Przejdź do treści głównej

Marta Kaszubska: Mam na imię Mierz Wysoko

autor(ka): Paulina Capała (ngo.pl)
2008-11-26, 11:56
archiwalne
Mama przypomniała jej niedawno taką historyjkę: - Jak byłaś mała i tuż po operacji, z nogą w ciężkim gipsie leciałaś na podwórko do dzieciaków. Żadna siła nie mogła cię powstrzymać. Marta pamięta i dodaje bez chwili wahania: - No, przecież ja czuję się szczęśliwa, jak jestem blisko ludzi! Widocznie tak jest od zawsze.

To się bierze z mleka matki

Marta Kaszubska pamięta, że w domu wszyscy wiedzieli, co to znaczy być aktywnym obywatelem: – Mama nauczycielka, tata związany z warszawskim sektorem ngo. Trochę nie miałam wyjścia. Wyssałam zaangażowanie z mlekiem matki – żartuje.

Zaczyna na poważnie w Centrum Edukacji Obywatelskiej. Bierze udział w projektach skierowanych do młodzieży. Tak się układa od początku. Przygotowuje młodych do wyborów w szkołach, które mają być przeprowadzone równolegle do tych dla dorosłych – parlamentarnych. Angażuje się w projekt „Poczytaj mi przyjacielu“, w którym uczniowie ponad 150 szkół czytają bajki dzieciakom z domów dziecka, spędzają z nimi wolny czas i pomagają w lekcjach.

Niemożliwe? – niemożliwe!

W chwilę później wyjeżdża na pół roku do Indii i zaczyna działać w lokalnej organizacji pozarządowej. Zbiera ważne doświadczenia. Razem z koleżanką realizuje projekt Girls Can!: – Stworzyłyśmy projekt dwutygodniowych intensywnych warsztatów dla dziewczynek. Zastanawiałyśmy się, co możemy realnie zrobić, żeby pokazać im, że ich postawa, chęć uczenia się nowych rzeczy może mieć przełożenie na rzeczywistość – tłumaczy Marta. – Rowery. Rowery pomogły we wszystkim. To chłopcy jeździli na rowerach, byli bardziej mobilni. Dziewczynki nie potrafiły, były przywiązane do miejsca; kiedy nauczyły się sprawnie poruszać na rowerze, uwierzyły, że mogą robić też wiele innych rzeczy. Takich, które do tej pory uważały za nieosiągalne, niedostępne.

Pracuje z pierwszym pokoleniem, które pójdzie do szkoły, nauczy się pisać i czytać. Z pierwszym pokoleniem, które ma szansę, żyć trochę inaczej: – W tym, co robię bardzo ważne jest to, że pomagamy innym w budowaniu własnej wartości. Dajemy im poczucie, że mogą zrobić coś, co do tej pory wydawało się niemożliwe. Przekroczyć własne ograniczenia, po to, żeby w chwilę później zmierzyć się z zewnętrznymi przeciwnościami – wyjaśnia animatorka. Indie odwiedzi jeszcze dwa razy.

Młodzi o młodych, dla młodych

– Razem można osiągnąć więcej – twierdzi Marta i w 2004 roku z grupą znajomych zakłada stowarzyszenie Mierz Wysoko. Wierzy w młodych ludzi, w ich możliwości i siłę. Chce wspierać ich w dążeniach do kształtowania swojego otoczenia. Wspólnie budować silne poczucie własnej wartości i wiary w swoje możliwości. Pokazać im, że warto tworzyć społeczeństwo otwarte, tolerancyjne, globalne; że warto robić coś razem. Stać z boku i przyglądać się? Nie. Rzeczywistość jest po to, żeby ją kreować, a nie po to, żeby się jej poddawać.

W stowarzyszeniu jest dużo pracy, ale i satysfakcji. Mierz Wysoko realizuje m.in. internetowy projekt Akademia Liderów Społecznych: – Pokazujemy młodym ludziom, jak zostać liderem. Internet umożliwia nam dotarcie do najbardziej odległych zakątków Polski. Uczestnikami projektu opiekują się przygotowani do tej roli moderatorzy. Młodzi dostają od nas materiały, wskazówki i niezbędną pomoc. Później sami realizują projekty społeczne w swoich miejscowościach – Marta przybliża założenia Akademii.

Potrzebne negocjacje

Marta ma wiele zainteresowań i chętnie uczy się nowych rzeczy. Wie, że nawet małe wydarzenia; małe decyzje i przypadkowe spotkania mogą znacząco zmienić życie. Dostaje propozycje udziału w warsztatach fotografii otworkowej i postanawia spróbować: – Na warsztaty zaprosiła mnie i grupę naszych znajomych Kamila Tyniec. Siedzieliśmy razem wyklejając pudełka do camery obscury, aż… o tym, co robimy dowiedziały się dzieciaki z okolicy. Ktoś wpuścił je do środka i w jednej chwili zniknęło dosłownie wszystko. Materiały fotograficzne, kartki, długopisy. Nie mieliśmy na czym dłużej pracować – wspomina warszawska aktywistka i dodaje: – Bez materiałów nic nie mogliśmy zrobić. Poszliśmy do dzieciaków i zaczęły się negocjacje. Dzieci na samym początku nie chciały się przyznać, że zabrały nasze rzeczy. Obiecaliśmy im, że jak oddadzą nam wszytko nauczymy je robić zdjęcia. Rzeczy same znalazły się w jakiś cudowny sposób.

Po incydencie pomyślała, że dzieci nie zrobiły tego złośliwie, że chciały po prostu zwrócić na siebie uwagę. Postanawia wrócić na Pragę i przekonać się, czy tak jest naprawdę. Na praską ulicę wraca ze znajomymi. Mieszka po drugiej stronie Wisły i jeszcze nie podejrzewa, że przeprawa na drugi brzeg stanie się dla niej codziennością. Jest maj 2006 roku.  Urząd Miasta st. Warszawy wspiera stowarzyszenie małą dotacją. Marta myśli: – Zrobimy coś dla dzieci na Pradze!

Monocykl, szczudła i  przygoda z jajkiem

Animatorzy jadą na Brzeską. Kto zna Pragę ten wie, co to znaczy jechać w tamtą okolicę. Na turystach to zawsze robi wrażenie: obdrapane mury, stare kamienice, ciemne bramy, a w nich strach wiedzieć co. Na Marcie i jej znajomych akurat to nie robi wrażenia. Wsiadają na swoje monocykle (jednokołowe rowery), ktoś trzyma pod pachą starą walizkę wypchaną po brzegi kolorowymi kredkami, sznurkami, balonami i innymi skarbami.

Po pięciu minutach z zakamarków ulicy: z domów, z podwórek, nie wiadomo skąd przybiegają dzieci. – To trwało dosłownie chwilę. Dzieciaki dosłownie nas otoczyły. Tak to się zaczęło – wspomina Marta.

Monocykl budzi duże zainteresowanie. Wygląda śmiesznie i żadne dziecko nie umie na nim jeździć. Najszybciej nauczy się Dominik – rekordowo, bo w sześć godzin. – Specjalnie przynosimy im, rzeczy, których dotąd nie znały. Uczymy żonglerki, chodzenia na szczudłach, jazdy na monocyklu. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że na samym początku dzieciaki nie dowierzają, że można coś takiego zrobić, że one mogą to zrobić – wyjaśnia Marta. Z takich spotkań i wspólnych zabaw powstaje projekt Społeczny Cyrk Uliczny. Animatorzy nie przejmują się, kiedy po pierwszych warsztatach znika wszytko, co przywieźli w starej walizce. Taka specyfika dzielnicy.

Brzeska 20, czyli dzieci mają swoje miejsce

Kontynuacją pracy z dzieciakami na ulicy jest założenie Klubu Młodzieżowego przy Brzeskiej 20. Nie ma tu zwykłych mebli – wszystko zdobyczne, ktoś przyniósł coś z domu, ktoś inny znalazł na śmietniku. Dzieci zaangażowały się w urządzanie miejsca. Mają tu mini ścianę do wspinaczki, możliwość zabawy z młodymi pedagogami, zapewnioną pomoc przy odrabianiu lekcji.

– W klubie wszystko jest podniszczone. Dzieciakom trudno usiedzieć w miejscu. Wiercą się, kręcą. Są niespokojne. Pamiętam, jak pierwszy raz powiedziałam: ok. poczytam wam 10 minut książkę, a potem możemy robić, co będziecie chcieli. Co to był za bunt, ile namawiania! Ale ostatecznie udało się. Następnym razem mówię: ok. to dziś 15 minut czytania. Któregoś dnia podchodzi do mnie jedna z dziewczynek i sama czyta na głos akapit. Zabrała książkę do domu i przeczytała całą. „Opowieści z Narnii“ – to jest przecież takie grube – pokazuje Marta i cieszy, bo to niezwykłe osiągnięcie.

Klubik powoli wpisuje się w krajobraz ulicy. Dzieci zachęcone przez opiekunów zanoszą pismo do burmistrza z prośbą o postawienie w okolicy znaku „zwolnij“. – Ten napis, co tu jest namalowany, to sami się postaraliśmy – mówi Dominik, który z klubem związany jest od początku – samochody jeździły za szybko, a tu przecież dzieci zawsze na ulicy się bawią. To teraz muszą zwolnić – relacjonuje z dumą. Świetlica stoi zamknięta. Tylko na trochę. Ktoś trzeci raz wybił szybę. Stowarzyszenie nie ma pieniędzy. Trzeba poczekać. Zarobić. – Zadzwonił do mnie jakiś człowiek, przedstawił się jako polityk, zaoferował pomoc. Przestraszyłam się. Nie chciałam mieć nic wspólnego z polityką. Pomyliłam się. Ten człowiek zorganizował dla nas spektakl, a dochód z biletów przeznaczy na Brzeską –  cieszy się streetwalkerka. – Otworzymy się na nowo!

Jutro też tu przyjdę

Marta dla swojego stowarzyszenia zrezygnowała z pracy w Gazecie Wyborczej (dział kampanii społecznych). Nie żałuje. Jej ulubione słowo to „oria“, co w regionie Indii, w którym pracowała znaczy przyjaciel. Lubi ruch, podróże i swoją pracownie ceramiczną. O sobie mówi: – Mam na imię Mierz Wysoko!

Największym wyzwaniem jest dla niej praca z praskimi dzieciakami. – Kiedyś pół naszego zespołu zostało oplute i obrzucone jajkami. W takich momentach ciężko jest się motywować. Nie wiem, jak to się staje, że następnego dnia wracam na Brzeską. Z dwoma tuzinami jajek oczywiście – śmieje się  Marta. – Robimy drużyny i teraz nie ma już negatywnych emocji. Codziennie zdarzają się małe potknięcia, porażki. Ogromnym osiągnięciem jest, jak ktoś rzuci papier na ziemię i poproszony podniesie go – wyznaje.
  – A wcale, że nie! Proszę nie słuchać, ona nie ma żadnych porażek – broni jej Dominik  i dodaje dla równowagi: – Sukcesów też nie! Animatorka i chłopak znają się dobrze. Wiedzą, że wygłupiając się można powiedzieć najważniejsze, najtrudniejsze nawet rzeczy.

 

LOGO

Źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • :) ~tomek 03.12.2008, 02:50 Mocno sciskam kciuki za powodzenie przedsięwzięcia! Kazda inicjatywa działa z wielką mocną na dzieciaki! ODPOWIEDZ
  • Trzeba mierzyć WYSOKO! ~OlaK 27.11.2008, 10:04 Marta,pamiętam Cię chyba ze studiów!!) trzymam kciuki za fundację!! fajnie, że młodzi ludzie z potencjałem angażują się w takie inicjatywy:) Życzę siły do działania... Powodzenia:) ODPOWIEDZ
  • pozdrawiam ~Była praska warszawianka 27.11.2008, 02:39 Myślę, że praca streetwalkerów, jest jedną z bardziej skutecznych. Urodziłam sie i długo mieszkałam na warszawskim Bródnie, poznałam też Pragę zawodowo od strony najbiedniejszych, próbowałam uciec od biedy tych dzielnic wyprowadzajac się do ładnego zielonego miasta na obrzeża Warszawy, tu tez jest sporo biedy i pracy wprost na ulicy. Co to za różnica, czy jest się prażaninem czy kims tam, robicie dobrą robotę i nie dajcie sobie wmówic, że nie macie racji. Gorąco pozdrawiam Iwona ODPOWIEDZ
  • świetne zdjęcia! ~MBor 27.11.2008, 10:21 i dobry tekst. Fajnie, że portal rozwija się dziennikarsko ODPOWIEDZ
  • gdy trace wiarę w ludzi ~jul 26.11.2008, 05:24 Gdy tracę wiarę w ludzi, wszystko staje się bezsensowne. Dziekuję,że ten tekst pozwolił mi ją odzyskać. pozdrawiam PS: mam na zbyciu 4-letni stacjonarny komputer razem z monitorem. Jeśli ośrodek na Brzeskiej jest nim zainteresowany prosze o kontakt. ODPOWIEDZ
  • Praga ~prażanka 26.11.2008, 04:42 Z całym szacunkiem dla bohaterów, ale opisywanie Pragi w ten sposób pokazuje tylko jak bardzo się jej nie rozumie i chyba nie ma za dużych szans na skuteczne działania... mam nadzieję, że to autor malowniczo tworzy wizje, a nie opinie samych działaczy....... ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywizacja zawodowa
  • aktywność lokalna
  • dzieci
  • integracja społeczna
  • miasto
  • młodzież
  • przeciwdziałanie przemocy
  • przeciwdziałanie ubóstwu