Przejdź do treści głównej

Justyna Sobczyk. Wielka improwizacja

autor(ka): Rafał Gębura, warszawa.ngo.pl
2016-09-01, 03:00
Justyna Sobczyk jest założycielką Teatru 21. Foto: Rafał Gębura, warszawa.ngo.pl
Teatr 21, w którym występują osoby z zespołem Downa, nigdy nie pozostawia widza obojętnym. Jedni są zachwyceni, drudzy zakłopotani. Bo jest śmieszna scena, a oni nie wiedzą, czy wypada się zaśmiać.

Maja Kowalczyk ma 18 lat i jest najmłodszą aktorką w Teatrze 21. Uwielbia tańczyć. Ma wyjątkowo giętkie ciało, szpagat to dla niej bułka z masłem. Daniel Krajewski jest mistrzem improwizacji. Z łatwością nawiązuje kontakt z publicznością. Ania Drózd na przedstawieniach woli pozostać w drugim szeregu. Poza tym boi się ciemności. Kiedyś wybiegła ze sceny, bo niespodziewanie zgasło światło. Teraz już się przyzwyczaiła, ale na wszelki wypadek siada obok kogoś, komu ciemność jest niestraszna. Piotra Swenda wszyscy znają z serialu „Klan”. Świetnie czuje się nie tylko przed kamerami, ale też na deskach teatru. Lubi prowokować. Podczas jednej ze scen ściąga koszulkę. Publiczność jest w szoku. Nagle okazuje się, że Maciek z Klanu to dojrzały mężczyzna.

Aktorów jest szesnastu. W większości to osoby z zespołem Downa, część z autyzmem i jedna pełnosprawna licealistka: Emilia Rajca. – Wszyscy doszukują się u Emilki jakiejś niepełnosprawności – śmieje się Justyna Sobczyk, reżyserka i założycielka Teatru 21. Zaangażowała ją z myślą o jednym spektaklu. Ale licealistka tak bardzo zżyła się z grupą, że rozpłakała się po ostatnim wspólnym występie. Barbara Lityńska, aktorka z zespołem Downa, postawiła sprawę na ostrzu noża: – Jeśli Emilka odejdzie, to i ja odchodzę – powiedziała. Emilia została.

W kącie, pod schodami

– Ile to jest 895 milionów razy 725 tysięcy? To jedno z pytań, jakie zadała mi Justyna – wspomina Emilia Rajca. Tak wyglądał casting, na którym po raz pierwszy spotkała się z reżyserką. – Poprosiła, żebym wypowiedziała swoje nazwisko od tyłu. I żebym zagrała patrona mojej szkoły, Jerzego Grotowskiego – opowiada.

Emilia wystąpiła w spektaklu „Klauni, czyli o rodzinie. Odcinek 3”. – Wystawiliśmy go kilkanaście razy. Justyna za każdym razem znajdowała powód, dlaczego tym razem musimy zagrać na najwyższym poziomie: bo dzisiaj ostatni spektakl przed świętami, bo przychodzi nowa grupa niepełnosprawnych widzów, bo gramy przedstawienie po długiej przerwie – opowiada licealistka. Wspomina też, jak reżyserka siadała podczas spektaklu w kącie pod schodami. I mimo że znała scenariusz na pamięć, za każdym razem chichotała, jakby oglądała spektakl po raz pierwszy w życiu.

– Jest jak bateria – mówi o swojej imienniczce Justyna Lipko-Konieczna, która odpowiada w teatrze za dramaturgię. – Kiedyś miała wywiad w radiu i zerwała się z próby generalnej. I jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z kontaktu… Aktorzy nie byli w stanie działać, próba siadła – wspomina. – Jest niekonwencjonalną reżyserką, a jej spektakle powstają nietypowo. Stoi z aktorami na scenie, improwizują, a scenariusz pisany jest na bieżąco – opowiada Lipko–Konieczna.

– Od naszych aktorów można naprawdę sporo zaczerpnąć. Nie tylko w sferze artystycznej – przekonuje Sobczyk. Czego nauczyła się od kolegów z zespołem Downa? – Pielęgnowania przyjaźni, okazywania uczuć i emocji, rozmawiania o trudnych rzeczach, cieszenia się z małych sukcesów – wylicza. Na początku denerwowała się, kiedy próba opóźniała się tylko dlatego, że jeden z aktorów był smutny. – W takich sytuacjach reszta grupy go pociesza. Rozmawiają, przytulają się. Czas ucieka, chciałabym już zaczynać, ale nie mogę – opowiada reżyserka. – Okazuje się, że są ważniejsze rzeczy niż teatr. Na przykład to, żeby zadbać o swoje samopoczucie. Oni to wiedzą, a my możemy się tego od nich nauczyć – mówi.

Od drzwi do drzwi

Z osobami z zespołem Downa po raz pierwszy zetknęła się w liceum, będąc wolontariuszką Fundacji Brata Alberta w Toruniu. Po maturze studiowała pedagogikę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz zaocznie wiedzę o teatrze na Akademii Teatralnej w Warszawie. Później przeniosła się do Berlina na dwuletnie studia podyplomowe z pedagogiki teatru. Zrobiła to ze względu na dwa tamtejsze teatry, w których od lat występują osoby z zespołem Downa. Widziała zespoły, które z niepełnosprawnymi aktorami wystawiają „Końcówkę” Becketta. Mają stałe siedziby, budżety, prowadzą regularną działalność. Pozazdrościła Niemcom.

Po powrocie do Polski postanowiła zbudować własny zespół aktorów z zespołem Downa. Próbowała zaczepić się w jednym z warszawskich teatrów. Chodziła od drzwi do drzwi, pokazywała foldery berlińskich instytucji, namawiała do współpracy z niepełnosprawnymi aktorami. Dyrektorzy teatrów krzywili się i odsyłali ją do domów kultury.

W końcu trafiła na Macieja Nowaka, znanego krytyka teatralnego i kulinarnego. Był wtedy dyrektorem Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego i zaproponował jej pracę. Niemal jednocześnie zaczęła współpracować z mokotowską szkołą „Dać Szansę” dla dzieci, młodzieży i dorosłych do 24 roku życia z niepełnosprawnościami. Prowadziła z młodzieżą zajęcia teatralne. Miała na głowie m.in. przygotowanie corocznych jasełek. Występy odbywały się na sali gimnastycznej.

Za kasę

Z czasem udało jej się zamienić szkolny teatrzyk w teatr z prawdziwego zdarzenia. Przełomem był rok 2009, kiedy zagrali gościnnie w warszawskim Teatrze Dramatycznym. Aktorzy poczuli zapach prawdziwej sceny. Justyna Sobczyk przekonała się, że zabawa w teatr powoli się kończy. – Musiałam podpisać deklarację, że mam prawa autorskie do wszystkich materiałów, z których korzystam – opowiada.

Był problem, bo nie miała. – W spektaklu wykorzystywaliśmy muzykę zespołu Motion Trio. Napisałam do ich menadżerki: kim jesteśmy, co robimy i że po raz pierwszy występujemy na deskach teatru – opowiada. W odpowiedzi dostała zgodę na wykorzystanie utworów. – Uświadomiłam sobie, że jeśli chcę dalej rozwijać teatr, muszę zaprosić do współpracy ludzi, którzy wniosą do niego swoją twórczość – mówi. Wkrótce do zespołu dołączyli profesjonaliści: kompozytor, scenografka, oświetleniowiec, choreografka…

Dziś Teatr 21 to już zupełnie inna bajka. Dostają zaproszenia na festiwale teatralne, jeżdżą po całej Polsce. Od ubiegłorocznego festiwalu Brave we Wrocławiu aktorzy dostają wynagrodzenie za pracę. – To symboliczne kwoty, około 100 zł za spektakl, ale sam fakt, że zarabiają pieniądze, jest dla nich niezwykle nobilitujący – mówi reżyserka. Od razu zmienili nastawienie. Przychodzą na próby punktualnie, niektórzy w garniturze.

Publiczność patrzy i niedowierza

Wątek wynagradzania za pracę w teatrze udało im się przenieść do spektaklu „Upadki”. Aktorzy parodiują wyobrażenie o bogactwie. Noszą złote stroje, rozrzucają banknoty. Powtarzają: „Człowiek bez pieniędzy jest nikim”.

Justyna Sobczyk wywołuje aktorów, a ci dzielą się pomysłami, jak wydać zarobioną kasę. Oto kilka propozycji: Titanic, którym można popłynąć do Chin; wycieczka do Izraela; patyk do robienia selfie; miłość z Marcinkiem. – Czy jest na sali jakiś Marcin? – reżyserka pyta publiczność. Publiczność patrzy i niedowierza. Widzi ludzi z zespołem Downa, którzy komunikują się, mają coś do powiedzenia, świetnie się bawią. Reakcje są różne. Jedni są zachwyceni, drudzy zakłopotani. Jest śmieszna scena, a oni nie wiedzą, czy wypada się zaśmiać. – Osoby z zespołem Downa też mają poczucie humoru! – mówi Sobczyk. Grunt by śmiać się z ich żartów, a nie ich niepełnosprawności. Kiedyś grupa nastolatków zaczęła wyśmiewać Teresę Foks, która mówi tak, że nikt jej nie rozumie. – Aktorzy bardzo to przeżyli – przyznaje reżyserka. Minęło kilka lat, a oni wciąż potrafią zapytać, czy tym razem na pewno nikt nie będzie się z nich śmiał.

– Dzięki występom w Teatrze 21, aktorzy z zespołem Downa przeżywają renesans swojego życia – mówi Sobczyk. – To dla nich bycie w grupie przyjaciół, z którymi można doświadczyć wielu fantastycznych rzeczy. Dużo jeździmy po Polsce, czasem trafiają się zagraniczne wyjazdy. Właśnie wrócili z Helsinek. Dla większości to była pierwsza podróż samolotem. W grudniu lecą do Hiszpanii – opowiada.

Fundacja Teatr 21

Teatr działa w ramach Fundacji Teatr 21. Tak jest od niedawna, latami funkcjonowali w oparciu o innych. – Długo uważałam, że osobowość prawna nie jest nam do niczego potrzebna. Liczyło się to, że jesteśmy zespołem. To było naiwne myślenie – przyznaje Sobczyk. – Zrozumiałam, że jeśli chcę rozwijać teatr, niezbędna jest odpowiednia struktura.

Oprócz teatru ma również Instytut Teatralny. Przez długi czas była tam kierowniczką działu pedagogiki. Zrezygnowała z funkcji, bo doszła do wniosku, że nie można być wszędzie liderem. Teraz pracuje w Instytucie na pół etatu. Odpowiada m.in. za realizowane we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim studia z pedagogiki teatru. Jest mocno zapracowana. Kiedy spotyka się ze znajomymi, żartują: „Hej Justyna, słyszeliśmy, że istnieje życie poza teatrem”. Ale jakoś trudno jej w to uwierzyć.

 

Justyna Sobczyk – Pedagożka teatru, reżyserka. Absolwentka pedagogiki teatru w Berlinie (Universität der Künste), pedagogiki (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu) oraz wiedzy o teatrze (Akademia Teatralna w Warszawie). Założycielka Teatru 21.


Poznaj ludzi sektora pozarządowego, dowiedz się, kto jest kim w NGO. Odwiedź serwis ludziesektora.ngo.pl.


Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo



Źródło: Inf. własna [warszawa.ngo.pl]
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 7 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • edukacja kulturalna
  • hobby, zainteresowania
  • inicjatywy oddolne
  • integracja społeczna
  • kultura
  • miasto
  • rozrywka
  • rozwój osobisty
  • równość
  • sztuka