Przejdź do treści głównej

Łukasz Balcer. Z miłości do zwierząt

autor(ka): Rafał Gębura, warszawa.ngo.pl
2017-02-10, 07:00
archiwalne
Łukasz Balcer, foto: Rafał Gębura.
Będąc prezesem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce i dyrektorem schroniska w podwarszawskim Celestynowie, Łukasz Balcer każdego dnia walczy o lepszy los zwierząt. Kiedyś o mało co nie oberwał za to siekierą.

Będąc nastolatkiem przeczytał w gazecie, że suwalski oddział TOZ potrzebuje pomocy. Nie potrafił przejść wobec tej informacji obojętnie. Dorabiał jako pomoc w antykwariacie, miał trochę oszczędności, przelał je więc na konto organizacji. Dziś już nie ma pewności, jaka to była kwota, ale pamięta, że duża. – Zadzwonili ze schroniska i zapytali, czy to nie pomyłka, a potem zaprosili na spotkanie – wspomina Łukasz Balcer. Poszedł na jedno zebranie, później na kolejne. Zanim się zorientował, był już mocno zaangażowany w sprawy porzuconych zwierząt. – Zwerbowali mnie – uśmiecha się.

Na interwencji

Gdy skończył 18 lat, został oficjalnym członkiem suwalskiego oddziału organizacji. Zdał też egzamin na inspektora TOZ, co oznaczało możliwość wyjeżdżania na interwencje. – Bycie inspektorem to ciężka, nieprzyjemna, a czasem i niebezpieczna praca – przyznaje Balcer. Podczas jednej z interwencji właściciel psa, przywiązanego łańcuchem do ściany, rzucał w niego kamieniami i siekierą. Innym razem został opluty. Wyzwiska i groźby są na porządku dziennym.

Ale nie to jest w tej pracy najgorsze. Więc co? – Cierpienie zwierząt, które obserwuję – mówi Łukasz Balcer. – Ludzie sprowadzają swoje psy do roli dzwonka. Trzymają je na krótkich łańcuchach i oczekują, że będą szczekać, kiedy ktoś podejdzie do furtki – dodaje. Kiedyś trafił na psa z kolczatką wrośniętą w skórę. Właściciel włożył mu ją na kark, kiedy był jeszcze szczeniakiem. Pies rósł, a obroża wbijała się w szyję. – Ciało gniło, rana paprała się latami. Jedna wielka masakra! – oburza się.

Interwencje bywają różne. – Właściciel jednorodzinnego domu założył na swojej działce fermę norek. Zabijał je i zarabiał na skórach – opowiada Balcer. Norki były trzymane w ciasnych klatkach. Część była pokaleczona, część martwa. W powietrzu unosił się nieznośny odór, wokół domu latały muchy. W pobliżu były też nabite na pale kruki, które miały odstraszać inne ptactwo żywiące się padliną – wspomina.

Najczęstsza przyczyna interwencji to jednak psy trzymane na za krótkim łańcuchu. Inspektorzy TOZ starają się wychodzić temu naprzeciw: rozdają właścicielom psów specjalistyczne linki i namawiają ich, żeby zrezygnowali z ciężkiego łańcucha. – Linki są długie, lekkie i mają mechanizm amortyzujący, który chroni psi kręgosłup przed urazami – wyjaśnia Łukasz Balcer. – Rozdajemy też nieprzemakalne obroże, które nie nasiąkają wodą i nie przymarzają – dodaje.

Od wolontariusza do prezesa

Gdy został studentem prawa, członkowie oddziału wydelegowali go na krajowy zjazd w Sopocie, gdzie wybierano nowy zarząd organizacji. Balcer spodobał się paru działaczom, zaproponowali jego kandydaturę. Ostatecznie został członkiem zarządu TOZ. Czternaście lat później: prezesem organizacji.

Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce to najstarsza polska organizacja ratująca zwierzęta. – Trudno uwierzyć, że dwa lata temu obchodziliśmy 150-lecie istnienia – mówi Łukasz Balcer. Organizacja liczy 80 lokalnych oddziałów i 17 schronisk (trzy z nich prowadzone są bezpośrednio przez krajowy zarząd). Utrzymują się ze składek członkowskich (5 zł miesięcznie), darowizn i 1 proc. podatku. Część lokalnych oddziałów otrzymuje również dotacje.

W 2014 roku Łukasz Balcer wygrał konkurs na kierownika schroniska w podwarszawskim Celestynowie. Od tego czasu łączy funkcję dyrektora schroniska i prezesa zarządu organizacji. Tę drugą od początku sprawuje społecznie.

Rewolucja w schronisku

Przejął placówkę w kiepskim stanie. Budynek główny nie miał ogrzewania, był zawilgocony, nie było wody ani kanalizacji. – Zrobiliśmy gruntowny remont, łącznie z podwyższeniem stropów. Wyremontowaliśmy gabinet weterynaryjny i salę operacyjną. Wybudowaliśmy ekologiczną oczyszczalnię ścieków i nowe boksy – opowiada Balcer. Pieniądze pozyskali głównie od ludzi. Dołożyły się firmy i zarząd główny organizacji, któremu podlega schronisko w Celestynowie.

– Jestem pod wrażeniem tego, czego dokonał. Schronisko było w zapaści, a on wyprowadził je na prostą – mówi Piotr Jaworski, Krajowy Inspektor Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce. Zapewnia, że dziś to jedna z najlepszych placówek w kraju.

Łukasz Balcer zrewolucjonizował też pracę wolontariuszy. – Gdy przyszedłem, byli wolnymi elektronami. Przychodzili, kiedy chcieli, i robili, co chcieli – mówi. – Zdarzało się, że wolontariusz, który zabrał psa na spacer, wracał z nim dopiero po kilku tygodniach – opowiada. Nie było wyjścia, trzeba było zaprowadzić porządek: podpisać umowy o wolontariat, wprowadzić regulamin, wydrukować identyfikatory. A później edukować: że bezmyślne dokarmianie psa może mu zaszkodzić (niektóre zwierzęta są na specjalistycznej diecie) i że nie wszystkie psy można wyprowadzić na spacer (mogą mieć chorobę zakaźną i być na kwarantannie).

Nie wszyscy wolontariusze patrzyli na zmiany z aprobatą. Ludzie się obrażali, robili awantury, trzaskali furtką. Na szczęście, nie wszyscy. W zeszłym roku ze schroniskiem w Celestynowie współpracowało 524 wolontariuszy! To oni dzień w dzień szukają zwierzętom nowych domów, do tego raz w tygodniu wyprowadzają je na spacer.

Praca w schronisku nie należy do najłatwiejszych. – Ludzie potrafią przywieźć szczeniaka pod bramę i wyrzucić go przez okno samochodu tak, że psiak łamie sobie łapę – opowiada Łukasz Balcer. Niedawno trafił do nich pies nafaszerowany 50 kulami śrutu. – Udało nam się go uratować, trafił do nowej rodziny. Kilka dni temu wolontariuszka znalazła pod sklepem psa z wypływającym okiem i połamaną szczęką. Oko niestety musieliśmy usunąć, ale szczękę udało się poskładać. Psiak żyje i cały czas czeka na adopcję – zaznacza.

Na najwyższych obrotach

Rzadko bywa poza pracą, bo zawsze jest coś do zrobienia. Odbiera komórkę nawet o północy. Kiedy jedzie na kilkudniowe wakacje poza miasto, zahacza o pobliski oddział organizacji albo schronisko.

– Taki charakter. Jak coś sobie postanowi, to na pewno to zrobi. Nawet gdyby miał nie spać – śmieje się Władysława Masny ze schroniska. – Dużo od siebie wymaga, ale od pracowników również – mówi. – Mimo to, nie narzekam, bo efekty widać gołym okiem. Ludzie, którzy odwiedzają schronisko, mówią, że zmieniło się nie do poznania – dodaje. Lubi Balcera za zaangażowanie i rozbrajający uśmiech.

– Jest oddany sprawie jak nikt inny – potwierdza Piotr Jaworski. – Działa na najwyższych obrotach od rana do nocy – mówi. Czasem tylko trochę się o niego martwi, bo nie wiadomo, jak długo tak wytrzyma.

Wegetarianin, weganin, maratończyk

Od kilkunastu lat nie je mięsa. – Przez ten czas ocaliłem już co najmniej parę istnień – mówi Łukasz Balcer. Kilka lat temu, właśnie z uwagi na cierpienie zwierząt, został również weganinem. Nie tyka mleka, serów ani jaj. – Nie są mi do niczego potrzebne – zapewnia. I ciężko mu nie wierzyć: kipi energią.

Uwielbia podróże i antyki. – Jestem posiadaczem prawdopodobnie największej w Polsce kolekcji bezmianów. To rzymskie wagi, na których ważono płody rolne i zboże – opowiada Balcer. Ma ich już prawie setkę. Najcenniejszy eksponat przywiózł z Indii, jest wykonany z brązu i hebanu. Miał też imponującą kolekcję numizmatów, ale sprzedał na cele charytatywne.

Jest także maratończykiem. Ma na koncie kilka startów w biegach ulicznych. Najlepszy czas? – To nieważne. Biegam dla przyjemności, nie dla wyników – mówi.
 

Łukasz Balcer – absolwent prawa, od 1999 roku członek i inspektor TOZ, od grudnia 2014 roku prezes organizacji. W kwietniu 2014 roku został dyrektorem schroniska w podwarszawskim Celestynowie. Miłośnik i obrońca praw zwierząt, podróżnik, weganin i maratończyk.


Poznaj ludzi sektora pozarządowego, dowiedz się, kto jest kim w NGO. Odwiedź serwis ludziesektora.ngo.pl.


Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo



Źródło: Inf. własna [warszawa.ngo.pl]
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 15 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Adopcja ~Rodzice adopcyjni 15.03.2018, 10:53 Szanowny Panie Dyrektorze, Jesteśmy rodzicami adopcyjnymi od kilkunastu lat. Mamy wspaniałą Córkę. Bardzo lubimy zwierzęta, mamy obecnie ukochanego psa Aleksa. Pragniemy zwrócić uwagę wszystkich Państwa, którzy opiekują się bezdomnymi zwierzętami oraz szukają dla nich kochających opiekunów na bardzo ważną sprawę dotyczącą nagminnego używania słowa "adopcja". Adopcja oznacza przyjęcie dziecka do rodziny w bardzo ważnej i długiej procedurze, ze wszelkimi konsekwencjami prawnymi i społecznymi tego WYDARZENIA. Poprzedzona jest szkoleniami i licznymi spotkaniami ze specjalistami, których zadaniem jest należyta ocena i przygotowanie przyszłych rodziców adopcyjnych. Ostatnio stale się słyszy o "adopcji" pieska lub kotka. Uważamy, że inicjatywy dotyczące poszukiwania opiekuna dla samotnego zwierzęcia są bardzo potrzebne. Lecz jest to opieka, przygarnięcie, znalezienie domu, a NIE ADOPCJA. Wybieramy sobie pieska, bo taki nam się podoba. Może ma ładny pyszczek, wesołe usposobienie. Lecz nie ma to nic wspólnego z adopcją. Przychodzimy do schroniska i wybieramy a nie adoptujemy. Gdzie zagubiliśmy ludzką wrażliwość na drugiego człowieka? Gdzie nasz szacunek do osób, które z racji trudnej sytuacji społecznej już zostały zranione? Tak łatwo zostało przeniesione słowo "adopcja" na przygarnięcie biednego zwierzęcia.Czy przygarnięcie psa (bo sobie go wybraliśmy) można nazywać adopcją? Co czują ludzie adoptowani, gdy tym samym słowem nagminnie określa się zaopiekowanie zwierzęciem? Dobrze wiemy, co potrafią zrobić właściciele zwierząt, gdy te znudzą się im lub sprawiają zbyt wiele problemów. I to ma być "adopcja"? Zaopiekowanie się zwierzątkiem nie ma nic wspólnego z adopcją! To bardzo ważne!!! Apelujemy do Pana Dyrektora aby zwrócił na to uwagę i aby nie używano w Waszym Schronisku słowa "adopcja" wobec zwierząt. Miejmy Szacunek i Wrażliwość na drugiego Człowieka. Przestańmy ranić ludzi a będziemy lepiej opiekować się zwierzętami. Z poważaniem Rodzice adopcyjni - również miłośnicy zwierząt. ODPOWIEDZ
  • Pytanie do p. Balcera ~Barbara Kuczynska 21.08.2017, 09:26 czy nadal jest pan inspektorem okręgowym na okręg Suwałki?Czy nadal jest pan prezesem TOZ w Polsce? ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • ekologia, środowisko
  • inicjatywy oddolne
  • prawa zwierząt
  • zwierzęta