Przejdź do treści głównej

Justyna Duriasz-Bułhak. Praca jak wygrana na loterii

autor(ka): Aneta Szeliga, ngo.pl
2015-06-26, 06:44
archiwalne
Justyna Duriasz-Bułhak, fot. Krzysztof Wierzbicki
Mimo że nie pochodzi ze wsi, spokojnie dogada się z panią z koła gospodyń wiejskich, miejscowym wójtem i profesorem uniwersyteckim. Umiejętność słuchania to wielka zaleta Justyny Duriasz-Bułhak z Fundacji Wspomagania Wsi.

Waga kultury lokalnej

Pracę w Fundacji zaczynała od posegregowania pudła z nadesłanymi na konkurs zgłoszeniami, dziś jest członkinią zarządu. Koordynowała wiele projektów fundacyjnych, z których ten dotyczący dziedzictwa kulturowego napawa ją szczególną dumą.

– Teraz jest mnóstwo podobnych inicjatyw, a kiedy myśmy kilkanaście lat temu zaczynali, prawie nikt się tym nie zajmował. Mam takie poczucie, że przyczyniliśmy się do wzrostu świadomości wagi kultury lokalnej w jej różnych wymiarach – mówi Justyna Duriasz-Bułhak.

Konkurs „Chrońmy nasze dziedzictwo kulturowego” był pierwszym, w którym wzięła udział pani Janina Gołąbek wraz ze Stowarzyszeniem Miłośników Wsi Rogi z Podkarpacia. Do dziś wspomina wielkie emocje, które jej towarzyszyły.

– Był rok 2000, nie wiedzieliśmy o takich konkursach, dostaliśmy jakąś kartkę od sołtysa. To był ostatni dzień zgłaszania projektów – mówi pani Janina. – Przejęta zadzwoniłam do Fundacji Wspomagania Wsi, odebrała pani Justyna. Tłumaczyłam jej, że u nas nie ma poczty, a ja bardzo chcę, żeby ten nasz projekt został wzięty pod uwagę. I udało się, nasz projekt wygrał i otrzymaliśmy 10 tys. złotych. To było dla nas coś niesamowitego. Dostaliśmy wtedy skrzydeł. Za te pieniądze odrestaurowaliśmy 43 rzeźby drewniane z przydrożnych kapliczek – wspomina. – Z jednej strony uratowaliśmy zabytkowe kapliczki, a z drugiej pokazaliśmy ludziom, że to co mają obok siebie, jest ważne i cenne – podkreśla pani Janina.

Wygrana na loterii

Do Fundacji Justyna Dariusz-Bułhak trafiła kilkanaście lat temu przez Piotra Szczepańskiego. Znali się jeszcze z czasów PRL-u, gdy działał w Fundacji Wspomagającej Zaopatrzenie Wsi w Wodę. Po połączeniu z Fundacją Rolniczą w 1999 roku organizacja ta przekształciła się w Fundację Wspomagania Wsi, na której czele stanął Piotr Szczepański i prezesuje jej do dziś.

Jej misja, to wspieranie rozwoju terenów wiejskich: pod tym hasłem kryje się jednak rozległa działalność, od udzielania mikropożyczek po promowanie dziedzictwa kulturowego i szkolenia liderów organizacji lokalnych.

– Działamy w dziedzinie rozwoju, co znaczy, że wspieramy jednostki aktywne, pracujemy z osobami i organizacjami, które same chcą coś robić – tłumaczy Justyna Duriasz-Bułhak. – To ludzie, którzy nawet jeśli trochę narzekają, to nie poprzestają na tym. Jeśli widzą problemy w swoim otoczeniu, to zakasują rękawy, wysilają głowy i działają. Nie pytają, co kraj może zrobić dla nich, tylko co wspólnie z innymi mogą zrobić dla swojej społeczności. Ciągle powtarzam, że mam fantastyczną pracę, bo nieustająco mam kontakt z najfajniejszymi dziesięcioma procentami ludzi w naszym kraju. W tym sensie to jest praca luksusowa, jak wygrana na loterii – dodaje.

W Fundacji Wspomagania Wsi pracuje od czternastu lat i wciąż uważa, że jest to zajęcie fascynujące. – Tutaj nie można się nudzić. Po pierwsze, nasza misja – wspieranie obszarów wiejskich – jest bardzo szeroka, a po drugie sama wieś cały czas się zmienia. Ta dekada w Unii to dla całej Polski, ale głównie dla wsi ogromna zmiana – mówi Justyna Duriasz-Bułhak.

Choć jej droga zawodowa wiązała się nie tylko z organizacjami pozarządowymi, ale i z biznesem, i z instytucjami państwowymi, wiedziała, że tam się nie odnajdzie. – Prawa rynku i mierzenie się z nimi jako główną zmienną wyznaczającą ramy działania, nie jest dla mnie – wyznaje Justyna Duriasz-Bułhak. – Podobnie jak praca w instytucji w sektorze publicznym, gdzie rządzą procedury – dodaje. – Podstawową kwestią dla mnie jest poczucie sensu. Poczucie, że robię coś, co jest potrzebne innym, a formułując tę samą myśl w języku etyki – coś, co jest dobre i ważne, a nie służy wyłącznie osiągnieciu zysku pojmowanego materialnie – wyjaśnia.

Procedura dla człowieka

Mimo że nie pochodzi ze wsi, spokojnie dogada się z panią z koła gospodyń wiejskich, miejscowym wójtem i profesorem uniwersyteckim.

– Umiejętność słuchania to jej wielka zaleta – mówi Janina Gołąbek ze Stowarzyszenia Przyjaciół Wsi Rogi. – W bardzo subtelny sposób potrafi wsłuchiwać się w potrzeby innych. Dużo rozmawiała z nami o naszych potrzebach, wiejskich bolączkach, a co najważniejsze potem było to realizowane w działaniach fundacji – dodaje pani Janina.

Łatwość nawiązywania kontaktów z różnymi osobami przydaje się na przykład we współpracy z sektorem samorządowym, która wygląda różnie. Choć, jak ocenia Justyna Duriasz-Bułhak, z pewnością na przestrzeni lat widać wyraźną zmianę na lepsze.

– To się poprawia, bo i samorząd, i trzeci sektor uczą się siebie nawzajem. My uczymy się, na czym polegają ograniczenia administracji, że nie wynikają najczęściej ze złej woli konkretnego urzędnika, tylko na jakimś poziomie procedury są źle pomyślane. Często słyszymy taką wymówkę „bo Unia nam tak każe”. Ale przecież kraje członkowskie same określają w poszczególnych programach, czego i jak będą wymagać od beneficjentów swoich środków. Np. raportowanie w Irlandii jest o wiele prostsze niż w Polsce, bo tam jest inna kultura: ufamy i dopóki ktoś nie okaże się złodziejem, to jest uczciwy. Mam poczucie, że u nas musimy zbyt często trzeba udowadniać swoją niewinność – mówi Justyna Duriasz-Bułhak.

Poprawę najbardziej widać na poziomie relacji międzyludzkich. – Atmosfera jest coraz bardziej przyjazna, ale jak przychodzi co do czego, to ciągle rządzą procedury. W moim przekonaniu są one przesadnie rozbudowane. W organizacji pozarządowej to procedura ma służyć człowiekowi, a nie człowiek procedurze, mam wrażenie, że w administracji zbyt często jest na odwrót – dodaje.

Według niej niezwykle istotna jest współpraca międzysektorowa, z lokalnym biznesem i lokalnym samorządem. – Nie zawsze umiemy się dogadać, nie zawsze chcemy się słuchać nawzajem, ciągle jest sporo nieufności między sektorami. Samorządowcy często patrzą na naszych społeczników jak na potencjalną konkurencję, i w jakiejś mierze słusznie, bo ludzie często przechodzą z jednego sektora do drugiego. Ale przecież to naturalna droga. Ci wójtowie, którzy zaczynali od działalności pozarządowej czy szeroko pojętej aktywności społecznej bywają naprawdę świetni. Dlatego staramy się przekonywać oba sektory do współpracy – dodaje.

Sens jest w tym, co robimy

Justyna Dariusz-Bułhak przez wiele lat zajmowała się też organizacją spotkań w Marózie, na które przyjeżdżają osoby aktywne społecznie z obszarów wiejskich.

– Na początku wyglądało to tak, że zapewnialiśmy im spotkania i warsztaty z ekspertami. Teraz wszyscy uczą się od siebie nawzajem i taka formuła świetnie się sprawdza. Bycie tam to okazja do nauki dla nas, osób z Fundacji, i olbrzymia satysfakcja – mówi Justyna Duriasz-Bułhak.

Lubi wyzwania. – Perspektywa pojechania w nowe miejsce, poznania nowych ludzi to zawsze perspektywa czegoś pozytywnego dla mnie. Może dlatego nadaję się do tej pracy? – przypuszcza.

Nie jest specjalnie dyplomatyczna. – Jak mnie coś wkurzy, to daję temu wyraz. Ten rodzaj porywczości u osoby zarządzającej to wada. Choć ma swoje dobre strony. Niektóre rzeczy widzę wyraźniej i nie bardzo jestem skłonna zgodzić się, że wszystko jest szare – mówi o sobie.

– Mówi to, co myśli. Ale czy to wada? – pyta retorycznie pani Janina Gołąbek. – Już tyle mamy wylukrowanych wypowiedzi, że warto czasem powiedzieć coś inaczej. A poza tym ona jest naprawdę bardzo ciepłą osobą. Roztacza wokół siebie niezwykle przyjazną aurę – dodaje.

Za swoją zaletę Justyna Duriasz-Bułhak uważa pracowitość. – Byłam młodą dziewczyną, kiedy Wojtyła został papieżem. Dla mojego pokolenia Jan Paweł II był autorytetem.

Na wiele lat zapamiętała jego słowa wygłoszone w apelu jasnogórskim w czerwcu 1983 roku: „Wymagajcie od siebie, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. – Z wiekiem moje podejście do tego przesłania uległo ewolucji. Takie dążenie do perfekcji nie zawsze ma dla mnie sens, jest w tym element pychy – mówi Justyna Dariusz Bułhak. – Musimy mieć w sobie zgodę na to, że nigdy nie będziemy doskonali. Nie można mówić dzieciom, żeby miały same szóstki, bo życie nie polega na samych szóstkach – tłumaczy.

– Gdybym teraz miała wskazać, czym się w życiu kieruję, byłyby to słowa, jakie napisał z aresztu śledczego w grudniu 1983 roku Adam Michnik do gen. Kiszczaka: „Wartość naszej walki tkwi nie w szansach jej zwycięstwa, ale w wartości sprawy, w imię której tę walkę podjęliśmy”. Sens jest w tym, co robimy, w samym zmaganiu się – podsumowuje.

 

Justyna Duriasz-Bułhak – od kilkunastu lat związana z trzecim sektorem, od czternastu – z Fundacją Wspomagania Wsi. Zajmowała się koordynowaniem różnych projektów fundacyjnych, m.in. związanych z ochroną wiejskiego dziedzictwa kulturowego, a także przygotowywała coroczne spotkania w Marózie dla liderów organizacji pozarządowych z terenów wiejskich. Obecnie zajmuje stanowisko członka Zarządu Fundacji.

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 12 1

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • rozwój lokalny
  • rozwój regionalny
  • wieś