Przejdź do treści głównej

Aleksandra Smolińska. Dla dzieci wszystko

autor(ka): Karolina Stankiewicz, warszawa.ngo.pl
2016-12-22, 03:00
Aleksandra Smolińska. Foto: Piotr Drużbiak.
– Nie mam czasu do marnowania. Wolę poświęcać go na coś, co przynosi realne efekty – mówi Aleksandra Smolińska, przewodnicząca Komisji Dialogu Społecznego ds. Lokalnych Systemów Wsparcia, prezes Stowarzyszenia Serduszko dla Dzieci oraz młoda mama. Jest uśmiechnięta, spokojna, ale i stanowcza. Od lat działa prospołecznie na rzecz dzieci i młodzieży z warszawskiej Pragi.

Spotykamy się w Centrum Młodych przy ul. Inżynierskiej. Na zewnątrz już mrok, a ciepłe światło wewnątrz przyciąga spojrzenia przechodniów, którzy zaglądają w okna i czytają wywieszony w nich harmonogram planowanych wydarzeń. Miejsce budzi duże zainteresowanie dlatego, że zostało dopiero co otwarte. Czuć jednak, że jest tu, na Pradze, mile widziane. To miejsce to wspólny projekt Urzędu m.st. Warszawy i organizacji pozarządowych. Jest efektem pracy Komisji Dialogu Społecznego ds. Lokalnego Systemu Wsparcia.

Lokalne Systemy Wsparcia – co to takiego?

Lokalne Systemy Wsparcia to działania nakierowane na pomoc rodzinom, a przede wszystkim dzieciom i młodzieży. Ich głównym celem jest wspieranie młodych ludzi w taki sposób, by osiągali lepsze wyniki edukacyjne.

– Lokalne Systemy Wsparcia zostały wprowadzone w 2013 roku – mówi Aleksandra Smolińska. – Biuro Pomocy i Projektów Społecznych ogłosiło konkurs na działania, które doprowadziłyby do zrzeszenia się organizacji działających w sferze pomocy społecznej, by podejść do ich funkcjonowania jak najbardziej kompleksowo. Chodziło o to, by nie było tak, jak do tej pory, że każda NGO pracuje nad swoimi projektami i nie wie za bardzo, co robią inni, ale by był przepływ informacji między nimi – tłumaczy.

Nie oznacza to jednak, że wcześniej organizacje nie kontaktowały się ze sobą. Jednak spotkania były na tyle niewiążące, że trudno było egzekwować zawarte na nich postanowienia. – A co jest wiążące? – pyta Smolińska, po czym sama sobie odpowiada: – Komisja! I stąd pomysł, by ją założyć.

– Początki były trudne, bo nie wszystkim się podobało, że powstaje kolejna komisja, która będzie miała wpływ na politykę społeczną – wspomina Aleksandra Smolińska. – Ale jakoś się wszystko ułożyło i komisje działają teraz prężnie. Nasza rozszerzyła się do około 30 członków. Współpraca z Biurem Pomocy i Projektów Społecznych układa się nam dobrze, dyrektor Tomasz Pactwa bardzo często przychodzi na spotkania i słucha tego, co mamy do powiedzenia, więc mam poczucie, że mamy wpływ na to, co się dzieje. Jesteśmy aktywnie słuchani – dodaje.

Centrum Młodych

Świeżo otwarte Centrum Młodych jest świetnym na to dowodem. To główna siedziba nowatorskiego projektu "Wsparcie na starcie", skierowanego do osób w wieku 16-26 lat. Młodzi ludzie mogą tam przyjść, porozmawiać, wziąć udział w warsztatach, nauczyć się załatwiać sprawy urzędowe czy zarządzać domowym budżetem, lub po prostu skorzystać z Internetu bądź spotkać się ze znajomymi.

– Na jednym ze spotkań padł postulat, by rozszerzyć opiekę nad rodzinami i nad młodymi ludźmi, ponieważ ten wycinek czasu, w którym się nimi w tej chwili opiekujemy, czyli 6-18 lat, to jest z jednej strony dość późno, gdyż 6-latek jest już w bardzo dużym stopniu ukształtowany przez rodzinę, a im wcześniej zacznie się działania, tym ich skuteczność jest wyższa; z drugiej strony, gdy młody człowiek kończy 18 lat, jest to dla niego bardzo trudny okres. To czas wyboru, pewnego kryzysu. A my nie możemy się dalej nim zajmować, ani podtrzymywać tej relacji w takim stopniu, w jakim on tego potrzebuje. Jak nie ma wsparcia ze strony rodzica, ani ze strony wychowawcy, to zostaje sam w takim momencie, w jakim nie powinien zostać – mówi Smolińska o początkach projektu. – Gdy poruszyliśmy ten temat na spotkaniu, okazało się, że BPiPS się z tym zgadza. Ogłosiło dwa konkursy na projekty dla grup w wieku 0-6 i 16-26 lat. Daje mi to poczucie, że nie marnujemy czasu na tych spotkaniach, tylko coś się rzeczywiście dzieje – cieszy się.

Jednak współpraca z urzędami nie zawsze układa się pomyślnie. – Niestety wszystko opiera się na ludziach – mówi Aleksandra Smolińska. – Nie tylko z mojej strony, ale i z drugiej. Jeśli nie ma chęci do współpracy z drugiej strony, przychodzi się tylko po to, by coś odbębnić, to niestety szkoda na to czasu. Ja mam mało czasu do marnowania. Wolę poświęcać go na coś, co przynosi realne efekty – dodaje.

Serduszko Dla Dzieci

A co przynosi realne efekty? Na przykład praca w Stowarzyszeniu Serduszko Dla Dzieci, które Aleksandra Smolińska nazywa swoją macierzą. – Serduszko powstało w 1995 roku, kiedy grupa studentów z Uniwersytetu Warszawskiego pojechała na kolonie z dzieciakami z Pragi. Na taki pomysł wpadł ksiądz Edward z lokalnej parafii – opisuje historię jego powstania. – Okazało się, że był to bardzo dobry pomysł, dzieciaki świetnie spędziły czas i były zmotywowane, by coś dalej robić, więc ksiądz zaoferował przestrzeń, w której można było zacząć z nimi pracować. Na początku spotykali się raz, później dwa, a na koniec pięć razy w tygodniu, bo taka była potrzeba. Przez parę ładnych lat Serduszko działało na Wileńskiej, ale potem, gdy przyszedł nowy proboszcz, zmieniła się wizja i wynajęło dwa lokale – dodaje.

Przygoda Smolińskiej ze stowarzyszeniem trwa już od trzynastu lat. Trafiła tam w 2003 roku, jako studentka pedagogiki, na staż. Początkowo była wolontariuszką do pomocy w biurze, później została zatrudniona. Pracowała jako opiekun na warsztatach organizowanych przez Serduszko, później została wychowawcą, następnie kierownikiem, a od dwóch lat jest prezesem.

Odwaga czy głupota?

Decyzja o przyjęciu stanowiska nie była łatwa. – Była to dla mnie trudna decyzja, bo wiedziałam, z czym to się wiąże i bałam się, że temu nie podołam – mówi o swoich obawach Smolińska. – Ale byłam też jedyną osobą, która wiedziała, w jaki sposób funkcjonuje stowarzyszenie "od zaplecza". Wiedziałam, jak się pisze, prowadzi i rozlicza projekty. Miałam też odwagę – czy może głupotę – żeby się tego podjąć. Gdy odchodził poprzedni prezes, powiedział mi wprost: albo ty to przejmiesz, albo wszystko się posypie. Koleżanki, które wówczas ze mną współpracowały miały dużo dobrych chęci i wiedziały, jak pracować z dziećmi, ale nie chciały dotykać się papierów. Stąd dość naturalnie wyszło, że to ja zostałam prezesem. Kocham Serduszko całym moim sercem, więc gdyby miało ono zakończyć działalność, to byłoby to dla mnie bardzo trudne: jest to w zasadzie całe moje życie zawodowe. Nie wiem, czy to jest zdrowe, ale tak jest – przyznaje.

W sukcesie pomogły pewne zdolności. – Ola jest niesamowicie sprawna organizacyjnie, pamięta o szczegółach, a jednocześnie patrzy na rzeczywistość systemowo, strategicznie – mówi o Smolińskiej Stella Chwedoruk, koordynator Centrum Młodych. – Ma bardzo dobry kontakt z dziećmi i młodzieżą, przychodzi jej to zupełnie naturalnie, bez wysiłku. Dlatego też trudno było jej podjąć decyzję o zostaniu prezesem. – Przykro mi było zostawić pracę z dzieciakami, bo to dla mnie dużo znaczyło i było bardzo satysfakcjonujące – mówi Aleksandra Smolińska. – Niełatwo jest mi wpadać do nich na chwilę, a później gdzieś pędzić dalej. Wszyscy chcą, bym została, ale ja mam już inne sprawy do załatwienia. To mnie bardzo boli, że nie jestem już wychowawcą na 100 procent – smuci się.

Wyzwania

To jednak nie wszystkie minusy bycia prezesem stowarzyszenia. – Trudność w pracy polega też na tym, że jestem mamą – tłumaczy Smolińska. – Mam trzyletniego syna, który ponosi w tym momencie konsekwencje tego, że jestem tak bardzo zaangażowana w to, co robię. Nie jestem z nim tyle czasu, ile bym chciała i ile on by chciał. Jest to dla mnie, jako dla matki, trudne. Ale, z drugiej strony, gdybym zarzuciła to, co robię, byłabym bardzo nieszczęśliwa i dla niego byłoby gorzej, gdyby miał mamę, która jest sfrustrowana i niezadowolona – dodaje.

Trudności pojawiają się też w momencie, gdy przed stowarzyszeniem stają nowe, nierzadko absurdalne wymagania. – Miałam moment kryzysu w pracy, gdy w 2012 roku wchodziła ustawa, która nakładała na placówki wsparcia społecznego nowe wymogi lokalowe – wspomina Aleksandra Smolińska. – To był trudny okres, bo po dziesięciu latach prowadzenia działalności w piwnicy, okazało się, że nie możemy jej dłużej tam prowadzić. Warunki dotyczące takiej placówki są bardziej wyśrubowane niż w stosunku do przedszkoli. Niestety na Pradze remonty lokali są bardzo kosztowne, zwłaszcza, że są one często w opłakanym stanie. Dotacje, które dostajemy my i podobne nam organizacje są marne i, nie oszukujmy się, to, co dostajemy z Wydziału Spraw Społecznych i Zdrowia, to jest 1/3 tego, co wydajemy. Gdyby nie sponsorzy i inne działania, to byśmy się nie utrzymali. Dobrze, że BPiPS to zauważyło i ogłosiło konkursy na remonty, z których skorzystało wiele placówek. Ale to jest kropla w morzu potrzeb – wyjaśnia.

Kryzys został jednak zażegnany, a Aleksandra Smolińska sprawia w tym momencie wrażenie osoby niezłomnej. Połowa sukcesu tkwi w tym, by umieć funkcjonować z tym, co się ma. – W NGO jest tak, że dostosowujemy się do tego, co mamy, do tego, jakie są realia. Jesteśmy elastyczni. I to jest fajne, ale czasem wolałabym nie musieć być elastyczną, tylko móc po prostu pracować – mówi.


Poznaj ludzi sektora pozarządowego, dowiedz się, kto jest kim w NGO. Odwiedź serwis ludziesektora.ngo.pl.


Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo



Źródło: Inf. własna [warszawa.ngo.pl]
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 7 3

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • dialog społeczny, społeczeństwo obywatelskie
  • dzieci
  • inicjatywy oddolne
  • miasto
  • młodzież
  • partnerstwo
  • współpraca z administracją
  • wychowanie