Przejdź do treści głównej

Wisława Samulska-Skłodowska: Muzeum Powstania Warszawskiego to mój drugi dom [wywiad]

użytkownik
archiwalne
Wisława Samulska-Skłodowska, wolontariuszka Muzeum Powstania Warszawskiego. Fotografia: Wojciech Wieteska
– Czuję się jeszcze dla czegoś potrzebna – tłumaczy swoją motywację do pracy wolontariackiej pani Wisława Samulska-Skłodowska, wolontariuszka Muzeum Powstania Warszawskiego, która była sanitariuszką podczas Powstania Warszawskiego.

Anna Samel: – Była Pani sanitariuszką podczas Powstania Warszawskiego (rozmowa na temat udziału p. Wisławy w Powstaniu tutaj: http://ahm.1944.pl/Wislawa_Samulska-Sklodowska). Czy tak częste wizyty w Muzeum nie przywołują bolesnych wspomnień z tamtego okresu?

Wisława Samulska-Skłodowska: – Te 63 dni to nie są bolesne wspomnienia, to był wspaniały okres. To najlepsze wspomnienia, jakie mogą być dla ludzi czujących i wychowanych podobnie jak ja.

Ale czy kiedy wchodzi Pani do Muzeum, te odgłosy, ten klimat, nie powodują, że Pani sobie przypomina o obawach, jakie w Pani tkwiły podczas Powstania Warszawskiego?

W.S.-S.: – Nigdy nie miałam przecież obaw! To przywołuje wspomnienia, ale to są pozytywne wspomnienia. To był najlepszy okres w moim życiu. Jestem szczęśliwa, że mogę coś jeszcze zrobić na rzecz Powstania, przychodząc do Muzeum właśnie.

A Muzeum jako instytucja podoba się Pani? Czy ono jest w ogóle potrzebne?

W.S.-S.: – Podoba mi się. Jestem pełna najwyższego szacunku i wdzięczności dla ówczesnego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego, że po sześćdzisięciu latach Muzeum zostało wreszcie wybudowane. My, Powstańcy (oraz Polonia gotowa pomóc finansowo) już zaraz po wojnie staraliśmy się, aby Muzeum zostało otwarte. Mówiono nam, że nie ma miejsca, ale to oczywiście była nieprawda. Po prostu ze strony ówczesnych rządzących nie było chęci wybudowania Muzeum. Zawsze jak tu wchodzę, to jestem usatysfakcjonowana tym, że Muzeum powstało, i że jest tak tłumnie codziennie odwiedzane.

Czy Muzeum to dobre miejsce dla Powstańców?

W.S.-S.: – Powstańców jest już bardzo niewielu i dlatego nieczęsto się zjawiają w Muzeum. Gdy Muzeum powstało, to było nas dużo więcej. Tylko trzech Powstańców pracuje tu w roli wolontariuszy.

Czy to jest dla Państwa trochę jak drugi dom?

W.S.-S.: – O tak, to jest drugi dom. Patriotyzm to dla mnie i mojej rodziny ogromna wartość. I ja się czuję dobrze w takim towarzystwie i w takim otoczeniu, jakie mi daje Muzeum Powstania Warszawskiego.

Jak wyglądała Pani pierwsza wizyta tutaj?

W.S.-S.: – Pierwsza wizyta była w 2003 roku, na jesieni, kiedy Muzeum jeszcze powstawało. Poczęstowano nas wówczas grochówką. Wszyscy przynosiliśmy, co komu zostało z Powstania, ponieważ Muzeum powstało głównie z darów. Przyszłam tu wtedy z koleżanką, która już niestety nie żyje. Ona przyniosła dużo pamiątek po swoim ojcu, pułkowniku dr Leonie Strehlu, który był w czasie Powstania Szefem Sanitarnym AK na całą Warszawę. Ja niestety nie miałam nic do przyniesienia, ponieważ opaskę i legitymację, które dostałam w dniu wybuchu Powstania, schowałam pod siennik rannego, kiedy weszli do szpitala Niemcy i Kałmucy. Spłonęły w pożarze. To pierwsze spotkanie w miejscu budowy wśród tylu Powstańców było niezwykle radosnym przeżyciem. Wszyscy się cieszyli, że Muzeum powstaje. Szczególnie, że budowali je jako wolontariusze głównie młodzi ludzie. Jakie to piękne, przecież to trzecie pokolenie w stosunku do nas…

Czy już wtedy chciała Pani rozpocząć współpracę z Muzeum?

W.S.-S.: – Wtedy jeszcze o stałej współpracy z Muzeum nie myślałam. W tamtym okresie pracowałam społecznie m.in. w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej, w społeczno-lekarskim dziale, gdzie pomagałam chorym i starszym. Pracowałam tam jedenaście lat i nie sądziłam wówczas, że zaangażuję się także w pracę w Muzeum.

To jak to się stało, że podjęła Pani współpracę z Muzeum w charakterze wolontariuszki?

W.S.-S.: – Przychodziłam dość często do Muzeum, szczególnie na niedzielne msze. Zaproponował mi współpracę mój szanowny kolega Andrzej Gładkowski, od początku tu pracujący jako wolontariusz. Pomógł mi. Sam proces rekrutacji nie był łatwy, bo było wielu chętnych, ale jakoś się udało.

Czym się Pani zajmuje jako wolontariuszka?

W.S.-S.: – Od początku jestem na ekspozycji. 1 lipca minęło już siedem lat odkąd tu pracuję.

Oprowadziła Pani już pewnie z kilkaset grup?

W.S.-S.: – Tylko przewodnicy oprowadzają grupy. Jako wolontariuszka oprowadzam na ogół osoby indywidualne. Zawsze znajdą się ludzie, którzy się błąkają, są tutaj pierwszy raz, mają oczy szeroko otwarte i nie zdają sobie nawet sprawy, ile zakamarków, godnych poznania i przemyślenia, kryje w sobie Muzeum. Więc nawiązuję z nimi kontakt i zaczynam ich oprowadzać. Czasem jest to nawet kilkanaście osób, bo gdy zacznę mówić nawet do małej grupki, to po chwili dołączają inni. Jest tu bardzo dużo anglojęzycznych zwiedzających, choć niewielu rosyjskojęzycznych. Któregoś razu spotkałam dwie studentki z Petersburga, które trochę rozumiały język polski i oprowadziłam je po Muzeum. I one po zakończeniu wizyty znienacka wyciągnęły piękne, białe kwiaty i bardzo wylewnie mnie pożegnały. Wspólnie złożyłyśmy te kwiaty w muzealnej kaplicy, za ich podróż.

Czy takich miłych gestów ze strony zwiedzających miała Pani więcej?

W.S.-S.: – Przez siedem lat trochę się nazbierało. Np. kiedy do kanałów wchodzi grupa rozkrzyczanych dzieci, to czekam na końcu i mówię takiej grupie, że kanał to jest miejsce święte. I tłumaczę im po cichu, dlaczego. Te dzieci bardzo często mówią potem „przepraszam” i jeszcze raz chcą przejść przez kanał, tym razem już po cichu. I to są takie chwile, które dają mi spełnienie. Czuję się jeszcze dla czegoś potrzebna.

Czy ma Pani poczucie, że wypełnia Pani w ten sposób jakąś misję?

W.S.-S.: – Do pewnego stopnia tak.

Czy myśli Pani, że dla odwiedzających ma jakieś znaczenie fakt, że Pani sama jest Powstańcem?

W.S.-S.: – Tak. Na zakończenie nie raz żegnają się, całując mnie. I bardzo dziękując, i mówiąc, że są szczęśliwi, bo trafili na kogoś, kto brał udział w Powstaniu.

Czy Pani, oprowadzając po Muzeum, nawiązuje do swoich wspomnień?

W.S.-S.: – Na ogół nie. Ja nie opowiadam o sobie. Opowiadam o ludziach, o zdarzeniach, o tym, co widziałam czy słyszałam.

Wciąż ma Pani siły, żeby przychodzić do Muzeum?

W.S.-S.: – Psychika to pół zdrowia. Choroba to jest rzecz, w którą się albo wpada, albo od niej człowiek ucieka. Nie ma ludzi całkowicie zdrowych. Mam zresztą charakter, który pozwala mi cieszyć się życiem. I Muzeum także się cieszę.

Czy ma Pani czasem takie dni, kiedy nie chce się Pani wstawać i iść pracować do Muzeum?

W.S.-S.: – W dni, w które chodzę do Muzeum, jestem szczęśliwsza. Jak się obudzę i widzę drzewa i liście, to myślę: jak to dobrze, że jeszcze mogę pracować dla Muzeum. I wtedy wstaję i idę. Ważna rzecz: motywacja!

Czy Pani praca w Muzeum jest potrzebna?

W.S.-S.: – Tak mi się wydaje. Ci, z którymi rozmawiam w Muzeum, cieszą się z tego, zadają pytania, słuchają, co mam do powiedzenia i rzadko mi przerywają. To praca, która daje pełną satysfakcję.

Czy kontakty z młodymi wolontariuszami są dla Pani czymś ciekawym?

W.S.-S.: – Zawsze miałam i mam dobry kontakt z ludźmi w ogóle, niezależnie od ich wieku.

Co zrobić, żeby takich ludzi, jak Pani, było więcej? Żeby seniorzy, osoby na emeryturze, które mają dużo wolnego czasu, bardziej angażowały się w działalność społeczną?

W.S.-S.: – Zacznijmy od tego, że starsi wcale nie mają dużo wolnego czasu. Na emeryturze nie ma się wolnego czasu, chyba że się samemu chce po prostu nudzić. Ja pracuję w pięciu instytucjach i mam bardzo mało wolnego czasu. I nie chodzę do Muzeum, dlatego że się nudzę. Seniorzy, jeśli tylko mogą, są bardzo aktywni społecznie. Przynajmniej ci seniorzy, którzy kiedyś walczyli o Polskę i wiedzą, co jest dla człowieka w ogóle najważniejsze.

Co Panią najbardziej motywuje do pracy wolontariackiej w Muzeum?

W.S.-S.: – Miłość. I miłość do Muzeum, i miłość do Polski, i miłość do Powstania Warszawskiego, i miłość do ludzi. To Powstanie miało głęboki sens, mimo że było tyle strat. Powstanie to był wspaniały zryw, sami chcieliśmy sobie wywalczyć jakąś wolność. Może dalszy ciąg historii bez Powstania nie byłby taki, jaki jest teraz. Nie wiadomo, czy Polska by była na tyle wolna i w tych granicach, gdyby w ogóle nie było Powstania.

***

Rozmawiała: Anna Samel

Anna Samel – od wielu lat związana z III sektorem, współpracuje z Centrum Wolontariatu Muzeum Powstania Warszawskiego, prowadząc wywiady z wolontariuszami.

Chcesz zaangażować się we współpracę z Muzeum Powstania Warszawskiego? Zacznij już dziś! Czekamy na Ciebie na Facebooku: www.facebook.com/Centrum.Wolontariatu.MPW

 

Wiadomość nadesłana przez czytelniczkę/czytelnika portalu www.ngo.pl.

Źródło: Centrum Wolontariatu Muzeum Powstania Warszawskiego
Miejsce: Centrum Wolontariatu Muzeum Powstania Warszawskiego, ul. Grzybowska 79, 00-844 Warszawa, woj. mazowieckie
Organizator:

Centrum Wolontariatu Muzeum Powstania Warszawskiego

Adres:

ul. Grzybowska 79, 00-844 Warszawa, woj. mazowieckie

Tel.:

22 539 79 05

E-mail:

wolontariat@1944.pl

Www:

http://www.1944.pl 

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 7 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Wyrazy szacunku ~Jaga 26.02.2015, 04:39 Piękny artykuł i piękny wywiad. Dziękuję zarówno Pani Annie Samel jak i Pani Wisławie Samulskiej - Skłodowskiej. Wielkie pozytywne wrażenie wywarło na mnie Muzeum Powstania Warszawskiego oraz kopiec Powstania z emblematem Polski Walczącej, który widzę za każdym razem, kiedy przejeżdżam przez most Siekierkowski. Mam wielki szacunek, dla żołnieży AK i ich udziału w Powstaniu. Wydaje mi się, że rozumiem ich patriotyczne uczucia i podziwiam odwagę. Ci wspaniali ludzie zasługują na naszą pamięć i szacunek. Tym bardziej, że nie znaleźli tego w nowo powstającym po wojnie Państwie. Ostatnio odważyłam się odwiedzić Muzeum Pod Zegarem w Lublinie. Były tam ekspozycje dotyczące przesłuchań Gestapo w tym budynku oraz wystawa Borowiczan, o obozie w głębi Związku Radzieckiego, do którego wywieziono Polaków w jesieni 1944. Było tam zdjęcie mojego kuzyna, szefa kolportażu Obwodu Puławskiego BCH, zamęczonego przez Gestapo oraz ściana z nazwiskami tych, którzy nie wrócili z obozu Borowicze, m. in. mojego Dziadka. Stałam tam i nie mogłam powstrzymać łez. Byłam wzruszona, że jest takie miejsce, gdzie sie o nich pamięta. Przyłączam się do obydwu Pań. Powstanie Warszawskie miało głęboki sens. Mam w serdecznej pamięci uczestników naszych patriotycznych zrywów, dzięki którym żyję w wolnej Polsce. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • edukacja obywatelska
  • historia
  • seniorzy
  • wolontariat
  • wolontariusze