Przejdź do treści głównej

Twarze Lublina: Janusz Opryński

autor(ka): Janusz Opryński, opr. red. lublin.ngo.pl
2014-12-18, 09:49
archiwalne
Zdrowa miłość polega na tym, że można partnerowi o wszystkim powiedzieć. Jeśli mówimy tylko rzeczy miłe, to fałszujemy naszą relację. Jeśli mam stosunek miłosny do swojego miasta, to powinien on być również bardzo krytyczny. Mogę powiedzieć, że czasami wstydzę się za to miasto, ale z drugiej strony to jest moje miasto – tu wyrosłem, czuję się za nie odpowiedzialny i tu chcę pracować - twierdzi Jan Opryński, filolog polski, reżyser, dyrektor artystyczny Centrum Kultury.

– Od czasu studiów niezmiennie zajmuję się teatrem i różnymi zajęciami wynikającymi z tego. Prowadzę Teatr Provisorium, który najpierw był teatrem studenckim a potem stawał się teatrem autorskim. Jestem również dyrektorem dużego festiwalu Konfrontacje Teatralne.

Czytam bardzo dużo dobrej literatury, a potem chcę się podzielić wrażeniami i słowami. Organizuję publiczne czytania i spotkania z ludźmi. Moje życie polega na tym, że chcę się dzielić pewnymi przeżyciami, których najpierw sam doświadczam, potem dzielę się nimi z innymi i wokół tego, mam nadzieję, buduje się jakaś wspólnota.

Urodziłem się w Lublinie i całe życie mieszkałem na ulicy Chopina, potem na osiedlu Czuby, a od dwunastu lat mieszkam pod Lublinem. Oczywiście w mieście bywam codziennie, pracując tu. Ulicą mojego dzieciństwa jest ulica Chopina. Skończyłem w Lublinie liceum i studia. Potem zagarnął mnie świat teatru, który pozwolił mi spojrzeć z dystansem na miasto. Kiedy człowiek wyjeżdża i potem wraca do swojego miejsca ma ambiwalentne uczucia. Z jednej strony, cieszy się z powrotu. Z drugiej, jest poirytowany swoim miejscem i jego grzechami – tym, że jest prowincją i miastem, w którym czasem trudno realizować pewne projekty. To miasto jest potwornie doświadczone przez historię, w wyniku wojny nie ma tu Żydów, obywateli ziemiaństwa, którzy zostali wyniszczeni przez rewolucję po wojnie, nie ma ludzi innej narodowości – dopiero teraz wracają.

Zdrowa miłość polega na tym, że można partnerowi o wszystkim powiedzieć. Jeśli mówimy tylko rzeczy miłe, to fałszujemy naszą relację. Jeśli mam stosunek miłosny do swojego miasta, to powinien on być również bardzo krytyczny. Mogę powiedzieć, że czasami wstydzę się za to miasto, ale z drugiej strony to jest moje miasto – tu wyrosłem, czuję się za nie odpowiedzialny i tu chcę pracować. Mam prawo, a wręcz obowiązek, mówić krytycznie o tym mieście. Miłość wyłącznie entuzjastyczna jest toksyczna. Rozwijamy się dopiero wtedy, kiedy w sporze z innymi dajemy sobie szansę na życie i dzielimy się miejscem do życia.

"Lublin – miasto wielokulturowe”: To trudny temat. Mamy głęboką tradycję wielokulturowości i mam nadzieję, że wrócimy do niej realnie. W wyniku wojny i potem zmiany systemu powstała wielka przepaść, w której nie było wielokulturowości. Tak naprawdę staliśmy się jednowymiarowym społeczeństwem. Dzisiaj coraz częściej widzę z studentów z Ukrainy, Korei czy Japonii, z czego się bardzo cieszę. Mam nadzieję, że dzięki temu Lublin, mając tak bogatą tradycję, stanie się na powrót wielokulturowy. Jednak dzisiaj taki nie jest. Chciałbym, żeby część z tych studentów, którzy tu przyjeżdżają, osiedliła się w Lublinie, żebyśmy stworzyli takie warunki, by ci ludzie chcieli tu mieszkać i współtworzyć. Jeżeli przywozimy kawałek innego świata, wtedy miasto się rozwija i szuka różnych doświadczeń. Jeżeli jesteśmy skazani, tylko na swoją nację, to jesteśmy skazani na potworne demony.

Moja wizja twarzy Lublina: Nie ma chyba jednej twarzy Lublina. Są twarze złe, które nie chcą nic zmieniać. Są zacięte i czasem potrafię je zrozumieć, stały się takie w wyniku swojego strasznego życia. To twarz dewocyjna i religijna, twarz niemądrego księdza i ludzi ponoszących klęski życiowe i działają z głębokiego resentymentu. Jednak jest też twarz młoda – ciekawa i przyjazna. Mimo tych złych cech Lublin ma cechy gościnności wschodniej. W Lublinie kiedy dziękuję za jedzenie, ktoś odpowiada ,,na zdrowie” – to bardzo wschodnie i rzadkie. Mamy się do czego odwołać, ale myślę, że nie ma jednej twarzy Lublina. Do tego chyba potrzeba czasu. Nie ma idealnych miast i państw.

Moja rada dnia dla mieszkańców Lublina: Trudno mi cokolwiek radzić. Wolę słuchać. Zawsze, kiedy wysłuchiwałem w życiu od drugiego człowieka jakiejś mądrości, to starałem się być otwarty na jego wiedzę i jego problem. Dzięki temu świat wydaje mi się bogatszy. Chciałbym czasem przywieźć doświadczenie innego człowieka, aby mogła się tu przyjmować. Kiedyś przeprowadzałem wykłady z filozofem o gościnności. On dzielił to słowo na ,,gość” oraz „inność”. W tym słowie zawiera się informacja o tym, że ktośjest nie taki, jak ja. Jeżeli chcemy być gościnni, to musimy zapomnieć o swojej roli gospodarza i swojemu gościowi pozwolić być gospodarzem na naszym terenie – wtedy uzyskujemy prawdziwą gościnność. Tego życzę mieszkańcom Lublina.

 

Wiadomość pochodzi z serwisu lublin.ngo.pl

Źródło: Lublin dla Wszystkich
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • kultura
  • wielokulturowość