Przejdź do treści głównej

Podróże w rejony nieoczywiste [wywiad]

autor(ka): Paulina Capała
2009-03-25, 16:59
archiwalne
fot. Paulina Capała
Z reżyserką, animatorką kultury, liderką Stowarzyszenia Edukacyjno-Teatralnego "Stacja Szamocin" - Lubą Zarembińską rozmawiamy o podróżach w nieznane.

Paulina Capała: Wyruszyłaś ze Stacji Szamocin w podróż. To Twój nowy projekt artystyczny. Opowiedz proszę, co skłoniło Cię do podjęcia takiego wyzwania.

Luba Zarembińska: To rzeczywiście nowy etap mojej przygody ze Stacją Szamocin. Zastanawiam się właśnie jak nazwać projekt "Podróże w rejony nieoczywiste - Tanie Linie Kolejowe", czy raczej "Drogie linie kolejowe - Podróże w rejony oczywiste"... Na pomysł wpadłam kilkanaście dni temu. Zima na Stacji Szamocin to horror. Okres entuzjazmu minął. Przez wiele lat bagatelizowałam stan mojego teatru i ośrodka - nie stowarzyszenia, bo stowarzyszenie ma się dobrze. Ośrodek funkcjonuje w warunkach rodem z XIX wieku.  I po prostu powiedziałam, że dość tego. Złożyło się na to wiele rzeczy - jak powiem, że kryzys to będę banalna... To, co się dzieje w ogólnoświatowym kryzysie nie ma na to wpływu. To jest raczej kwestia jakiegoś przesilenia.

Czy ma to związek z przeciągającym się procesem przekazania budynku starej stacji kolejowej na rzecz stowarzyszenia?

Oczywiście, że tak. Najnowszy projekt jest odpowiedzią na to, co się wokół dzieje. Od lat jest tak, że w okresie zimy teatr nie funkcjonuje. Budynek jest po prostu nie do ogrzania. Mnie coraz ciężej jest pracować w takich warunkach, a nie przeskoczymy tego dopóki nie jesteśmy w pełni (tzn. prawnie) gospodarzami stacji. Myślę, że uregulowanie tej sprawy z PKP będzie się jeszcze długo ciągnęło. Wracając jednak do genezy pomysłu na "Podróże w rejony nieoczywiste", to już na początku swojej przygody z animacją kultury poprzez teatr przyjęłam wpływy teatru i w ogóle twórczości konceptualnej. Niedawno moja znajoma przypomniała mi o tym i powiedziała, że powinnam wrócić do tych założeń - zamiast dźwigać problemy wielkiego, nieogrzanego budynku.  Zamienić 500 metrów kwadratowych na małą walizkę i od nowa wyruszyć w podróż. Zobaczyłam, że to daje szanse poczucia wolności w mojej pracy i twórczości.

Zresztą zespół tworzący stowarzyszenie też stał się bardziej mobilny?

Tak, doszło do pewnych zmian.Osoby, z którymi bardzo dużo pracowałam teraz poszły swoją drogą. Ida Bocian zaangażowała się w pracę sopockiego teatru Off de Bicz i teraz tam spełnia się twórczo. Magda Płaneta, która działa w ramach naszego stowarzyszenia prowadzi też swoją stację w miejscowości Kórnik pod Poznaniem i tam ma grupę twórczą, i realizuje różne swoje pomysły. Ponieważ od dłuższego czasu sporo podróżuję po Polsce pracując i odpowiadając na zaproszenia poprowadzenia warsztatów dotyczących wielokulturowości, czy teatru - postanowiłam ująć to w ramy twórczego działania. Stąd pomysł na "Podróże w rejony nieoczywiste". Zresztą uważam, że nazwa projektu jest całkiem trafiona i przywodzi na myśl prozę Schulza, Tollera, a może Marqueza; która zawsze była bliska temu co robię. Konceptualiści zawsze powtarzali mi: musisz dokumentować. Dlatego poprosiłam, żeby sfotografować mnie z walizką na Dworcu Centralnym. W walizce są materiały dotyczące projektów społeczno- artystycznych i spektakli teatralnych realizowanych na Stacji Szamocin. To zdjęcie to taki symboliczny początek mojej podróży i projektu zarazem. Stacja Szamocin w podróży.

Jak długo?

Ta podróż będzie trwała tak długo, jak długo nie otrzymamy pomocy i deklaracji podjęcia wiążących decyzji od władz lokalnych, od PKP i od Marszałka - do którego zwrócimy się z prośbą o rozważenie możliwości funkcjonowania Stacji Szamocin jako placówki samorządowej.To nie znaczy, że ja już kategorycznie postanowiłam, że na Stację nie wrócę, ale dopóki nie zmieni się sytuacja finansowa, to jest to po prostu niemożliwe. Jest we mnie teraz bunt, protest i niechęć funkcjonowania od dotacji do dotacji. Taki układ sprawdzał się jeszcze kilka lat temu, kiedy grantodawcy pozwalali w koszty realizacji projektu wpisywać koszty administracyjne: czynsz, ogrzanie i utrzymanie budynku. To pozwalało nam na wytężoną pracę, wtedy mniej musiałam być menedżerem, a bardziej animatorem i reżyserem.

Czyli szukasz innych możliwości finansowania Stacji Szamocin?

Tak. Wiem, że stowarzyszenie  może na przykład otworzyć działalność gospodarczą. Moi znajomi, którzy prowadzą stowarzyszenie i mieszkają na wsi założyli hurtownię pinezek, ale takie rozwiązanie w moim przypadku się nie sprawdzi. Nie widzę tego.

Teraz  tak myślę, że w jakimś sensie podróż jest wpisana nieodzownie w funkcjonowanie Waszego stowarzyszenia: bo siedzibę i ośrodek macie na nieczynnej stacji kolejowej, bo czasami wyruszacie w rejony nieoczywiste, bo jesteście dla dzieci z popegeerowskich wiosek nawet, gdy odjedzie ostatni PKS...

Coś w tym jest. "Gdy odjedzie ostatni PKS", to jeden z naszych projektów edukacyjno-artystycznych. Teraz zresztą już zmienił nazwę, bo w jednej z takich wiosek - Józefowicach pojawiła się młoda, świetna dziewczyna - Natalia Sass. Przychodziła chętnie na nasze zajęcia. Robiła dobre fotografie. Zaczęła współpracować z nami bliżej i teraz projekt się przekształcił i zmienił nazwę "A co Wy tu robicie?". Prowadzi go Natalia. Nazwa z kolei związana jest z innym małym uczestnikiem naszych warsztatów - Miłoszem ze wsi Nałęcza. Zresztą projekt obejmuje cztery wioski: Raczyn, Józefowice, Nałęcz i Nadolnik. Miłosz przychodził do nas z pobliskiego domu i pytał: a co wy tu robicie?  Jak z nami zaczął miał 3 lata, teraz ma 6 lat, jeszcze kilka i może zacząłby sam robić projekty, tak jak Natalia. Dlatego teraz, zamiast czekać bezczynnie, wybieram się w konceptualną podróż, żeby opowiedzieć innym, jak nam się udało - bo się szalenie udało, ale też o tym jak się nie udało...

Dlaczego się nie udało?

No, jeśli jedynym rozwiązaniem utrzymania działań stowarzyszenia na takim poziomie, jak do tej pory jest na przykład otworzenie fabryki pinezek, albo robienie tzw. produkcyjniaków, czyli spektakli rocznicowych etc. po to, żeby utrzymać naszą bazę... To znaczy to, że w jakimś sense się nie udało. Bazę, która jest czymś więcej  niż tylko miejscem, która jest też przede wszystkim źródłem inspiracji nie tylko naszych, ale też osób, które tu przyjeżdżały. Co tu dużo mówić. Mamy swoich następców. W Wielkopolsce utworzyła się już cała  linia kolejowa dworców społeczno-artystycznych. Nigdy nie byłam osobą, która potrafiła prosić o pieniądze. Żałuję, że nasze stowarzyszenie nie potrafiło wytworzyć struktur i kadr, które by pociągnęły rozrastające się potrzeby naszej Stacji. Nie stać nas było na zapewnienie wystarczających środków na utrzymanie stałych współpracowników. Okazało się, że zgromadzenie wkładu własnego, który w kolejnych latach i konkursach stawał się coraz wyższy, staje się coraz mniej możliwe.

Czyli ten sprzeciw wobec biurokracji nie zawsze się opłaca?

Myślę, po prostu, że moje pokolenie - pokolenie prawdziwych entuzjastów powoli przemija. Teraz robi się szkolenia z tego jak pisać wnioski, jak nie pomylić się umieszczając cyferkę, znaczek w odpowiedniej rubryczce. Uruchomiła się karuzela konkursów. Wniosek jest super, jak ma wpisaną jak największą liczbę uczestników, wysoki wkład własny. W tym, co robię szukam innych wyznaczników wartości. Zastanawiam się, czy to wciąż dla mnie...

Co w takim razie jest dla Luby Zarembińskiej i Stacji Szamocin ważne? O czym marzycie?

Chciałbym znaleźć swoje miejsce. Kontynuować, to co zaczęłam wiele lat temu. Pielęgnować przestrzenie, w które wkroczyłam razem ze Stacją.

Kiedy proszę Lubę Zarembińską, żeby opowiedziała o początkach swojej twórczej pracy odmawia. Mówi, że medale i nagrody, które kiedyś zdobyła są zbyt ciężkie, żeby pakować je do walizki. Za ciężkie, żeby wyruszać w podróż w nieznane.

Teatr "Stacja Szamocin", od początku swego istnienia (od 1997 roku) jest prowadzony przez zawodowego reżysera - Lubę Zarembińską. Ośrodek Społecznego Stowarzyszenia Edukacyjno -Teatralnego "Stacja Szamocin" został uruchomiony w opuszczonej stacji kolejowej w niewielkiej miejscowości na Wielkopolsce. Najpierw (1996) powstał Ośrodek "Stacja Szamocin" - miejsce pracy artystycznej, spotkań, warsztatów. Rok później założono teatr. Jego zespół to głównie amatorzy - mieszkańcy Szamocina i okolic. W teatrze grają dorośli i dzieci.  W swoich przedstawieniach "Stacja Szamocin" często nawiązuje do historii Szamocina i jego mieszkańców.
Wielopokoleniowy teatr odnosi sukcesy na ogólnopolskich festiwalach. Między innymi, spektakl ,,Spowiedź w drewnie" zdobył w 1998 roku prestiżową I nagrodę w IV Ogólnopolskim Konkursie za wystawienie polskiej sztuki współczesnej, organizowanym przez Związek Artystów Scen Polskich i Ministerstwo Kultury i Sztuki. Teatr z Szamocina znalazł się w finale konkursu, jako jedyna amatorska grupa wśród uznanych teatrów zawodowych. Spektakle grupy były wystawiane również zagranicą min. w Stanach Zjednoczonych. Stowarzyszenie prowadzi warsztaty socjo-edukacyjne dla dzieci i młodzieży z popegeerowskich wsi, gościło grupy warsztatowe z całej Polski i zagranicy.
 

Źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Stacja Szamocin ~Uczestniczka warsztatów. 26.03.2009, 04:11 Polecam wszystkim. Stacja Szamocin to magiczne miejsce z magiczną obsadą. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • dzieci
  • historia
  • hobby, zainteresowania
  • kobiety
  • kultura
  • młodzież
  • współpraca z administracją