piotr P. ~Wiola 03.12.2009, 11:05 Podziwiam Pana za to co Pan robi. Jestem osoba tzw. pelnosprawna ale czuje, ze ten swiat jest dostosowany do niewielu osob takich jak ja. Nie kazdy potrafi sie odnalezc w zyciu. Miec odwage mowic o tym co go boli i niepokoi. Patarzac na osoby z niepelnosprawnoscia staram sie uczyc patrzenia na swiat, radzenia sobie z trunosciami i ograniczeniami. Dlatego pragne w kazdej minucie swojego zycia robic cos a nie siedziec i zamartwiac sie problemami dnia codziennego. Tylko aktywni zmieniaja swiat. Jesli Ty nie zmieniasz swiata to z pewnoscia zrobi to ktos za Ciebie. Pamietak o tym. Pozdrawiam ODPOWIEDZ
  • piotr pawłowski ~pełnosprawny - Piotr Śmiłowski 01.12.2009, 09:12 Podziwiam pana poczynania już od wielu lat i niech mi pan wierzy, ale wstydzę się za osoby pełnosprawne za ich momentami obojętny stosunek do takich jak pan, ludzi na wózkach, a szczególnie za poczynania naszego rządu - tak nie wiele robią, by wam pomóc. Wzorce można czerpać garściami, tak z odległej przeszłości (czasy JHS), jak i dzisiaj z krajów rozwiniętych.Gratuluję odwagi w pana poczynaniach i życzę sukcesów, a przede wszystkim zdrowia panu i pana rodzinie. ODPOWIEDZ
  • Brawa! ~mało ważny ;) 01.12.2009, 08:08 Brawo za to że odnalazł Pan w życiu to co sprawia Panu radość, z czego czerpie Pan przyjemność i się w tym odnajduję. Myślę, że dokonał Pan o wiele więcej niż niejeden chciałby dokonać w swoim życiu. Ja osobiście poszukuję swego celu życiowego. Jestem osobą młodą i studiując oraz działając w organizacjach studenckich mam styczność z nowoczesną młodzieżą, niestety większość ludzi goni za pieniądzem zapominając o wyższych życiowych celach. Osobiście marzę o możliwości pomagania innym, jako student uczelni technicznej marzy mi się wykonanie egzoszkieletu który byłby dostępny dla wszystkich. Jednak brakuje mi odwagi żeby pójść tą scieżką. Jeszcze raz wyrazy podziwu za odwagę w życiowych wyborach! ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywizacja zawodowa
  • osoby z niepełnosprawnościami
  • tradycja