Przejdź do treści głównej

Danuta Sterna: Jestem zadowolona z tego, co mam

autor(ka): Klara Sołtan-Kościelecka, warszawa.ngo.pl
2015-01-22, 03:25
archiwalne
„Programy dla szkół najczęściej w centrum stawiają ucznia. To dobrze, ale nie zapominajmy też o nauczycielach, jeśli ci swą pracę, będą postrzegać jako karę, negatywne skutki zawsze będą ponosić uczniowie, jeśli jednak będzie ona dla nich przyjemnością, to uczniowie skorzystają.”

Rozwój mimo szkoły

Od dzieciństwa wychowywała się w Warszawie, chodziła do szkoły na Noakowskiego, niedaleko kamienicy, w której znajdują się biura Centrum Edukacji Obywatelskiej, gdzie obecnie pracuje. Dzieciństwo Danusi przypadło na czasy powojenne, ze śmiechem wraca myślami do tych chwil, które jednak musiały być – bardziej pewno dla jej rodziców niż dla niej samej – niełatwe. Okolice Politechniki Warszawskiej nie były wówczas bezpieczne, Danusi nieraz przyszło biegać z apteczką między „naparzającymi się” grupami młodocianych przestępców, zwanych wtedy żulią. Część z nich, bądź ich potomków jest wciąż sąsiadami dla stosunkowo licznych organizacji pozarządowych mieszczących się na ulicy Noakowskiego.

Sterna zaczęła pracować, mając 22 lata, wówczas na Politechnice Warszawskiej. Jest matematyczką, zajmowała się geometrią algebraiczną, pierwsze jej plany zawodowe to praca naukowa. „To mnie wciąż zastanawia, jak to się działo, bo ze szkoły mam doświadczenia makabryczne. W III klasie szkoły podstawowej byłam w klasie dla dzieci upośledzonych. Nauczyciele bowiem uznali, że nie umiem czytać, a w wieku ośmiu lat przecież nie powinno mi to sprawiać problemu. Ale pod koniec III klasy zrobili nam badania wzroku i wtedy okazało się, że… nie czytam, bo nie widzę kartki”.

Może wydawać się to zabawne, choć w swej wymowie jest raczej niewesołe, że najlepsze wspomnienia Danusi ze szkoły to właśnie ten czas: gdy nie obrażano jej i nie krytykowano, choć też nie doceniano jej wysiłków. Wspominając szkołę podstawową – jej następne klasy – Sterna mówi o traumie. Wyparła wszystkie wspomnienia z tamtego czasu. Droga do szkoły i ze szkoły tkwi wyraźnie w jej pamięci, jednak od momentu, gdy wchodzi i zamyka drzwi szkolne, nie ma nic. Nie pamięta kolegów i koleżanek, nauczycieli. Później, w liceum wcale nie było lepiej. Zdolności matematyczne rozwijała nie dzięki szkole, ale mimo szkoły, którą jeśli przywołuje, to w takich wspomnieniach: „Kiedyś na matematyce, gdy podniosłam rękę do odpowiedzi, usłyszałam od nauczycielki „Sterna, widać ci brudne gacie”. To już samo wystarczy, aby się zawstydzić, a co dopiero, jeśli w pierwszej ławce siedział mój chłopak”.

Nie skrzywdzić matematyką

W latach dorosłych, po urodzeniu córki, Danusia postanowiła zmienić pracę z nauczyciela akademickiego na nauczycielkę szkolną. Nie była to łatwa decyzja, bo prestiż naukowca był wtedy znacznie wyższy niż nauczyciela. Zaczęła od państwowych liceów. „Okazało się, że to jest fabryka. Miałam stu dwudziestu uczniów. Nie wiedziałam, jak oni się nazywają, a co dopiero, co który z nich umie”. Wtedy wpadła na pomysł, aby pójść uczyć do szkoły niepublicznej, gdzie uczniów jednak jest mniej.

To co na pewno ułatwiało pracę Danusi w szkole to to, że gdy tylko ktoś stawał się jej uczniem, automatycznie zaczynała go lubić. Zawsze jej dewizą było również to, aby „nie skrzywdzić matematyką”. Brzmi dość minimalistycznie, ale Danusia wspomina, jakie to było wyzwanie. Opowiada o jednym ze swoich uczniów – Filipie: „rozwiązałam równanie kwadratowe, było w nim dużo skomplikowanych działań i gdy w końcu się to wszystko złożyło w całość, powiedziałam do niego: „patrz, jakie to piękne!”. W odpowiedzi usłyszałam: „chyba mamy inny gust, pani profesor”.

Ale opowiada także inną historię. Kilka dni temu, stojąc pod bramą kamienicy na Noakowskiego, szukając w torbie klucza, nie znalazłszy go, spytała kobiety, która stała za nią już kilka minut, czy może ona ma klucz. „Tak, mam, ale pani mnie uczyła matematyki szkole” – usłyszała w odpowiedzi. Okazało się, że to była uczennica Danusi, którą przez rok uczyła w gimnazjum, potem wymieniały między sobą maile. Co robi teraz to „dziecko”? Pisze pracę magisterską z zastosowań matematyki w ekonomii. „Oczywiście mój wkład mógł być tu minimalny, ale matematyką jej na pewno nie skrzywdziłam”, cieszy się Danusia.

Oś świata

Początkowo próbowała łączyć pracę w szkole z pracą w Centrum Edukacji Obywatelskiej, w szkole pracowała około pięciu godzin dziennie, potem biegła do CEO. Tego jednak nie udało się ciągnąć na dłuższą metę. „W rezultacie będąc w szkole, myślałam, czego nie udało mi się zrobić w CEO i na odwrót. Było to, moim zdaniem, nieuczciwe. Wybrałam CEO z myślą, że moje doświadczenie przyda się innym nauczycielom, nie tylko mojej grupce uczniów”.

W CEO Danusia pracuje dla nauczycieli, pisze dla nich szkolenia, prowadzi konferencje. Jest ekspertem merytorycznym wszystkich programów Szkoły Uczącej Się. CEO ma szczęście, gdyż prowadzi ten program z Polsko-Amerykańską Fundacją Wolności, która jest wielkim wsparciem i bardzo dobrym partnerem.

Zaangażowana jest także w inne projekty, np.: „Aktywna edukacja” oraz „Akademia Uczniowska”. Ten drugi polega na robieniu eksperymentów w przedmiotach przyrodniczych w gimnazjum.

Sterna jest bardzo zadowolona ze swojej pracy, która daje jej satysfakcję, przynosi namacalne efekty. Pracując dla nauczycieli, chce dotrzeć do uczniów. Szczególnie do tych, dla których „szkoła jest jedynym spokojnym miejscem”. „Nie obchodzą mnie szkoły dla bogatych dzieci, mnie obchodzi dziecko z Brzeskiej”. Stąd nie interesują jej narzekania, z którymi często spotyka się w komentarzach na swoim blogu, o wiele mówiącej nazwie „Oś świata”. Wypowiadają się tam rodzice i nauczyciele, często wyrażając swoje niezadowolenie związane z funkcjonowaniem szkół. „Wolałabym, aby zamiast narzekania na rzeczywistość, było więcej pomysłów na poprawę sytuacji. Interesuje mnie nie jak ma być, tylko jak zrobić, aby tak było”.

Nauczyciel w potrzasku

Jak twierdzi Danusia, doświadczenie w pracy w szkole bardzo przydaje się w CEO. Wielką wagę przykłada do tego, aby poszczególne działania organizacji kierować bezpośrednio do nauczycieli. „Mało kto rozumie, że nauczyciel ma bardzo trudną pracę, nad nim MEN, kurator, ewaluator, dyrektor. A z drugiej strony nauczycieli często atakują rodzice. Do tego dochodzi papierkowa robota, poświadczająca wykonanie założeń programowych. Jak w tym wszystkim dostrzec ucznia, jego możliwości i potrzeby edukacyjne?”. Dla wielu nauczycieli zmiana systemu oceniania, a raczej rezygnacja z oceniania „tradycyjnego” (wszystko jedno czy w postaci liczb, czy liter, bądź też uśmiechniętych bądź zmartwionych „buziek”) to bardzo trudne zadanie. A rzecznikiem właśnie takiej zmiany – oceniania kształtującego – jest właśnie Danusia i Centrum Edukacji Obywatelskiej.

Ocenianie kształtujące leży u podwalin zmian w edukacji, które zdaniem Danusi powinny zajść. Wymaga to, jak twierdzi Sterna, czasu i zaangażowania, nie tylko od pojedynczych nauczycieli, ale także dyrekcji szkoły. W CEO staramy się, aby programy dla szkół trwały co najmniej dwa lata, okazało się bowiem, że rok to za mało. Wdrożenie oceniania kształtującego jest długim procesem, wymaga zmiany kultury pracy szkoły. Stosowanie go wycinkowo, tylko przez część nauczycieli jest trudne. „Co z tego, że z matematyki uczeń oceniany jest kształtująco, gdy w tym czasie ma „szansę” na otrzymanie pięciu pał z historii? Jasne jest, że wtedy matematyka zejdzie na drugi plan”. O ocenianiu kształtującym napisała dwie książki: „Ocenianie kształtujące w praktyce” i „Uczę (się) w szkole”. W przygotowaniu jest trzecia książka. Są to praktyczne książki dla nauczycieli z wieloma przykładami pochodzącymi od nauczycieli stosujących ocenianie kształtujące.

Sterna opowiada także o osiągnięciach koalicji „Dziecko bez stopni”, którą zapoczątkowało CEO. Chcą przekonać – w tym przypadku przede wszystkim decydentów – że system oceniania w szkole powinien pomagać dzieciom się uczyć. Przedstawiciele koalicji chcieli wprowadzić zapis w ustawie o oświacie, zabraniający stawiania „tradycyjnych” stopni w klasach I – III. Co prawda nie udało się tego przeforsować, jednak osiągnięto kompromisowe rozwiązanie: w nowej ustawie będzie zapisane, iż szkoła w swoim statucie będzie mogła określić, jaki system oceniania będzie stosować: stopnie czy ocenianie kształtujące.

Nie święci garnki lepią

Danusia ma swoją pracownię ceramiczną, robi rzeczy użytkowe, jak talerze, miski, dzbanki, mydelniczki, solniczki, a także figurki zwierząt oraz wymyślonych stworów. „W szkole nie miałam w ogóle lekcji plastyki. Rysowanie i robienie rzeczy użytkowych jednak bardzo mnie interesowało. Chciałam się uczyć rzemiosł artystycznych, ale rodzice optowali za liceum, a ja ich posłuchałam”. W ten sposób Danusia nie została rzemieślnikiem, jednak nie porzuciła swojej pasji. Zaraża nią też innych, a przede wszystkim obdarowuje ich broszkami – ptaszkami niepiórkatymi (www.adopcjaptaszka.blox.pl), figurkami i innymi ceramicznymi przedmiotami. Chyba dobrze, iż wybrała tę drogę, jako że twierdzi, iż praca artystyczna najlepiej gdy jest uprawiana jako hobby, a nie źródło utrzymania. Sterna nie wyobraża sobie robienia przedmiotów na zamówienie i za wynagrodzeniem.

Inna pasja propagatorki oceniania kształtującego to rysowanie. Charakterystyczne ludziki okraszają książki, prezentacje, materiały szkoleniowe Danusi. Wszystko zaczęło się od rysowania esów floresów jeszcze na wykładach. Wówczas był to jedyny sposób pozwalający Sternie nie zasnąć na sali wykładowej, co zdarzało się jej nagminnie, nawet gdy prelekcja była ciekawa. Danusia postanowiła niedawno „uwolnić” swoje rysunki, w efekcie można je pobrać ze strony http://sus.ceo.org.pl/sus/album/rysunki-danuty-sterny/galeria/rysunki-danuty-sterny.

Anarcho-syndykalizm
„Anarcho, gdyż nie lubię być posłuszna. Syndykalizm, gdyż lubię działania lokalne”

Wyroby ceramiczne: ptaszki bądź różne stwory wieszam w różnych miejscach i patrzę, ile wytrzymają. Czasami, np. w moich ulubionych kawiarniach pytam o zgodę na przyklejenie figurki, czasem – jak w szkołach – robię to bez wiedzy gospodarzy. Potem wyobrażam sobie tylko ich zdziwienie. Gliniane stwory udało się Danusi zostawić także w... Sejmie i MEN-ie. Ciekawe, czy jeszcze tam wiszą? Ten swoisty streetart miał swój początek na Danusi podwórku: tam na jednym z drzew powiesiła ceramiczne liście. Część z nich pospadało, część ludzie pokradli. Został jeden i wtedy sąsiad się spytał, czy może go wziąć i powiesić u siebie w domu. „Zgodziłam się oczywiście. Nie minęły dwa tygodnie, a pan przyszedł z podziękowaniem i przyniósł czekoladę. Otwieram ją widzę, że jest biała ze starości i obgryziona. Ogromnie mnie to wzruszyło”.

Danusia ma córkę, która również pracuje dla organizacji pozarządowych. Obecnie pracuje na Bliskim Wschodzie dla organizacji humanitarnej. Zdaniem matki jej córka jest jej lepszym wydaniem.

 

Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: warszawa.ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 19 1

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Ludzie oderwanie od ziemi ~StanisławaAdamczyk 29.01.2015, 12:59 Miałam okazję poznać Danusię i współpracować z nią. Kobieta jest bardzo pozytywna, ma pieska, bardzo miłego z którym pracuje. Jej pracownicy jednak jej wcale nie doceniają. Jest wiecznie wyśmiewana wyszydzana. To smutne, że w CEO wychowała sobie samych wrogów. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • edukacja i wychowanie
  • wychowanie