Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Irena Przepiórka

autor(ka): Marta Chowaniec
2009-09-16, 13:36
archiwalne
O HIV i AIDS opowiada spokojnie i swobodnie. Od swoich podopiecznych czasem słyszy historie, które mogłyby być gotowymi scenariuszami na film sensacyjny. W czasie akcji społecznych zdarza jej się usłyszeć kompletną bzdurę, że wirusa przekazują komary. Nie ukrywa, że jest to praca, która obciąża psychicznie. Odpoczywa na rowerze i rolkach w czasie wypadów za miasto z rodziną i psami.

Czym się zajmuje
Zabytkowy tramwaj kursuje na linii: Wyścigi – pętla Metro Marymont. W środku didżej miksuje muzykę. Zamiast biletu konduktor wręcza kartkę z pytaniem: „Czy HIV i AIDS znaczą to samo?”. Do ludzi przysiada się Irena Przepiórka i przekonuje, że warto wykonać test na obecność wirusa we krwi. Tłumaczy, że trzeba się zabezpieczać, a najlepszym zabezpieczeniem jest wierność. Tak zwykle wygląda akcja „Bezpieczna Jazda”. Swobodna rozmowa o wirusie i chorobie, którą on wywołuje to kwestia wprawy i doświadczenia. Na co dzień Przepiórka wspiera osoby zakażone HIV i chorych na AIDS oraz ich bliskich w Stowarzyszeniu Wolontariuszy wobec AIDS „Bądź z Nami”. Koordynuje pracę wolontariuszy pracujących z osobami HIV+.

– Tak naprawdę w stowarzyszeniu trzeba być człowiekiem orkiestrą – mówi. – Robi się wszystko: od wspierania chorych poprzez rozliczanie wniosków do sprzątania.
 
Oprócz tego jest kuratorem społecznym w Sądzie Rodzinnym na Mokotowie. Zajmuje się dziećmi pokrzywdzonymi przez los.
 
Dlaczego to robi
Podczas studiów na resocjalizacji trafiła na praktyki do StowarzyszeniaWolontariuszywobecAIDS „Bądź z Nami”, którego działalność bardzo jej się spodobała. Najpierw wspierała kampanie multimedialne i happeningi. Po roku wolontariatu wzięła udział w jednym z projektów. Zaaklimatyzowała się i praca ta stała się bardzo ważną częścią jej życia.
 
Nie bała się, bo nie ma powodów do obaw, jeśli ma się wiedzę, jakie są drogi przenoszenia wirusa HIV. – W trakcie pracy nie ma czasu na żadne zachowania ryzykowne – żartuje. – Z koleżanką złapałyśmy się na tym, że nawet w klubie na jakiejś imprezie natychmiast zaczynamy wszystkich wokół nas edukować.
 
Nie raz słyszała kompletną bzdurę, że wirusa przekazują komary. Takie stwierdzenia nie są w stanie wyprowadzić jej z równowagi, bo jest po to, żeby ludziom dostarczać wiedzy o HIV. – Irytujące jest natomiast, kiedy lekarz nie ma wiedzy na ten temat – mówi.
 
Poza tym wierzy, że ludzie są tolerancyjni. – To praca jak każda inna na rzecz ludzi – podkreśla. Trudno jednak nie przejmować się ludźmi, którzy przychodzą po pomoc. – Nie ma czegoś takiego jak podopieczny – zarzeka się. – Osoby, które do nas przychodzą, stają się naszymi znajomymi, czasem wręcz przyjaciółmi. Nie jest możliwe, żeby wyjść z pracy i zostawić w niej wszystkie problemy.
 
Na początku było trudno. Długoletnie doświadczenie w tej pracy nauczyło ją, że ludzie są w stanie wyjść z bardzo poważnych problemów. Sytuacja może wyglądać bardzo źle, ale jakoś udaje się z niej wyplątać. Poza tym może liczyć na wsparcie innych pracowników stowarzyszenia. – Są też superwizje, które przyczyniają się do tego, że człowiek jakoś funkcjonuje. Póki co nie czuję się wypalona zawodowo – podkreśla.
 
Największy sukces
Można mówić, że sukcesem jest przejście projektu, nad którym siedziało się dniami i nocami. Jednak największe sukcesy wiążą się zawsze z wolontariatem. – Kiedy uda się chorej osobie znaleźć cudownego wolontariusza, który tak się nią zaopiekuje, że jej stan zdrowia się poprawia – podkreśla.
 
Siedzimy w biurze stowarzyszenia na Tamce. Na ścianach zawieszone są kolorowe obrazy. – Namalowały je osoby, które zgłosiły się do nas po pomoc. Całe stowarzyszenie zostało wyremontowane wspólnymi siłami podopiecznych – uśmiecha się. – Proszę sobie wyobrazić: dużo pyłu, porozkładane farby i zbiórka zapaleńców… To musiało się udać!
 
Największa porażka
Do biura wchodzi chora na AIDS kobieta, która koniecznie chce porozmawiać, a Irena zaraz musi usiąść nad pustą tabelką, którą szybko trzeba wypełnić. – Mam wewnętrzne poczucie porażki zawsze wtedy, kiedy brakuje czasu dla drugiego człowieka ze względu na wymogi formalne – przyznaje.
 
Drobnych niepowodzeń jest zawsze cała masa, ale spektakularnych porażek nie było. Bardzo trudne sytuacje to te, gdy podopieczny umiera albo wraca do nałogu. – Bardzo często wiem, co dla konkretnej osoby byłoby najlepsze. Ale nie mogę za nią podjąć decyzji. Czasem czuję frustrację, kiedy ktoś niestety nie chce sobie pomóc. Robi po swojemu i bardzo źle na tym wychodzi – rozkłada ręce.
 
Co lubi
Można ją często spotkać na rowerze albo rolkach. – Teraz jesteśmy w trakcie kompletowania z rodziną zestawu rowerów – cieszy się, bo rodzina jest najważniejsza. Wspólne wyjście z dzieckiem na spacer czy jeżdżenie rowerem jest dla mnie idealnie oczyszczające – opowiada. – Uwielbiam wypady za miasto, posiedzieć na łące… To coś, co mnie totalnie relaksuje i daje siłę. Wyjście z psami pozwala odreagować stresującą nieraz pracę.
 
Oglądać filmy też lubi, ale ze względu na obciążenia psychiczne w pracy, nie ogląda takich, w których można zobaczyć przemoc. Odpadają horrory i thrillery. – Jeśli w pracy słyszy się nieraz historie będące materiałem na scenariusz filmowy, nie każdy film sensacyjny jest dla mnie sensacyjny. Tutaj nie błysnę: moim ulubionym gatunkiem jest ostatnio komedia – śmieje się.
 
Świetnie się też czuje, kiedy ma czas dopaść książkę i ją przeczytać w całości. – Ostatnio mnie wciągnęła „Sprawiedliwość owiec”. Fajne, filozoficzne dziełko. Miło się czytało. Lekko i przyjemnie – poleca.
 
Przyznaje też, że nawet pisanie programów do pracy bywa ekscytujące, bo jest to praca twórcza.
 
Plany na przyszłość
Ma nadzieję, że stowarzyszenie będzie się dalej rozwijać. – Zależy nam na przeszkoleniu wolontariuszy z całej Polski. O ile w Warszawie chorzy mogą liczyć na wolontariuszy, to na terenie kraju jest z tym problem – martwi się.
 
W planach jest też nawiązanie kontaktów z podobnymi organizacjami w Europie. – Ostatnio mieliśmy spotkanie z organizacją niemiecką, która przedstawiała nam swoją akcję profilaktyczną. Jej budżet wynosił mniej więcej tyle, co kwota na wszystkie działania profilaktyczne w ciągu roku przeznaczona dla wszystkich organizacji zajmujących się HIV i AIDS w Polsce. Wstyd nam było wtedy przyznać, że u nas realia finansowe wyglądają nieco inaczej… – mówi z zażenowaniem. – Mimo to warto się od nich uczyć. Czasami inne spojrzenie jest inspirujące, bo choć mamy mniejsze pieniądze, to nie znaczy, że robimy gorsze rzeczy – zarzeka się.
 
Osobiste plany wiążą się z edukacją dziecka, które ma już dwanaście lat. Chce też zmienić mieszkanie na większe, żeby zmieściły się w nim dwa psy i rowery.
 
– Nie mam wielkich planów ani marzeń. Jest mi dobrze tak jak jest. Może troszeczkę wolałabym mniej pracować, ale póki lubi się swoją pracę, to jest ok – podkreśla na koniec.
 
Irena Przepiórka – magister nauk politycznych, specjalizacja: wychowanie resocjalizujące. W Stowarzyszeniu Wolontariuszy wobec AIDS „Bądź z Nami” koordynuje pracę wolontariuszy. Pracuje jako konsultantka ds. AIDS w Telefonie Zaufania. Realizuje program profilaktyczny dla młodzieży szkolnej „Profilaktyka HIV/AIDS” we współpracy z Fundacją Edukacji Społecznej. Pełni obowiązki sądowego kuratora społecznego przy Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotów.
 
Informacje:
(22) 826 42 47 – biuro
(22) 692 84 40 – telefon dla osób żyjących z HIV/AIDS
Stowarzyszenie Wolontariuszy Wobec AIDS „Bądź z Nami”
e-mail:
skype: stowarzyszenie.badz.z.nami
Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • ochrona zdrowia
  • polityka społeczna
  • wolontariat
  • wolontariusze