Przejdź do treści głównej

Robert Buciak. W obronie pieszych

autor(ka): Jędrzej Dudkiewicz dla warszawa.ngo.pl
2018-07-20, 04:00
Robert Buciak
– Mówiąc wprost, zarzynamy się po godzinach pracy. Robimy zdecydowanie za mało w stosunku do tego, jak duże są potrzeby – mówi Robert Buciak ze Stowarzyszenia Zielone Mazowsze, przewodniczący BKDS ds. Transportu

Zapytany o swoje początki w III sektorze, Robert Buciak bez trudu jest w stanie podać nie tylko datę, ale i dokładną godzinę. 18 grudnia 2013 roku, o 16:30, tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia, na przejściu dla pieszych przy szkole podstawowej nr 157 zginął pracujący tam nauczyciel. Wówczas było to bardzo niebezpieczne miejsce, ale mimo ograniczenia prędkości do 40 km/h, kierowca samochodu, który przejechał nauczyciela, pędził 67 km/h.

Tragedia impulsem do działania

– Mocno mnie to poruszyło. Mogłem zginąć ja, moja żona lub córka, albo ktoś z moich znajomych. Uznałem, że tak dalej być nie może, trzeba coś zmienić – wspomina Robert Buciak.

Był to akurat moment, gdy w Warszawie pojawił się budżet partycypacyjny, a ponieważ Robert zamiast narzekać woli działać, postanowił zgłosić trzy projekty na remonty chodników w dzielnicy Mokotów. Dostrzegło to Stowarzyszenie Zielone Mazowsze, które zbierało najciekawsze projekty, mające na uwadze dobro pieszych, rowerzystów i zieleni, by je wspólnie promować. Robert Buciak zaangażował się w tę akcję, a ponieważ Stowarzyszenie nie miało w swoich szeregach nikogo z Mokotowa, zaproponowano mu dołączenie do organizacji.

W ten sposób Robert Buciak zaczął działać w Zielonym Mazowszu, gdzie – poza tym, że od niedawna jest członkiem zarządu – zajmuje się głównie sprawami pieszych, wypadkami drogowymi, trochę kwestiami związanymi z rowerami i zielenią. Dalej też składa projekty do budżetu partycypacyjnego, z których aż siedemnaście wygrało w głosowaniach mieszkańców. Uważa to zresztą – niebezpodstawnie – za jeden ze swoich sukcesów. Udało się w ten sposób między innymi poprawić bezpieczeństwo przejść dla pieszych na ul. Kazimierzowskiej, przy której znajduje się wspomniana szkoła podstawowa.

Jego kompetencje są bardzo cenione w Stowarzyszeniu.

– Robert jest na pewno jednym z bardziej zaangażowanych członków Zielonego Mazowsza. Ma tyle energii, że nie zawsze – niestety – znajdujemy dość mocy przerobowej, żeby zrealizować wszystkie jego pomysły. Ale dzięki niemu nie wytracamy impetu – mówi Maciej Sulmicki, prezes Stowarzyszenia Zielone Mazowsze.

Maksimum wysiłku vs niesprzyjające okoliczności

Na życie Robert Buciak zarabia pracując w Głównym Urzędzie Statystycznym, w Departamencie Badań Przestrzennych i Środowiska. Zajmuje się m.in. współpracą między GUS i Ministerstwem Inwestycji i Rozwoju oraz tworzeniem systemów monitorowania, czyli tym, jak władze powinny pokazywać dane publiczne, by były one przydatne odbiorcom.

W działania Zielonego Mazowsza angażuje się społecznie. Nie jest zresztą wyjątkiem. Jak sam przyznaje, w organizacjach pozarządowych, które zajmują się zrównoważonym transportem w zasadzie nikt nie pobiera wynagrodzenia za swoją pracę. Uznaje to zresztą za największy problem sektora, w którym działa. Urząd m.st. Warszawy raz, ewentualnie dwa razy w roku przekazuje organizacjom środki w konkursach. Jednocześnie transport jest bardzo ważny, kwestie z nim związane stanowią jedną trzecią budżetu stolicy.

– Na transport przeznacza się ogromne pieniądze, a NGO nie mają środków, by móc monitorować to, co robią władze publiczne. Potrzebne jest nam finansowanie, bo – mówiąc brutalnie – zarzynamy się po godzinach pracy. Robimy zdecydowanie za mało w stosunku do tego, jak duże są potrzeby – mówi Robert Buciak.

Brak gratyfikacji finansowej, to jedno. Często jednak – jak przyznaje Buciak – nie można liczyć nawet na uśmiech czy dobre słowo. Nie raz i nie dwa słyszał lub czytał w Internecie pod swoim adresem komentarze, w których nazywany był terrorystą, fanatykiem i wariatem. By zajmować się problemami transportu w mieście, trzeba mieć grubą skórę. Robert Buciak przeżył już swoje i nie przejmuje się tym, co myślą o nim inni. Wie, że troska o bezpieczeństwo pieszych jest ważna. Podejmując działania, dąży do wizji „zero”: nikt nie ginie na drogach.

Mimo problemów, widzi także dobre strony III sektora.

– Fajna jest możliwość kontaktu z ludźmi, którzy mają dużo energii i samozaparcia do zmieniania świata na lepsze. Poświęcają swój czas na sprawy publiczne, by wszystkim żyło się lepiej. Jest to tym cenniejsze, że bardzo nam tego w Polsce brakuje – opowiada.

Konsultacje w BKDS

Od stycznia 2018 r. Robert Buciak jest przewodniczącym Branżowej Komisji Dialogu Społecznego ds. Transportu, działającej przy Biurze Koordynacji Inwestycji i Remontów w Pasie Drogowym. Do udziału w pracach komisji zachęcił go kolega, który wcześniej się w nie angażował, ale gdy został prezesem Stowarzyszenia Zielone Mazowsze uznał, że nie znajdzie czasu, aby samemu podołać wszystkim obowiązkom. Na swoje miejsce zarekomendował właśnie Roberta.

Robert Buciak dba, by BKDS działał prężnie. Od początku roku komisja zajmowała się m.in. systemem parkowania w mieście (wysokością opłat, zasięgiem strefy płatnego parkowania, budową parkingów, etc.) i koncepcją budowy linii tramwajowej od Dworca Południowego do Ronda Unii Europejskiej. Na spotkania przychodzi zwykle około dziesięciu osób, które dyskutują o projektach prezentowanych przez Biura, jednostki administracji publicznej (jak Zarząd Dróg Miejskich) lub firmy, które wygrały przetargi. W rezultacie tych rozmów BKDS często prosi o wniesienie poprawek, by efekt końcowy był bezpieczny, wygodny i przyjazny dla ludzi. Ostatnio rozmawiano o zagospodarowaniu ulicy Górczewskiej po tym, jak zakończy się tam budowa metra.

Jak przyznaje Robert Buciak, współpraca z administracją samorządową układa się bardzo różnie i zależy od nastawienia ludzi. Do tej pory na kontakty z Biurem Koordynacji Inwestycji i Remontów w Pasie Drogowym nie można było narzekać, ale wkrótce BKDS będzie podlegać pod Biuro Polityki Mobilności i Transportu, trzeba więc będzie na nowo ułożyć relacje.

Bardzo otwarte na współpracę są Zarząd Zieleni i Tramwaje Warszawskie, z Zarządem Dróg Miejskich bywa różnie. Najtrudniej natomiast jest porozumieć się z Zarządem Miejskich Inwestycji Drogowych (ZMID).

Zdaniem Buciaka – trudne relacje ze ZMID wynikają z tego, że instytucje miejskie nie zawsze rozumieją, co jest dobre dla wspólnoty i w jaki sposób funkcjonują organizacje pozarządowe. Z drugiej strony – mieszkańcy też często nie wiedzą, jak działa samorząd i jego jednostki.

Walka o zmianę prawa

Zaangażowanie w prace warszawskich ciał dialogu społecznego jest ważne, ale dla Roberta Buciaka nadal bardzo istotna pozostaje walka o konkretne sprawy i zmiany w prawie.

Do swoich sukcesów może zaliczyć np. dostosowanie połączenia ulic Puławskiej, Rzymowskiego i Dolinki Służewieckiej do potrzeb ruchu pieszego i rowerowego. Okoliczni mieszkańcy walczyli o to od dziesięciu lat. Rowerem nie dało się tamtędy przejechać, przejścia podziemne były niewygodne i niedostępne dla osób z niepełnosprawnościami. Mimo nacisków mieszkańców (w tym Roberta Buciaka) burmistrz Mokotowa nie chciał zgodzić się na zbudowanie przejść pod Puławską zgodnie z planem miejscowym. Obywatele zagrozili skierowaniem sprawy do prokuratury. Wsparł ich Zarząd Dróg Miejskich. Obecnie budowa przejść podziemnych jest już na ukończeniu. Jak mówi Robert Buciak, historia ta pokazuje, że da się wygrać nawet z burmistrzem, trzeba tylko znaleźć odpowiedni argument i sojuszników. Ci ostatni doceniają energię i zaangażowanie Roberta.

– Pan Robert jest człowiekiem instytucją. Ma niesamowitą wiedzę o przepisach prawa i egzekwowaniu ich, wie, jak skutecznie naciskać najróżniejsze instytucje w kwestiach praw pieszych, ale i związanych z ekologią – mówi Ludmiła Janion z Pieszej Masy Krytycznej. Robert Buciak organizował w Warszawie jej pierwszą edycję.

Jego determinacja doprowadziła także do uruchomienia miejskiego programu dotyczącego parkowania na trawnikach, który właśnie rusza w Warszawie. Buciaka zdenerwowały auta parkujące pośrodku Pola Mokotowskiego. Nie godząc się na zastaną rzeczywistość, doprowadził do szeregu spotkań i rozmów, w wyniku których Urząd Miasta uznał, że też chce rozwiązać ten problem.

Robert Buciak nie ogranicza się jednak tylko do spraw lojalnych. Chce także wprowadzić zmiany w prawie krajowym. Po pierwsze, chciałby wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa pieszych na przejściach dla pieszych. Po drugie, zwiększenia minimalnej szerokości chodników z 1.5 na 2 metry, tak jak to jest w Niemczech. W Warszawie częściowo udało się wprowadzić takie rozwiązanie, ponieważ w miejskich standardach projektowania i wykonywania infrastruktury dla pieszych zapisano minimalną szerokość 1.8 metra. Po trzecie w końcu, chce zakazu parkowania na chodnikach.

– Zezwolono na to w stanie wojennym. Kierowcy się rozbestwili i nie parkują już tylko przy krawędzi jezdni, ale często zwyczajnie jeżdżą po chodnikach. Co roku w Polsce ginie około dwudziestu osób zabijanych właśnie w takich sytuacjach – tłumaczy Buciak.

Być może wkrótce będzie mu łatwiej walczyć o te sprawy, ponieważ po pierwszej Pieszej Masie Krytycznej, której był jednym z organizatorów w Warszawie (w tym roku była już druga edycja), ludzie z całej Polski uznali, że czas zacząć działać na większą skalę. Na początku czerwca 2018 roku, podczas konferencji City Matters w Warszawie, powołano Ogólnopolską Federację Piesza Polska. Jej prezesem został Robert Buciak.

 

Robert Buciak – rocznik 1982, wychował się na blokowisku w Szczecinie, w liceum Laureat Olimpiad Filozoficznej, Geograficznej i Nautologicznej. Przyjechał do Warszawy na studia, ukończył Międzywydziałowe Indywidualne Studia Matematyczno-Przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Nałogowy czytelnik literatury faktu i popularnonaukowej. Regularnie odbywa wędrówki i wyprawy rowerowe. Żyje bez telewizora i samochodu. Abstynent i wegetarianin.

 


Poznaj ludzi sektora pozarządowego, dowiedz się, kto jest kim w NGO. Odwiedź serwis ludziesektora.ngo.pl.


Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo



Źródło: inf. własna [warszawa.ngo.pl]
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 6 4

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Miasto dla ludzi, nie dla samochodów. Miasto do życia, nie do samochodowania. ~szerokiego chodnika 23.07.2018, 12:41 Hejterzy ludzi takich jak Buciak są zainteresowani jednym - parkowaniem swojego prywatnego auta w stylu dowolnym, gdzie się da i nie da, legalnie czy nielegalnie, i koniecznie za darmo, "bo się należy" (serio? na jakiej podstawie?) Tego ich nauczyły lata prosamochodowej polityki miasta, lata bezkarności w łamaniu przepisów i lata zagarniania miejskiej przestrzeni metodą faktów dokonanych, "poprzez zasiedzenie". Stąd kuriozalne pokrzykiwania o "zabieraniu miejsc parkingowych" na dziesiątkach chodników, skrzyżowań i w najbliższym sąsiedztwie przejść dla pieszych, gdzie NIGDY. NIE. BYŁO. LEGALNYCH. miejsc parkingowych. Trudno nawet twierdzić, że zmotoryzowani hejterzy reprezentują kierowców, bo każdy z nich reprezentuje wyłącznie siebie, a raczej własne auto. Widać to choćby po typowym toczeniu piany, że jakieś "obce samochody" zajmują "ich" lokalne miejsca. Przykłady? Kuriozalny medialny występ pewnej bardzo mocno starszej pani, oburzonej, że Saska Kępa zamieniła się w parking dla "obcych", bo ona z mężem - zakładam, że równie leciwym - mają, uwaga, dwa samochody, i jak odjeżdżają jednym, to drugi pilnuje miejsca. Inny przykład: "Nie po to sobie kupiłam dom pod laskiem, żeby mi teraz tamtędy puścić objazd na czas przebudowy równoległej ulicy, bo JA chcę mieć ciszę, spokój i swobodę parkowania pod domem MOJEGO auta", perorowała pani, która na konsultacjach społecznych przedstawiła się jako urzędniczka. Mogła zaiste odetchnąć z ulgą, gdyż projekt przebudowy ulicy i uczynienia jej bezpieczną dla pieszych i pasażerów tramwajów został storpedowany przez samochodowe lobby, zainteresowane wyłącznie szybkim tranzytem przez dzielnicę mieszkalną, furda tam ludzie, którzy wysiadają z tramwaju wprost na jezdnię i mają śmierć w oczach nigdy nie wiedząc, czy trafią na człowieka, czy na wariata za kółkiem. Tak jakby ci wszyscy państwo broniący interesów własnych aut nie widzieli i nie czuli, że gdy oni wsiadają i jadą, to też KOMUŚ smrodzą, hałasują, trują i zajmują metry kwadratowe - CUDZE. Tak jakby ci wszyscy państwo nie pojmowali, że nie da się bez ograniczeń kupować i wprowadzać do miasta kolejnych aut, bo miasto nie jest z gumy i gdzieś jest kres. Tylko nikt z tych państwa nie zamierza rezygnować, wręcz przeciwnie - samochodowy obłęd trwa. Najpierw się auto kupi, potem może kolejne, czemu nie, a może jestem kolekcjonerem, to w zasadzie i następne - a miejsce ma się znaleźć. Otóż NIE. NIE "należy się". Proszę państwa, samochodoza to stan umysłu. A tymczasem to miasto ma być miejscem do życia, do snu, do odpoczynku, do spokoju we własnym domu, do chodzenia, do bezpiecznego spacerowania, do zabawy - do bardzo, bardzo wielu rzeczy innych niż jeżdżenie samochodem i parkowanie samochodu. Oddajcie nam miasto ukradzione przez auta! ODPOWIEDZ
  • Warszawa się zmienia ~Piesza warszawianka 20.07.2018, 05:05 Poniżej zaczyna się mały hejcik. Jestem ciekawa jak wiele zrobili Ci ludzie dla poprawy jakości życia i bezpieczeństwa w mieście? Dobrze, że jest ktoś komu się chce działać społecznie (czytajcie- za darmo) i bez politycznych interesów. Za to w interesie wszystkich warszawiaków i przyszłych pokoleń. Wasze dzieci i wnuki będą wdzięczne Buciakowi. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Świetnie ~Marcin 20.07.2018, 12:06 Super, że ktoś społecznie zajmuje się tym, żeby miasto nie było całe z betonu, ale żeby było też dla ludzi. ODPOWIEDZ
  • WTF ~Zdzisław K 20.07.2018, 10:26 Pan Buciak nie ma mandatu społecznego żadnego. A kreuje się na nie wiadomo kogo. To że są na niego ataki wynika nie z tego, że jest społecznikiem, tylko, że jego pomysły polaryzują mieszkańców. Że są przepychaniem tylko jego wizji. Z innymi osobami nawet nie dyskutuje. Dlatego ataki bada częstsze i bardziej zdecydowane, dopóki pan B nie zrozumie, że Warszawa nie jest jego prywatną własnością. ODPOWIEDZ
  • zaciekawiony jestem ~moderujeciecenzurujecie 20.07.2018, 10:13 A jakie ma wykształcenie branżowe pan Robert? Skoro w tylu komisjach zasiada i mieni się ekspertem od bezpieczeństwa ? ODPOWIEDZ
  • Terrorysta - aktywista? ~WARSZAW 20.07.2018, 10:02 Tak. pan buciak jest aktywistą. Ale jego projekty sa w głównej mierze spowodowane wręćz chorą nienawiścią do posiadaczy aut. Zamiast proponować rozwiązania tego problemu, usiłuje na silę samochody z miasta wyrzucić. temu człowiekowi przeszkadzają nawet samochody prawidłowo zaparkowane. Pan Robert się zarzyna i chciałby za to pensję? Wobec sprzeciwu mieszkańców co do jego projektów /które wygrały nikczemnie małą ilością głosów - głównie kolegów z ZM/ ani ni epowinien mieć pensji ani możliwości składania jakichkolwiek projektów. Pan RB nie negocjuje. Wystarczy zobaczyć jego roszczeniowa postawę - "JA chcę". Mimo, ze mieszkańcy nie chcą - on na siłę będzie realizował. Dość takiej patologicznej sytuacji. Doś takiej personie ze Szczecina urządzajacej Warszawe. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • dialog społeczny, społeczeństwo obywatelskie
  • ekologia, środowisko
  • komunikacja, transport
  • miasto
  • partycypacja
  • rzecznictwo, lobbing
  • wspólnoty i społeczności lokalne
  • współpraca z administracją
  • zrównoważony rozwój