Przejdź do treści głównej

Andrzej Górz: Myślę o sobie w liczbie mnogiej

autor(ka): Dorota Borodaj, warszawa.ngo.pl
2016-12-16, 03:00
Andrzej Górz. Foto: Łukasz Michalak.
Osiedle Jazdów zna już niemal każdy przedstawiciel sektora społecznego w Warszawie, coraz częściej można też spotkać warszawiaków, którzy potrafią wskazać na mapie Śródmieścia to osiedle jak z malowniczej, fińskiej prowincji. Tym bardziej warto poznać Andrzeja Górza, osobę wielce dla tego miejsca zasłużoną.
Jazdów się broni

Jeszcze pięć lat temu o tym ponad 60-letnim osiedlu domków fińskich, schowanym między ambasadami, wiedziało co najwyżej niewielu varsavianistów. Domki przyjechały do Warszawy w ramach reparacji wojennych, zamieszkali w nim pracownicy Biura Odbudowy Stolicy. Osiedle z biegiem lat okrajano, ale do 2011 roku wciąż mieszkało tam blisko 30 rodzin.

Wtedy właśnie ówczesny burmistrz Śródmieścia uznał, że centrum stolicy powinno być „prestiżowe i nowoczesne”, nie przystoi mu więc takie „przaśne” osiedle. Rozpoczęto przygotowania pod wyburzenie domków, m.in. podnosząc drastycznie czynsze. Burmistrz Bartelski nie wiedział, że wypowiadając te słowa przyczynia się do powstania jednego z prężniejszych miejskich ruchów sąsiedzkich. Jednym z członków Stowarzyszenia Mieszkańców Domków Fińskich Jazdów jest Andrzej Górz – wówczas dwudziestolatek, mieszkający na Jazdowie od urodzenia.

– Kiedy miasto chciało zrównać nasze osiedle z ziemią, zaczęliśmy z jednej strony prowadzić różne działania formalne, administracyjne, żeby temu zapobiec. Z drugiej strony, razem z sąsiadem Danielem Wiktorowiczem, który został rzecznikiem prasowym naszego stowarzyszenia, zaczęliśmy prowadzić szerszą kampanię informacyjną. Chcieliśmy nagłośnić sprawę wśród mieszkańców Warszawy, zainteresować ich naszym osiedlem i ponurą wizją jego wyburzenia – opowiada Andrzej Górz.

Ich działania przynoszą pierwsze skutki: zyskują zainteresowanie i wsparcie miejskich aktywistów, pojawiają się w mediach, o osiedlu dowiadują się mieszkańcy stolicy. W grudniu 2012 roku Osiedle Jazdów wygrywa plebiscyt „Miejsce Stołeczne-Społeczne 2012” portalu warszawa.ngo.pl w kategorii „Miejsce z doświadczeniem”. Wyróżnienie jest tym ważniejsze, że przyznawane głosami mieszkańców Warszawy. Osiedlem interesuje się również ambasador Finlandii, pojawia się pomysł, by pozostawić kilka domków i zrobić w nich m.in. kawiarnię i fińską saunę.

– Dla nas jasne jednak było, że walczymy o zachowanie całego osiedla, a nie o stworzenie tu skansenu – podkreśla Górz. – Robiliśmy kolejne akcje, pojawiało się wsparcie środowisk z zewnątrz, zorganizowane m.in. przez Magazyn „Kontakt” kolędowanie i ich akcja wysyłania e-maili do Urzędu Dzielnicy Śródmieście, w których życzyliśmy mu, by w nowym roku zmienił swoje zdanie w sprawie domków. Potem zrobiliśmy naszą drugą Noc Muzeów i zakiełkował pomysł, by puste domki tymczasowo przeznaczyć na działania społeczne, kulturalne, edukacyjne, artystyczne – dodaje.

Rosnąca społeczność

Od tamtej pory każdy rok przynosi kolejne działania i rozwiązania na Jazdowie. Między lipcem a listopadem 2013 r. odbywa się festiwal „Otwarty Jazdów”. – Kiedy w 2013 r. otwieraliśmy domki dla mieszkańców Warszawy to czuliśmy, że robimy to trochę na zasadzie pogrzebu. Wtedy było niemal pewne, że wszystkie zostaną zrównane z ziemią. Stwierdziliśmy, że chociaż zrobimy im godne pożegnanie – wspomina Górz. – Okazało się, że rośnie wokół nas grupa przychylnych ludzi, zaczęliśmy działać. To był dobry i owocny moment, bo nadchodziło referendum. Złote zgłoski Prezydent Warszawy że dzisiaj miarą nowoczesności miasta jest to, jak duży wpływ na jego obraz mają jego mieszkańcy są moim motorem napędowym, znam je na pamięć i co jakiś czas przytaczam – dodaje.

– Zbiegło się to w czasie z ponownym otwarciem Ratusza i przyjęciem uchwały Rady Miasta o inicjatywie lokalnej i konsultacjach społecznych – tłumaczy Górz. – Jako społeczność, jeszcze rodząca się, nieformalna, po prostu grupa przyjaciół i sympatyków Osiedla Jazdów oraz domków fińskich, postanowiliśmy z obu tych narzędzi skorzystać.

Dzięki wprowadzonej przez miasto uchwale, wnioskować o zorganizowanie konsultacji społecznych mogą sami mieszkańcy, jeśli uda im się zebrać 1000 podpisów. O rozpisanie konsultacji wokół Jazdowa wnioskowało ponad dwa razy więcej osób.

Przez niemal cały 2014 r. trwają konsultacje społeczne. Mieszkańcy Warszawy jednoznacznie opowiedzieli się za pozostawieniem Osiedla i przeznaczeniem opuszczonych domków na działania społeczne. W 2015 r., pod opieką Biura Obsługi Ruchu Inicjatyw Społecznych BORIS, ruszają prace nad przekształceniem nieformalnej grupy Otwarty Jazdów w formę partnerstwa lokalnego (mającego na celu wspólne zarządzanie Osiedlem, dzielone między Otwarty Jazdów, dzielnicowe i miejskie biura oraz urzędy).

Wreszcie pod koniec kwietnia 2015 r. władze Śródmieścia i Warszawy uznają wyniki konsultacji społecznych za wiążące i podpisują list intencyjny, którego sygnatariuszem ze strony Osiedla jest Otwarty Jazdów – Partnerstwo dla Osiedla Jazdów. – Kiedy teraz patrzę na ten cały proces, rzadziej zwracam uwagę na element walki, przede wszystkim był to dialog, poszukiwanie sojuszników i współpracowników, wypracowywanie wspólnego stanowiska – podkreśla Andrzej Górz.

Bilans

Dziś, pięć lat po tych wydarzeniach, można na spokojnie zrobić bilans zysków i strat. Osiedle udało się uratować, miejskie buldożery zdążyły w 2012 roku rozebrać tylko cztery domki. Jednocześnie część rodzin wyprowadziła się z Osiedla jeszcze na początku sporów z miastem, kiedy sprawa wydawała się z góry przegrana. Obecnie tylko dziewięć domków jest zamieszkana. W większości pozostałych działają organizacje pozarządowe.

– Oddanie domków pod opiekę NGO i inicjatyw społecznych pozwala z jednej strony na uratowanie pustych domków przed dewastacją, z drugiej jednak Osiedle zachowa swojego ducha i swój charakter tylko wtedy, gdy zostaną tam mieszkańcy – mówi Górz. – Nam nie chodzi o samo ratowanie domków. To jest droga do większego celu: tak naprawdę odtwarzamy społeczność, która została w tym miejscu zdziesiątkowana. W Berlinie czy Amsterdamie takie miejsca buduje się od zera albo wspiera, bo zna się ich wartość społeczną i kulturotwórczą. Warszawa takie miejsce już ma, teraz chcemy wspólnie się nim opiekować, wspólnie o nim decydować. To ciężka praca, zakrojona na lata, ale ta społeczna maszyna działa coraz sprawniej i wydajniej. Czuję się jej małym trybikiem – dodaje.

W jego opowieści o działaniach na Jazdowie ciężko złapać choćby zdanie, w którym mówiłby w pierwszej osobie – Wciąż mówię „my”, ponieważ trudno mi się od tej zbiorowej perspektywy oderwać. Czuję się częścią tej wspólnoty: nic, co wydarzyło się na Jazdowie, nie jest zasługą jednej osoby czy wąskiej grupy ludzi. To jest szeroki front społeczny, który po kolei doprowadzał do kolejnych sukcesów – tłumaczy Andrzej Górz.

Na jazdowskich działaniach właściwie od zera rozwijał swoje kompetencje społecznikowskie. Wcześniej miał policealne doświadczenia ze stowarzyszeniem Babel Polska, które zajmowało się wydawaniem polskiej wersji językowej magazynu cafebabel.com (Andrzej ze znajomymi na jakiś czas przejęli nad nim opiekę), pracował też przy festiwalu Street Art Doping czy festiwalu Zawsze z Bareją w kinie Wars na Nowym Mieście.

Obrona Jazdowa była jednak pierwszym tak dużym i odpowiedzialnym działaniem, w które się zaangażował. Dziś nieco mniej czasu poświęca na ogarnianie bieżącego programu Otwartego Jazdowa, skupiając się na działaniach systemowych, parasolowych. – Kiedy pytasz mnie o mój największy, osobisty sukces to myślę, że jest nim właśnie udział we wszystkich etapach obrony Jazdowa. To, że od początku jestem zaangażowany niemal na każdym poziomie i że udaje nam (znów-nam, bo inaczej nie da się powiedzieć) się osiągać kolejne cele – mówi Górz.

– Jednocześnie od razu mam z tyłu głowy, że jeszcze długa droga przed nami. Ponieważ mieszkam tu na co dzień, widzę zmiany i różnicę, między Osiedlem sprzed pięciu lat, a tym co jest obecnie. Wciąż mamy dużo pracy: część domków nadal jest pusta, niektóre z przyznanych na działania społeczne wymagają sporych nakładów pracy. Tego, co zrobiła dzielnica, nie da się już cofnąć. Rozbita została społeczność Jazdowa, większość mieszkańców się wyprowadziła, to miejsce nadal potrzebuje wsparcia i długofalowego działania – podkreśla Andrzej Górz.

Dziś Otwarty Jazdów to cała społeczność, na którą składają się mieszkańcy, aktywiści, Warszawiacy sympatyzujący z Osiedlem, eksperci, którzy na różnych etapach zaangażowali się w obronę Osiedla i wciąż są tu obecni. Jednym z nich jest Dariusz Śmiechowski, architekt zajmujący się m.in. projektowaniem partycypacyjnym z udziałem i dla społeczności. Dla Andrzeja to jedna z cenniejszych jazdowskich znajomości.

– Poznaliśmy się na początku działań, w ambasadzie fińskiej, kiedy Darek ze studentkami w ramach prac dyplomowych robił projekty zachowania kilku domków na saunę, kawiarnię, itd. – wspomina Górz. – Zaczęliśmy wspólnie działać, rozmawiać, planować. Darek włączył się w Noc Muzeów w 2013 r., zrobił wystawę mebli projektowanych przez studentów ASP z Myśliwieckiej. Zawsze mnie inspirował jako ktoś na kształt współczesnego stoika. To człowiek niezwykle spokojny, nieimpulsywny. Znam go już cztery lata i nigdy nie widziałem, żeby był zdenerwowany. Ja mam taki charakter, że czasem muszę z kimś pogadać albo zakląć po cichu pod nosem, jego spokój mnie inspiruje. Fajnie, że towarzyszy nam od początku – cieszy się.

– Andrzeja od początku widziałem jako człowieka dojrzałego, odpowiedzialnego, który potrafi podejmować wyważone decyzje – mówi Śmiechowski. – Podziwiam go za podzielność uwagi, zawsze jest na bieżąco, widać, że w każdym momencie panuje nad sytuacją. Wie, czego chce, jednocześnie potrafi szukać kompromisów – dodaje. Od ich pierwszego spotkania minęło pewnie pięć lat i w tym czasie, jak zauważa Śmiechowski, Andrzej Górz przeszedł przez wiele doświadczeń, dużo się uczył.

– W rozmowach o przestrzeni miejskiej, o jej planowaniu, ochronie i rozwoju, jest równorzędnym partnerem – podkreśla Śmiechowski. Jednocześnie zauważa, że pełne zaangażowanie w sprawy Osiedla Jazdów i cały ich warszawski kontekst niesie ze sobą pewne ryzyko. – Andrzej mieszka na Jazdowie, a to oznacza, że właściwie na nim ogniskują się wszystkie związane z tym wyjątkowym miejscem sprawy – tłumaczy Śmiechowski. – Jest rozpoznawalny jako reprezentant tej szerszej niż tylko grono mieszkańców społeczności, najbardziej aktywny spośród samych mieszkańców: z psychologicznego punktu widzenia może to być trudne. Dobrze czasem wyjść na jakiś czas z roli podobnej do funkcji „sołtysa” czy może nawet więcej, „troskliwego gospodarza” i spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, nabrać dystansu, wejść w następny etap mając zbudowany już tak świetny kapitał wiedzy i doświadczenia – dodaje.

Ewa Zielińska poznała Andrzeja podczas konsultacji społecznych, które prowadziła na Jazdowie na zlecenie Centrum Komunikacji Społecznej. Po tym projekcie już została w orbicie i sama zaangażowała się w obronę osiedla. – Andrzej jest bardzo dobrze zorganizowany, to bardzo ważne, gdy trzeba skoordynować współpracę i komunikację pomiędzy setką ludzi skupionych wokół Jazdowa – mówi Zielińska. – Andrzej tworzy tabelki z kontaktami, jest systematyczny, na bieżąco podsumowuje efekty spotkań. Bardzo też dba o to, by nie podejmować decyzji samodzielnie: zawsze stara się je konsultować z szerszym gronem, co niweluje potencjalne konflikty. Ta cecha bywa jednak też trudna i Andrzej o tym wie. Czasem jakąś decyzję trzeba podjąć natychmiast, nie ma czasu na długie analizy – dodaje.

Andrzej Górz wie, że dopóki nie będzie uchwalonego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, dopóki nie zostanie zatwierdzona forma ochrony konserwatorskiej i nie ukonstytuuje się jakaś forma współzarządzania i współwłasności na tym terenie, wreszcie: dopóki nie będzie tu silnej i ustabilizowanej społeczności, wciąż będzie wisieć nad nimi widmo miejskich buldożerów. – Ludzie, którzy się stąd wyprowadzili, raczej nie wrócą: zamknęli pewien etap w swoim życiu – wyjaśnia Górz. – Ja (my!) chcemy, by ten kolejny etap Jazdowa nie był ostatnim, by Osiedle zyskało nową tożsamość, zachowując to, co było kluczowe dla poprzedniej: siłę wspólnoty jego mieszkańców i miłośników – dodaje.
 

Andrzej Górz – Społecznik, członek Stowarzyszenia Mieszkańców Domków Fińskich Jazdów i społeczności Otwartego Jazdowa (Partnerstwa dla Osiedla Jazdów). Od 2011 roku zaangażowany w obronę osiedla domków fińskich na warszawskim Jazdowie, wspiera proces przemiany Osiedla Jazdów w miejsce otwarte na działania społeczno-kulturalne. Absolwent studiów inżynierskich w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych (obecnie PJATK) i podyplomowych Studiów Miejskich w Instytucie Badań Przestrzeni Publicznej przy Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Członek grupy projektowej tworzącej „Narzędziownik – ochrona i rozwój dóbr wspólnych”, czyli otwartą, internetową platformę wymiany wiedzy i doświadczeń między społecznikami, aktywistami i mieszkańcami. Student studiów magisterskich PJATK (pisze pracę magisterską o tematyce społecznej: „Metodyki i najlepsze praktyki przy wdrażaniu oprogramowania wspierającego działanie ruchów społecznych”) oraz Studiów Podyplomowych Uniwersytetu Warszawskiego „Człowiek-Miasto-Środowisko”. W 2014 roku członek Zespołu ds. Budżetu Partycypacyjnego 2015 Dzielnicy Śródmieście. Absolwent Akademii Inicjatyw Sąsiedzkich 2014 organizowanej przez Q Ruch Sąsiedzki (Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej CAL).


Poznaj ludzi sektora pozarządowego, dowiedz się, kto jest kim w NGO. Odwiedź serwis ludziesektora.ngo.pl.


Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo



Źródło: Inf. własna [warszawa.ngo.pl]
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 9 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • dialog społeczny, społeczeństwo obywatelskie
  • inicjatywy oddolne
  • integracja społeczna
  • miasto
  • partnerstwo
  • problemy mieszkaniowe
  • rozwój regionalny
  • współpraca z administracją