Przejdź do treści głównej

Ludzie sektora: Jarek Kaczmarek

autor(ka): Marta Chowaniec
2009-08-06, 13:05
archiwalne
Jarek Kaczmarek
Na wizytówce napisane ma "opowiadacz". Opowiada, bo bez tego żyć nie może. Na emeryturze postawi chatkę, do której będą przyjeżdżać dzieci, żeby słuchać jego opowieści. Jest członkiem Stowarzyszenia Opowiadaczy Grupa Studnia O.

Czym się zajmuje

– Mam wizytówkę, na której jest napisane: „opowiadacz”. Kiedy ją pokazuję, to widzę czasem śmiech, a czasem pobłażanie w czyichś oczach – przyznaje. – To profesja w dzisiejszym świecie nowa a zarazem stara jak świat. „Grupa Studnia O”., do której należę, zajmuje się właśnie opowiadaniem bajek dla dzieci i dorosłych, historii zasłyszanych, autorskich i związanych z naszymi osobistymi wspomnieniami. Okazało się, że jest na nie duże zapotrzebowanie.
Opowiadacz to ktoś, kto opowiada historię, ale to za mało powiedziane. Trzeba być animatorem kultury, czyli prowokować sytuację opowiadania. W tej profesji mieszczą się też inne umiejętności, jak muzykowanie, taniec i sztuka kulinarna. To może być zawód, da się z tego żyć. Choć śmieje się, że sam do niedawna nie zdawał sobie z tego sprawy.
Dlaczego to robi
Gdyby nie było specjalizacji animacja kultury na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, nie byłoby Stowarzyszenia Opowiadaczy Grupa Studnia O. Tutaj poznał Małgorzatę Litwinowicz, Beatę Frankowską, Magdę Górską, z którymi pracuje do tej pory.
Wcześniej pracował jako dziennikarz sportowy w „Życiu Warszawy” oraz pisał o architekturze w wydawnictwie Murator. W pewnym momencie pojawiło się tak dużo opowiadania, że przestał mieć czas i motywację do pracy dziennikarskiej. Dziennikarz pisze o tym, czym inni się zajmują. – Fajnie byłoby robić coś samemu i niech to o mnie piszą! – pomyślałem. – Bycie opowiadaczem daje poczucie wolności artystycznej i życiowej. Nie jest się związanym z żadną instytucją, hierarchią, nie ma się szefa i nie musi się nim być.
Jest też odpowiedź na poziomie egzystencjalnym. – Opowiada się dlatego, bo się nie może bez tego żyć. Jeśli możesz bez tego żyć, to nie opowiadaj – takiej odpowiedzi udzielił mi Jihad Darwiche, opowiadacz z Libanu, mistrz i przyjaciel.
Opowiadanie to przyjemność. Ludzie są blisko siebie. Zwykle nie ma żadnych barier typu nagłośnienie i scena. Wzbudza się emocje, uwrażliwia paradoksalnie zmysł smaku i węchu. Tworzy się atmosferę spotkania, a nie widowiska, które podlega ocenianiu i krytyce. Szuka opowiadania jest uwodzeniem. Żeby wykonywać ten zawód, trzeba mieć w sobie pełną dozę szaleństwa, bo nie jest to utarta życiowa ścieżka. Tę ścieżkę samemu trzeba sobie wydeptywać. Wymaga otwarcia się. Nie ma szkół, gdzie można opowiadania się nauczyć. Opowiadanie jest nieprzewidywalnie. Kiedy opowiadanie nie ma mocy, to odbiór jest natychmiastowy, bo widzi się znudzone miny ludzi.
Największy sukces
– Udało mi się wyjść na margines, stworzyć własną wyspę, która staje się czymś żywym i przyciąga innych ludzi – podkreśla. Opowiadanie sprawia, że ma poczucie ciągłości swojego życia. To, co zdarzyło się w dzieciństwie i młodości powraca dziś i karmi opowieści. Pisał piosenki, opowiadania, artykuły, grywał w zespołach, ale nie dało to poczucia spełnienia.
– Dopiero opowiadanie pozwoliło odnaleźć poczucie bycia sobą we właściwym miejscu i czasie – wyznaje.
Nie jest łatwo znaleźć ciekawą historię do opowiadania. Sukces to też znalezienie opowieści, które „opowiadają się same”. Liczy się ich rytmika i melodyjność oraz dopasowanie miejsca do tematu opowieści.
Pisze bajki erotyczne, które cieszą się dużym powodzeniem wśród publiczności. – Można powiedzieć, że są moim przebojem – mówi. – Z pozoru może to wyglądać na pójście na łatwiznę, działanie pod publikę, ale naprawdę to duże wyzwanie opowiadać oryginalnie i zaskakująco o erotyce, nie przekraczając granicy banału.
Największa porażka
Bliskie jest mu myślenie wschodnie, że nie ma zwycięstwa bez porażki. Bez tego, co się nie udało, nie byłoby tego, co się udało. – Generalnie życie jest porażką – mówi pesymistycznie. – Powołam się na Zanussiego i jego tekst, że życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową. Ale zarazem w tej jego niedoskonałości, niepewności jest tyle piękna. Nie byłoby opowiadania bez przemijania, przemiany, umierania.
Dla opowiadacza porażką jest, kiedy ludzie nie chcą słuchać tego, co opowiada. – Mam świadomość, że czasem pewne rzeczy w opowiadaniu nie mają takiej energii, jaką chciałbym, żeby miały, ale na tym się nie skupiam. Przykuwam uwagę do tego, co było mocne i „żywe” i na tej podstawie buduję kolejny krok – tłumaczy.
Co lubi
Jeść. Wyszukuje smaki, które inspirują go do opowiadania. Sport. Szczególnie strzelać z łuku i jeździć na rowerze. W telewizji ogląda tylko transmisje sportowe: piłkę nożną i siatkówkę.
Żywiołem są książki. – Jak już czytam, to bardzo intensywnie – zarzeka się. – Zaczytuję książkę na śmierć. Ulubione? „Mistrz i Małgorzata” Michała Bułhakowa, opowiadania Cortazara, Dino Buzzatiego i Italo Calvino.
Jest melomanem. Dużą część zarobków przeznacza na zakup płyt. Potem nałogowo ich słucha. Jakie gatunki? Wszystkie poza ekstremalnym metalem: od muzyki średniowiecznej po przeboje U2.
Plany na przyszłość
– Jak będę starym dziadkiem, to będę miał chatkę, do której będą przyjeżdżać różne dzieci, żeby posłuchać opowieści. To plan na emeryturę – śmieje się.
W bliskich planach: właśnie przygotowuje opowieść o legendarnym brazylijskim piłkarzu pt. „Garrincha – samba i śmierć”, czyli o piłce i namiętności. Wstaje rano, wychodzi na trawę i żongluje piłką. Poza tym w listopadzie pracuje nad Festiwalem Sztuki Opowiadania w Instytucie Teatralnym. Odbędzie się po raz czwarty i liczy, że uda się wypracować solidną renomę.
Powoli dla Studni O otwiera się etap podróży. – Żeby opowiadać mocno i głęboko, trzeba widzieć to, co się opowiada – tłumaczy. – Podróżuje się po to, aby przywieść ze sobą bagaż zapachów i obrazów, żeby opowieść z konkretnego rejonu kulturowego miała siłę. Fascynuje mnie Hiszpania i Brazylia. To się samo stanie. Nie ma planu. Mam kilka kierunków; który wypali, zobaczymy…
Chciałby też wydać bajki w formie multimedialnej, z elementami tańca, wizualizacji, żywej muzyki. Jest na etapie szukanie formy przekazu, aby język pisany brzmiał jak opowiadany.
 
Jarek Kaczmarek – absolwent polonistyki, były dziennikarz oraz nauczyciel języka polskiego, a obecnie: opowiadacz, gitarzysta, autor opowiadań, muzyki i tekstów piosenek, animator kultury. W swoich projektach artystycznych poszukuje „opowieści współczesnej” – zderzenia tradycyjnej formy opowiadania z tematyką dotykająca współczesnej wyobraźni.
Organizator wydarzeń artystycznych w przestrzeni miejskiej – festiwal Folkowy dywan muzycznych opowieści. Prowadzący warsztaty artystyczne dla dzieci i nauczycieli m.in. na Zamku Królewskim w Warszawie. Lider projektów, m.in: Bajki robotów, Jak Szlemiel wędrował do Warszawy, Bajki i filozofia, Bajki buddyjskie, Opowieści bluesowe, Departament Poszukiwań Rozkoszy Doskonałej, Opowieści futbolowe. Twórca zespołów: Księżycovo (piosenka poetycka) i Buszmeni (blues).

 

LOGO

Źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • kultura
  • tradycja