Przejdź do treści głównej

Warszawskie Forum Dialogu Społecznego: Maria Pokój

autor(ka): Darek Mól (ngo.pl)
2008-11-07, 16:35
archiwalne
fot. Darek Mól
Maria Pokój od wielu lat pracuje z osobami wykluczonymi społecznie. W Forum Dialogu Społecznego reprezentuje Komisję Dialogu Społecznego ds. Pomocy Najuboższym.
Maria Pokój
związana ze Stowarzyszeniem „Otwarte Drzwi
przedstawicielka Komisji Dialogu Społecznego ds. Pomocy Najuboższym w Forum Dialogu Społecznego
 
Czym się zajmuje?
Udziela porad psychologicznych osobom, które przychodzą po pomoc do Stowarzyszenia „Otwarte Drzwi”, działającego głównie na Pradze Północ, a także Pradze Południe, Targówku, Bródnie, a nawet na Woli czy w Śródmieściu. Ludzie często zgłaszają się z jednym problemem, a w trakcie rozmowy okazuje się, że to, z czym przyszli, jest dopiero wierzchołkiem góry lodowej, z którą należy się zmierzyć. Nie jest to więc typowa praca psychologa prowadzącego terapię w zaciszu gabinetu. Zazwyczaj podopiecznego trzeba wesprzeć i wspomóc w różnych sprawach – np. pomóc w napisaniu pisma do urzędu, objaśnić jak załatwić sprawę w określonej instytucji, przyjść do sądu w charakterze osoby zaufania.
W tym roku zakończył się prowadzony przez Stowarzyszenie „Otwarte Drzwi” program: „Powrót” dla osób długotrwale bezrobotnych. Wielu jego uczestników miało bardzo trudną i pełną powikłań sytuację życiową. Jak dotąd nie udało się zdobyć funduszy na kontynuację projektu. Tymczasem wiele osób nadal wymaga pomocy i wsparcia, aby wreszcie stanąć w życiu na własnych nogach. Maria Pokój dalej się z nimi spotyka w „Otwartych Drzwiach”.
 
Dlaczego to robi?
– Może to zabrzmi pompatycznie, ale odkąd sięgam pamięcią, zawsze chciałam pomagać innym – mówi Maria Pokój. – Prawdopodobnie jest to także związane z tradycją, którą wyniosłam z domu rodzinnego. Zarówno moja najbliższa rodzina, jak i dalsi krewni prowadzili tzw. „domy otwarte”. Bywało u nas wielu krewnych, przyjaciół i znajomych. W trudnych sytuacjach osobistych i dziejowych wszyscy mogli liczyć na siebie nawzajem. Sama w lepszych okresach życia pomagałam innym, a kiedy sama znalazłam się w potrzebie – doświadczyłam pomocy i wsparcia bliskich. Można powiedzieć, że prospołeczne postawy obserwowałam od najwcześniejszego dzieciństwa – dodaje.
Podobnie było z wyborem zawodu. W liceum Maria zastanawiała się, jakie podjąć studia. Wiadomo było, że będzie to kierunek humanistyczny, zawód, dzięki któremu będzie mogła pomagać ludziom. Wahała się pomiędzy pedagogiką, socjologią i psychologią. Wybrała tę ostatnią.
W latach 90. zetknęła się ze Stowarzyszeniem „Otwarte Drzwi”, które pomaga osobom niepełnosprawnym, bezdomnym, bezrobotnym, samotnym matkom, osobom doświadczającym przemocy – czyli ogólnie ludziom wykluczonym społecznie. Została w nim do dzisiaj. Kilka lat temu przeprowadziła się na Pragę Północ i teraz mieszka niedaleko siedziby Stowarzyszenia.
 
Największy sukces
W trakcie życia przeżywała wiele większych i mniejszych sukcesów zawodowych i rodzinnych, ale ma nadzieję, że ten największy sukces jeszcze jest przed nią.
 
Największa porażka
Porażek też było wiele, lecz pani Maria uważa, że warto o nich mówić tylko w kontekście tego, czego się wskutek nich nauczyła. Niepowodzenia starała się wykorzystywać do wyciągnięcia wniosków na przyszłość i obrócenia „każdego zła na dobre”.
Jako porażkę można traktować sprawę każdej osoby, której nie udało się skutecznie pomóc. Z drugiej strony jednak nie można odpowiadać za czyny innego dorosłego człowieka. Każdy ma własną wolną wolę i każdy sam podejmuje decyzje życiowe. Jeśli odchodzi z programu, bo znów zaczął pić, brać narkotyki albo zrezygnował z przyjęcia pomocy, to tak naprawdę jest to jego decyzja i także jego porażka.
– Na swój sposób przeżywam każdą taką sytuację, bo jeśli pracowałam z kimś przez kilka miesięcy i już się wydawało, że jest na najlepszej drodze, by wyjść na prostą, a potem nagle coś się w nim złamało, to nie może być to dla mnie sprawą obojętną. Nawet jeśli osiągnęłam już pewną rutynę zawodową i potrafię zdobyć się na dystans emocjonalny, to mimo wszystko jakaś przykrość pozostaje – stwierdza Maria Pokój.
 
Najbardziej lubi
Dobrą muzykę, literaturę, teatr, film, taniec. Bardzo ceni sobie spokój i regularny tryb życia. Lubi pozostawać w zgodzie i harmonii z samą sobą i z otoczeniem oraz mieć nadzieję, gdyż jest optymistką. W życiu wszystko powinno do siebie pasować, przystawać, być kontynuacją.
 
Marzenie na przyszłość
Chciałaby przeprowadzić kapitalny remont swojego mieszkania w zabytkowej kamienicy na Pradze Północ. Niestety wciąż brakuje na to funduszy. Mieszkanie jest przestronne i słoneczne, więc można by z niego zrobić wygodny, elegancki apartament. Wtedy mogłaby otworzyć go dla gości.
– Marzę o tym, aby znów prowadzić dom otwarty, a nawet stworzyć coś w rodzaju dawnego salonu muzyczno-literacko-poetyckiego, czyli miejsca, do którego przychodziliby wszyscy ci, którzy chcieliby się ze sobą spotkać, pomuzykować, porozmawiać, wymienić poglądy. Ale najpierw trzeba doprowadzić mieszkanie do odpowiedniego stanu – mówi Maria Pokój.
 
Maria Pokój
Urodziła się i wychowała w Krakowie. Studiowała psychologię na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po studiach zajęła się psychologią pracy m.in. w Instytucie Ekonomiki Przemysłu Chemicznego w Warszawie. Jako „kobieta pracująca” trafiła na kierownicze stanowisko do firmy polonijnej, pracowała w przemyśle spożywczym, w szkole, w pomocy społecznej (Departament Pomocy Społecznej MPiPS), by wreszcie trafić do organizacji pozarządowych. Jest mocno zaangażowana w prace Polskiego Towarzystwie Psychologicznego. Członkini Głównej Komisji Rewizyjnej PTP. Pełni też funkcję ławniczki Sądu Okręgowego w Warszawie.
Źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 5

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Pani Maria Nie-Pokój ~Aleksandra 26.03.2012, 01:25 Znam Panią Marię osobiście. Pięknie napisany tekst, szkoda, że nie do końca oddaje bogatej osobowości tej Pani. To prawda, że głównym sensem jej życia jest pomaganie innym, ale pomoc rozumie bardzo po swojemu. Dzięki temu, że pomaga może czuć się lepsza (i to byłoby ok) ale ona czuje się lepsza od osób, którym pomaga. Zabiera im podmiotowość i staje się ekspertem od ich życia. Ekspertem, który niestety nie ma ku temu odpowiednich kompetencji. Nie zezwala na własną opinię, manipuluje, usuwa pracowników, którzy myślą w inny sposób niż ona i którzy nie chcą się jej podporządkować. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • integracja społeczna
  • polityka społeczna
  • przeciwdziałanie ubóstwu