Przejdź do treści głównej

Joanna Mielczarek – być bliżej ludzi

autor(ka): Aneta Szeliga, ngo.pl
2015-02-12, 03:04
archiwalne
Joanna Mielczarek ze Stowarzyszenia „mali bracia Ubogich”
– Osoby starsze ogólnie nie mają w sobie śmiałości proszenia o pomoc. Najczęściej ktoś w ich imieniu musi to robić. To nasze zadanie – mówi Joanna Mielczarek ze Stowarzyszenia „mali bracia Ubogich”.

W imieniu najsłabszych

Gen działalności społecznej miała od zawsze. Przez ZHP, po organizowanie zajęć dla dzieciaków z osiedli Piotrkowa Trybunalskiego, skąd pochodzi – wtedy angażowała się w coś, co dziś nosi nazwę inicjatywa lokalna. Studia zrobiła z pracy socjalnej, a po nich zaczęła pracę w Domu Pomocy Społecznej dla Osób Starszych. – To był kombinat. 144 mieszkańców, o różnym stopniu mobilności i w różnym wieku: od sześćdziesięcio- do stulatków – mówi Joanna Mielczarek. – Tam zobaczyłam, że tym, co najbardziej doskwiera tym ludziom, jest poczucie osamotnienia – dodaje.

Międzynarodową Federację „mali braci Ubogich” znała już wcześniej. Postanowiła zgłosić się do nich i okazało się, że trafiła w idealny moment – w 2003 roku właśnie powstawało polskie Stowarzyszenie „mali bracia Ubogich”. Jego twórcy byli na etapie szukania instytucji zaufania społecznego, z którymi mogliby rozpocząć współpracę.

– Tak się zaczęła moja droga – mówi Joanna. – W DPS-ie byłam pracownikiem, ale bardzo często po pracy szłam do domu, jadłam obiad i wracałam jako wolontariuszka – mówi Joanna. Po kilku miesiącach dołączyła do „małych braci Ubogich” już jako pracownik. – Stwierdziłam, że tutaj jest to, co chciałabym robić, bo to jest bliżej ludzi – dodaje.

Na początku koordynowała działania oddziału w Warszawie. Rekrutowała wolontariuszy z jednej strony, a z drugiej osoby starsze, które chciały z ich pomocy skorzystać. Kiedy już taka para została skojarzona, monitorowała ich relację. Potem, kiedy stowarzyszenie zaczęło się rozwijać i kiedy była osobą z najdłuższym w nim stażem, zaproponowano jej stanowisko zarządzania organizacją, kogoś, kto spina działania we wszystkich trzech oddziałach, które w międzyczasie powstały – w Warszawie, Lublinie i Poznaniu.

– Bardzo mocno weszłam w tematykę osób starszych zależnych – mówi Joanna Mielczarek. – Pomoc im szczególnie leży mi na sercu, bo to nie są osoby, które mają na tyle siły, żeby same szły pod sejm protestować i reprezentować swoje interesy – mówi. Zresztą, jak zauważa, osoby starsze ogólnie nie mają w sobie śmiałości proszenia o pomoc. Najczęściej ktoś w ich imieniu musi to robić. – To nasze zadanie – mówi działaczka.

Samotność i osamotnienie

– Jako „mali bracia Ubogich” działamy na rzecz osób starszych, które nie tyle są samotne, co osamotnione – mówi Joanna Mielczarek. – Specjalnie użyłam tego słowa, bo samotność różni się od osamotnienia. Samotność to jest dla nas stricte bycie osobą samą, niemającą tej najbliższej rodziny. A osamotnienie można odczuwać, nawet mając fizycznie bliskie osoby – tłumaczy.

Według niej paradoksalnie najtrudniejsze jest przekonać seniorów, by otworzyli im swoje drzwi. Paradoksalnie, bo wciąż słyszy się w mediach, że osoby starsze są łatwowierne i dlatego często padają ofiarą przestępstw. – Choć to niełatwe, cały czas wypracowujemy sposoby, żeby do nich dotrzeć, żeby zaufali naszemu wolontariuszowi i nawiązali z nim relację – mówi Joanna. Takie relacje bywają bardzo różne – od koleżeńskich po partnerskie, a czasami w pewnym sensie zastępują rodzinne więzi. To dotyczy zarówno seniorów, jak i wolontariuszy.

– Takich wolontariuszy, którzy nawiązują indywidualne relacje z seniorami, mamy obecnie w Warszawie ponad setkę – mówi Joanna. – Podobnie jest w Poznaniu i w Lublinie. Są wśród nich osoby w różnym wieku, takie, które mają 18 lat, ale również starsze. – Mamy 81-letnią wolontariuszkę, która odwiedza osobę jeszcze starszą od siebie – mówi Joanna.

Powody, dla których chcą pomagać, są zróżnicowane. Część przychodzi, bo brakuje im jakiejś relacji, np. są osobami młodymi, które wcześnie straciły dziadków, i z drugiej strony podobnej relacji szukają podopieczni. Są też np. młode bacie, zazwyczaj bardzo aktywne, których wnuki już są na tyle duże, że nie potrzebują opieki, więc coś trzeba zrobić z nadmiarem czasu. – Są też osoby, które bardzo dojrzale podchodzą do wolontariatu, czują się spełnione, mają poczucie, że bardzo dużo dostały od życia i chcą to w jakiś sposób oddać – mów Joanna. – A są też osoby, które wierzą w to, że dobro do nich wraca i może kiedyś same będą potrzebować pomocy – dodaje.

– Naszym najważniejszym zadaniem jest danie poczucia bezpieczeństwa – mówi Joanna. – Uwierzenie w to, że jest ktoś, komu na mnie zależy, kto się o mnie zatroszczy, z którym mogę dzielić swoje smutki i radości. Ale też kto w miarę możliwości (bo i z pomocą organizacji) pomoże rozwiązać codzienne problemy – mówi Joanna. Sama od ośmiu lat także jest wolontariuszką. – Moja podopieczna jest osobą, która prawie nie widzi, i dlatego było dla niej ważne, żeby wolontariusz mieszkał blisko. Choć w ciągu tych kilku lat dosyć daleko się przeprowadziłam, to nadal ją odwiedzam – mówi Joanna.– To jest tak silna relacja, że w pewnym sensie stała się częścią mojego życia – dodaje.

Senior wreszcie widoczny

O takich osobach mówi się – co w sercu to na języku. Swoją ekstrawertyczność i zbytnią szczerość uważa zarówno za swoją wadę, jak i zaletę. – Czasem przekonanie jej do czegoś i uzgodnienie wspólnej wizji wymaga użycia tysiąca argumentów – mówią o niej Marta Parzych i Robert Kadej z Zespołu Realizacji Polityki Senioralnej w Warszawie. – Jednak, jak zaznaczają, wysiłek się opłaca. We współpracy z Joanną najbardziej cenią szeroką wiedzę i fachowość w realizacji projektów dotyczących seniorów. Jak mówią, dzięki jej kompetencji podejmowane na rzecz osób starszych działania charakteryzują się jakością i wymiernymi rezultatami.

– Moim zdaniem ciągle małe jest rozumienie tego, że trzeci sektor to są też profesjonaliści. Że są w nim osoby z krwi i kości, które mimo że mają bardzo duże ideały i chcą je wcielać w życie, to wiedzą, że na nich nie ugotują sobie zupy – mówi Joanna. – Nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić „za free”, z uśmiechem na ustach i z poczuciem wypełnienia misji – dodaje.

Jak mówi, „mali bracia Ubogich” są w o tyle dobrej sytuacji, że to część międzynarodowej federacji, więc mają silne wsparcie. Dzięki temu mogą pozwolić sobie na powiedzenie takich rzeczy, o których inne organizacje milczą, bo czują się zależne od dotacji i grantów. – Dlatego bardzo mocno budujemy fundraising naszej organizacji, żeby się uniezależnić i mówić to, co uważamy za słuszne – zaznacza działaczka. – Na przykład na poziomie miejskim nie mamy żadnego problemu z krytykowaniem działań chociażby programu „Warszawa przyjazna Seniorom”, choć braliśmy też udział w jego tworzeniu – dodaje Joanna.

Z drugiej strony widzi też słabości po stronie trzeciego sektora. Powstaje coraz więcej organizacji pozarządowych seniorskich i działających na rzecz seniorów. I to, jak zauważa, z jednej strony bardzo dobrze, bo wymusza zdrową konkurencję, szukanie dla siebie odpowiedniego pola działania. Z drugiej strony ma wrażenie, że część tych organizacji powstała jedynie w odpowiedzi na ilość ogłaszanych konkursów, grantów. – Patrząc na to, jakie projekty czasami wygrywają, jakie to są działania i w jakim czasie realizowane – dla mnie one są czasami bezmyślne, mam poczucie, że wygrywają, bo organizacje napisały dobry wniosek, bez błędów formalnych – mówi Joanna. – A te słabsze organizacyjnie, np. zrzeszające kombatantów, niestety nie – dodaje.

Wzrost liczby organizacji działających dla seniorów świadczy na pewno o tym, że osoby starsze wreszcie są zauważane – w mediach, w życiu publicznym, społecznym, kulturalnym. – Przez te ostatnie dziesięć lat dokonała się niezwykła zmiana mentalna – mówi Joanna. – Powoli także sfery rządzące dostrzegają seniorów, jest np. rządowy program na rzecz aktywności społecznej osób starszych ASOS – dodaje.

– Pamiętam, że kiedy tworzył się program ASOS, nie było w nim miejsca na wsparcie opiekuńcze dla osób starszych – m.in. dzięki nam udało się wprowadzić ten zapis – mówi Joanna Mielczarek. – Jednym z takich pól, które jest szalenie trudne, ale którego dotknięcie jest dla nas bardzo ważne, jest choroba Alzheimera – mówi Joanna Mielczarek. – Stworzyliśmy nieformalną inicjatywę, która nazywa się Przystanek Alzhaimer i która ma za zadanie wspierać opiekunów chorych na Alzheimera. Jest to dziedzina bardzo trudna, a jeszcze nie do końca dostrzegana – mówi Joanna. – Traktujemy to jako jedno z naszych większych wyzwań – dodaje.

 

Joanna Mielczarek – działaczka na rzecz poprawy jakości życia osób starszych oraz przeciwdziałania ich marginalizacji społecznej. Od 2004 roku związana z trzecim sektorem, początkowo jako kierownik warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia „mali bracia Ubogich”, a od 2007  – dyrektor ds. Projektów i Promocji Stowarzyszenia. Od 2012 roku zasiada w Komisji Ekspertów ds. Osób Starszych przy Rzeczniku Praw Obywatelskich.

 

Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 13 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Znam Joannę i jej pracę. ~Katarzyna Tadeusiak 23.07.2016, 12:03 Wspaniała osoba , urodzona wolontariuszka. Takich osób- znam zaledwie 2- dwie kobiety. Wszytko co robi i jak to robi i po co jest prawdziwe . Zna ludzi starszych ich potrzeby i konsekwentnie pracuje z nimi i dla nich. Jestem szczęśliwa i dumna że mogę czasem pomagać mbU i Joannie. ODPOWIEDZ
  • rady senioralne ~Ewa Świętochowska 12.02.2015, 10:40 Witam i pragnę podziękować za ten artykuł a także za słowa krytyki dot. Rad senioralnych. Nie generalnie lecz w ogóle. Również jestem bardzo żywo zainteresowana aktywnością seniorów, warunkami jakie Im się stwarza dla uruchomienia swoich marzeń czy zwyczajnych potrzeb. Jest lepiej jednakże jeszcze przed nami dużo do zrobienia. Zgadzam się również z opinią nie zawsze właściwego wykorzystywania dotacji na programy dla seniorów czy osób 50+. Byłam uczestniczką przynajmniej 2 programów i uważam ,że należałoby się wnikliwiej przyjrzeć w jakich warunkach programy są realizowane. Cieszę się ogromnie z determinacji Pani Joanny Mielczarek i mam nadzieję na współpracę. Na razie tyle. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • integracja społeczna
  • polityka społeczna
  • seniorzy