Przejdź do treści głównej

Grzegorz Gądek: człowiek od skweru

autor(ka): Rafał Gębura, warszawa.ngo.pl
2014-09-25, 03:00
archiwalne
Grzegorz Gądek
Pracował siedem dni w tygodniu po 16 godzin dziennie, ale swego dopiął. Bemowska Aleja Sportów Miejskich działa. I ma się świetnie. Grzegorz Gądek, koordynator przedsięwzięcia, opowiada o bemowskim skwerze i o aktywności w mieście.

– Kiedy myślę o Grzegorzu, widzę chłopaka na deskorolce, w marynarce, z brązową, skórzaną aktówką – mówi Monika Wróbel, architektka. Poznali się cztery lata temu, kiedy Gądek napisał na Facebooku, że szuka ludzi, którzy zrobią z nim w Warszawie wielopokoleniowy skwer sportów miejskich. Zgłosiła się mniej więcej setka, ale na spotkanie przyszło tylko siedem osób: sześciu znajomych i Monika Wróbel, jedyna osoba z zewnątrz. Wystarczyło. Z czasem przyłączyli się inni architekci, zespół badaczek z Uniwersytetu Warszawskiego, organizacje i sportowcy różnych dyscyplin. Zawiązał się kolektyw o nazwie Skwer Sportów Miejskich.

Pod górkę

Początkowo miał być Stadion Siedmiolecia na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej. Z czasem skwerem zainteresowały się władze dzielnicy Bemowo. Ówczesny wiceburmistrz napisał do Grzegorza na Facebooku. Spotkali się i tak zaczęła się współpraca z Bemowem. Skwer miał stanąć w sąsiedztwie ratusza i Osiedla Przyjaźń. Miał, ale nie stanął, bo na drodze stanęły roszczenia. Podobny los spotkał Stadion Siedmiolecia.

Szukano nowych lokalizacji. Urzędnicy z Bemowa zaproponowali kilka zastępczych działek. Docelową wybrali mieszkańcy. Padło na działkę przy Pełczyńskiego – wąskiej, osiedlowej uliczce, biegnącej wzdłuż grodzonych osiedli. – To miejsce odbiegało od naszych pierwotnych założeń – przyznaje Grzegorz Gądek. Na początku kolektyw chciał budować skwery w centralnych punktach miasta. A tu? Peryferia i w dodatku ciasne blokowisko. – Wybór mieszkańców dał nam jednak wiele do myślenia – mówi Grzegorz Gądek. – Zrozumieliśmy, że mieszkańcy blokowisk potrzebują przestrzeni do wspólnej rekreacji, jak powietrza.

Hit czy kit?

Aleja Sportów Miejskich działa od początku wakacji. Dzielnica Bemowo zapłaciła za nią ponad dwa miliony złotych. Jest mini skatepark, drabinki do trenowania parkour, podest do tańca, plenerowa siłownia, tor do gry w boule i boiska: do gry w bike polo, do siatkówki plażowej i do koszykówki. Są też stanowiska do gier planszowych oraz szachów. Jest sąsiedzki ogród i kino plenerowe. Jednym zdaniem: pełen wypas!

Ale pomysłodawca skweru to perfekcjonista. Nie wszystko mu się tutaj podoba. – Jest sporo do poprawienia – przyznaje. – Brakuje wciąż zieleni, czekamy na uruchomienie świetlicy, kawiarni i niektórych elementów dla deskorolkowców. Tymczasowy system oznakowania jest nieprzemyślany i brzydki. Brakuje konsekwencji w doborze wyposażenia i organizacji pracy – wylicza Grzegorz Gądek. – Jak na polskie realia, mamy wysokiej jakości przestrzeń, ale na tle zachodnich standardów, z którymi powinniśmy się utożsamiać, nie wypadamy już tak rewelacyjnie. Mam świadomość, że wiele osób przychodzi tu i mówi: „Wow, jest super!”, ale ja jestem tu od początku i patrzę na wszystko bardziej krytycznie.

Za Aleją Sportów Miejskich stoją architekci, sportowcy, badacze, mieszkańcy i urzędnicy. Grzegorz Gądek jest koordynatorem przedsięwzięcia. – Nieszczęście polegało na tym, że na etapie realizacji projektu mieliśmy trochę związane ręce – wyjaśnia. – Nie mieliśmy na przykład formalnego prawa, by zatwierdzać bądź odrzucać materiały, z których skwer został wykonany. Jako koordynator grupy mogłem lepiej zabezpieczyć nasze interesy – przyznaje i dodaje, że to dobra lekcja na przyszłość.

Doba ma tylko 24 godziny

Grzegorz Gądek łączył obowiązki, wynikające ze skweru, z pracą na kierowniczym stanowisku w korporacji. Nie ma co się dziwić, że Skwer Sportów Miejskich kojarzy mu się z nieprzespanymi nocami i ciągłym lawirowaniem.

Pracował siedem dni w tygodniu, po 16 godzin dziennie. Nie bez powodu architektka Monika Wróbel nazwała go kiedyś najbardziej zapracowanym człowiekiem w Warszawie. – Faktycznie, wziąłem na siebie za dużo. Niespodziewane opóźnienia w budowie Alei mocno utrudniły mi rozwój innych projektów – przyznaje. Opowiada o tym, bo – jego zdaniem – natłok obowiązków to powszechny problem ludzi z trzeciego sektora. Chcieliby zrobić jak najwięcej, ale doba nie jest z gumy – ma tylko 24 godziny.

– W tym roku realizowałem kilka ważnych projektów, ale nie wszystkie zostały zrobione wystarczająco dobrze. Część na tyle słabo, że gdybym wiedział, że tak to się skończy, podszedłbym do nich inaczej – przyznaje. To kolejna ważna lekcja na przyszłość.

Sport jak fast food

Chce, aby aktywność ruchowa nie była spychana na peryferie miasta, ale by zagościła w jego strategicznych punktach. – W centrach jest miejsce na przestrzeń gastronomiczną, handlową, kulturalną, ale czy jest miejsce na aktywność ruchową? Niekoniecznie – przyznaje. Za przykład wskazuje deskorolkowców. – Korzystają z centralnych placów, tak jak to jest na świecie, ale – jak wiadomo – nie wszystkim się to podoba.

Najważniejsze jednak, że zmiana postępuje. – Aktywność fizyczna stają się coraz bardziej modna i szerzej akceptowana – mówi. – Hitem stały się rowery miejskie, coraz więcej osób biega, w kawiarniach gra się we frisbee, badmintona czy planszówki. Aktywność pojawia się w nowych kontekstach i dzięki temu angażuje coraz więcej ludzi.

Zdaniem Gądka, miasto powinno wspierać szeroko rozumianą aktywność poprzez to, jak jest zaprojektowane. – Podstawą jest jakość i dostępność przestrzeni. Dobrze zaprojektowane miejsca stają się popularne. To proste – przekonuje. – Nieprzypadkowo w centrach miast jest tyle fast foodów. Ich właściciele dobrze wiedzą, że im więcej ludzi dookoła, tym więcej osób kupi ich produkty – mówi. – Nie bez znaczenia jest też to, jak wyglądają kanapki oraz bary, w których je kupujemy. Zasada jest prosta: im piękniejsze, tym modniejsze. Zazwyczaj krytykujemy fast foodowe sieci, ale tak naprawdę wiele możemy się od nich nauczyć. Stosując te same taktyki, możemy sprawnie poprawić jakość życia mieszkańców w mieście – dodaje.

 

Grzegorz Gądek – współzałożyciel Stowarzyszenia Polska Młodych (obecnie Fundacja Social Wolves), założyciel Skweru Sportów Miejskich – kolektywu projektującego wysokiej jakości przestrzenie publiczne, przyjazne użytkownikom w każdym wieku. Zawodowo projektant user experience, autor wielu projektów internetowych w obszarze sportu zawodowego i amatorskiego.

Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (warszawa.ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 7 2

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Aleja Sportów Miejskich ~Zbigniew Włodarski 09.07.2015, 07:56 Poniżej treść pism do Burmistrza Bemowa na które od ponad pół roku nikt nie odpowiedział. To może stwórca tego co stoi przy Pełczyńskiego 22H może zechce odpowiedzieć: Aleja Sportów Miejskich została wybudowana, mimo iż opinie ekspertów co do tej lokalizacji były negatywne. Obiekt podobno został wykonany zgodnie z projektem budowlanym, który był konsultowany w ramach konsultacji społecznych. Jednak wciąż otwarte jest pytanie o ich wynik. 1. Kiedy i w jakim trybie zostały przeprowadzone konsultacje społeczne na które powołują się działacze społeczni? 2. Jakie były wyniki tych konsultacji i gdzie można je znaleźć? Ani na stronie Urzędu Dzielnicy Bemowo ani na stronach Urzędu Miasta nie ma żadnej informacji o przeprowadzonych w tej sprawie konsultacjach, podczas gdy są dostępne informacje dotyczące planowanych siłowni plenerowych, o znacznie mniejszej powierzchni i oddziaływaniu niż Aleja? Z protokołu nr XLVIII/14 z dnia 24-04-2014 z posiedzenia rady dzielnicy Bemowo wynika, że miały być one opublikowane jeszcze w maju 2014 roku (str. 10). Dziwne, zwłaszcza, że w tym czasie budowa Alei była już prawie na ukończeniu. To w końcu ile osób wypowiedziało się w tej sprawie w ogóle i ile było za taka lokalizacją? I co to znaczy - „jednoznacznie”? Jak dotąd jedyny ślad owych „konsultacji społecznych” dotyczy lokalizacji na Osiedlu Przyjaźń i jest zawarty w odpowiedzi Pana Zygrzaka na zapytanie Pani Radnej Marii Wierzchoń. (w załączeniu). 3. Co dla Pana – jako przedstawiciela władz dzielnicy oznacza „większość” w konsultacjach społecznych? Z ankiety na temat funkcji Skweru w której wzięło udział 2035 osób z czego jedynie około 67% to mieszkańcy Bemowa,poza preferencjami tych, którzy wzięli w niej udział nic nie wynka. A przecież na Bemowie mieszka około 120 tysięcy mieszkańców. To może metodologia przeprowadzania „konsultacji społecznych' jest niedoskonała? Skoro aż 534 ankietowane osoby opowiedziały się za kinem plenerowy a tylko 92 za stolikami szachowymi? Ciekawe zresztą, że „tylko” 1505 osób chciałoby mieć tu toalety. To gdzie chodziliby pozostali? Pod nasz budynek? (wyniki ankiety w załączeniu) 4. Dlaczego wybrana została lokalizacja przy ul. Pełczyńskiego, choć z analiz SWAT przygotowanej na zlecenie władz dzielnicy przez firmę KAPS-ARCHITEKCI (Analiza atrakcyjności działek na cele realizacji zespołu obiektów sportowych pod nazwą SKWER SPORTÓW MIEJSKICH wraz z niezbędną infrastrukturą) wyraźnie wynika, że usytuowanie Alei tuż obok budynku mieszkalnego może rodzić konflikty z mieszkańcami, a także że lokalizacja przy ul. Pełczyńskiego nie pozwoli na realizację wszystkich zakładanych funkcji? (opracowanie w załączeniu) 5. Czy w trakcie wydawania decyzji lokalizacyjnej oraz decyzji o pozwolenie na budowę właściciele lokali w budynku wielorodzinnym przy ul. Pełczyńskiego 22g zostali uznani za strony postępowań i byli powiadomieni o tej lokalizacji? 6. Czy jest wydane pozwolenie na użytkowanie obiektu na działkach w obrębie 6-11-02 i z jakiego powodu do Alei Sportów Miejskich przypisany jest numer budynku Pełczyńskiego 22G, podczas gdy Aleja Sportów Miejskich usytuowana jest na działce oznaczonej numerem 104.7 do której przypisany jest numer porządkowy Pełczyńskiego 22H? To bałagan, niedopatrzenie czy może jakaś inna przyczyna? (mapa w załączeniu) Chciałbym też zwrócić uwagę na fakt, iż część mego listu do Pana Piotra Wachnika została opublikowana na łamach pisma „Echo Bemowa” oraz na witrynie „TuBemowo”. Nie mam pretensji o jego publikację – sam staram się jak najszerzej upublicznić te kwestie – jednak nie mogę zgodzić się na sprowadzenie problemu działalności Alei Sportów Miejskich jedynie do generowanego przez nią hałasu, co w swej odpowiedzi uczynił rzecznik Urzędu. Hałas to tylko jeden z elementów jej uciążliwości dla mieszkańców – sąsiadów. Reasumując – Aleja Sportów Miejskich jaka jest – każdy widzi. Niestety, jak zwykle rzeczywistość ma się nijak do projektów, planów i wizualizacji (w załączeniu). Pozostaje mieć nadzieję, że działalność Alei w przyszłym roku nie będzie tak uciążliwa jak dotąd. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • miasto
  • sport