Przejdź do treści głównej

Marzy o przyjaznym mieście

autor(ka): Rafał Gębura
2014-08-22, 03:00
archiwalne
Adam Piotr Zając
Najchętniej wyrzuciłby większość samochodów z centrum miasta, a ludzi wsadził do autobusów, tramwajów, metra. A najlepiej na rowery. Adam Piotr Zając przekonuje, że wszystkim wyszłoby to na dobre.

Stoimy na Nowowiejskiej, pomiędzy politechniką a stacją metra. Adam Piotr Zając radzi, by obserwować ludzi. Obserwujemy więc. Jedni idą szybciej, inni wolniej, ale nikt się nie zatrzymuje. – Ludzie z jakiegoś powodu nie chcą spędzać tu czasu. Parę kroków stąd jest plac Zbawiciela, tam życie toczy się w zupełnie innym rytmie – mówi Zając. – Nowowiejska to przykład ulicy, która mimo remontu, nie zmieniła swojego charakteru. Ograniczono ruch samochodowy, ale auta wciąż zalegają na chodniku. Po drugiej stronie jest szeroki chodnik, ścieżka rowerowa, ale wciąż czegoś tu brakuje.... Może zieleni? Może ławek ? Albo jakichś ogródków? – zastanawia się.

Adam Zając lubi takie obserwacje. Skończył socjologię, kończy gospodarkę przestrzenną, od trzech lat jest członkiem Stowarzyszenia SISKOM. – Od zawsze interesowałem się miejskim transportem. Na studiach szukałem eksperckiej organizacji pozarządowej – opowiada. Trafił na stronę SISKOM-u, wypełnił deklarację członkowską, no i zaczęło się. – Przyszedł do nas pełen entuzjazmu – wspomina Jan Jakiel, prezes Stowarzyszenia. – Minęło już trochę czasu, a ten entuzjazm nie opadł. Powiedziałbym nawet, że w niektórych sytuacjach wciąż bierze górę nad realiami – uśmiecha się lekko.

Mapowanie barier

Adam Zając jest koordynatorem Warszawskiej Mapy Barier. Członkowie Stowarzyszenia mówią, że Zając jest motorem tego projektu, on sam – że bez wiedzy i doświadczenia starszych kolegów niczego by nie osiągnął.

Warszawska Mapa Barier to internetowa baza miejsc, w których występują utrudnienia architektoniczne: kładki oraz przejścia podziemne bez wind i podjazdów, strome schody, trudno dostępne przystanki komunikacji miejskiej albo zbyt wąskie chodniki. Wszystko to, co może stanowić przeszkodę dla osób mniej sprawnych, matek i ojców z wózkami albo rowerzystów. O utrudnieniach donoszą mieszkańcy, ale też zaprzyjaźnione organizacje. Każde zgłoszenie trzeba sprawdzić, udokumentować. Dopiero wtedy trafia do wirtualnej bazy miejskich przeszkód. Jest ich już tam prawie półtora tysiąca. Z danych korzystają i mieszkańcy, i urzędnicy. Biuro Koordynacji Inwestycji i Remontów w Pasie Drogowym wygospodarowało w tym roku milion złotych na usunięcie części barier. We współpracy z Zającem opracowali listę dwustu miejsc, które zostaną przebudowane w ramach tej kwoty. – Warszawska Mapa Barier została dobrze odebrana w Warszawie, ale też za granicą. Adam opowiadał już o niej w kilku europejskich miastach – mówi Jan Jakiel. – Kiedy wysłał swój pomysł Hiszpanom, dostał odpowiedź, do której przez przypadek załączono inną korespondencję, w której zachwycano się tym, że taki młody człowiek opracował tak znakomity schemat wynajdowania miejskich barier.

Miasto z ludzką twarzą

– Chciałbym, aby istniały mechanizmy, które pozwalałyby wpływać mieszkańcom na wygląd ulic – mówi Adam Zając. – Aby liczył się nie tylko interes urzędu dzielnicy, Zarządu Dróg Miejskich czy tramwajarzy, ale przede wszystkim potrzeby mieszkańców – podkreśla.

Spacerujemy po centrum miasta, a on opowiada o tym, że po drugiej wojnie światowej Warszawa została odbudowana zgodnie z założeniami epoki modernizmu. – Projektując Warszawę, myślano o tym, by każdy mógł jeździć po niej samochodem. Mamy więc szerokie ulice w centrum miasta, wiadukty i przejścia podziemne – mówi. – Liczyła się przepustowość: im większa, tym było lepiej. Dzisiaj od przepustowości ważniejsza jest jakość życia mieszkańców. Nie stawia się więc dźwiękochłonnych ekranów wzdłuż miejskich ulic, tylko ogranicza dopuszczalną prędkość. Nie ma dziś lepszego pomysłu na miasto! – przekonuje.

Zając jest gorącym zwolennikiem pomysłu, by wyprowadzać samochody z centrum miasta, a mieszkańców zachęcać do korzystania z komunikacji miejskiej, jazdy rowerem i do spacerów. – Już dziś ponad połowa warszawiaków podróżuje komunikacją publiczną – mówi. – Należy rozwijać ten rodzaj transportu, nawet kosztem wygody indywidualnych kierowców. Będziemy mieli mniejszy hałas, mniej zanieczyszczeń, a sami będziemy zdrowsi.

Chciałby również, by mieszkańcy mieli pełen dostęp do dokumentów, które mają wpływ na kształt miasta: od projektów budowlanych, przez plany zagospodarowania przestrzennego, po decyzje środowiskowe. – Na tym polu jest jeszcze wiele do zrobienia. Powinniśmy mieć dostęp do dokumentów, które zostały przygotowane za publiczne pieniądze – przekonuje.

O współpracy

Za zbiorowy sukces uznaje, że jakość współpracy miasta z NGO-sami z roku na rok jest coraz lepsza. – Oczywiście, urząd urzędowi nierówny. Wciąż są instytucje, które nie raczą odpisać na pismo, a głos społeczny traktują jako utrudnienie – mówi Adam Zając. Jaką ma na to radę? – Organizacje powinny wyszukiwać otwartych na współpracę urzędników, nawiązywać z nimi kontakty i sukcesywnie je rozwijać. Warto się też specjalizować. Być organizacją od konkretnej działki – przekonuje. – Bo, jak powszechnie wiadomo, te od wszystkiego są do niczego.

Za porażkę uznaje współprace z PKP. – Ogromna część terenów w Warszawie należy do dwóch połączonych ze sobą spółek kolejowych. Są całkowicie głuche na głosy strony społecznej. Nieważne, czy chodzi o budowę dodatkowego przejścia przez tory przy okazji modernizacji linii kolejowej, czy o zwykłe załatanie dziury. Logika działania PKP jest zupełnie inna: ogranicza się do troski o wyniki ekonomiczne. Brakuje wypracowanego mechanizmu współpracy pomiędzy PKP a mieszkańcami. Często słyszymy od miejskich urzędników, że nie są w stanie zagwarantować nam, że brać kolejarska uwzględni nasze postulaty.

O sektorze

Zdaniem Adama Zająca zarządzanie zespołami to pięta Achillesa trzeciego sektora. – Brakuje delegowania obowiązków na poszczególnych członków. Czasem na błahą decyzję trzeba czekać kilka tygodni do najbliższego zebrania zarządu. To paraliżuje działalność organizacji – zauważa.

W trzecim sektorze brakuje mu też młodych osób. – Znam ludzi, którzy wolą działać samodzielnie, jako miejscy aktywiści. Moje doświadczenie pokazuje jednak, że lepiej działać w fundacji albo stowarzyszeniu. Organizacje pozarządowe zrzeszają mądrych i doświadczonych ludzi, na współpracy z nimi można tylko skorzystać – zapewnia.

O sobie

Lubi rower. Są dni, w które nie potrafi odmówić sobie przejażdżki do podwarszawskiego Zabrańca czy Truskawia. Co roku podróżuje z bratem po Bałkanach. Uwielbia Albanię i Rumunię. – Jestem uparty, pewny siebie, samolubny i egoistyczny – mówi. – W to ostatnie proszę nie wierzyć – dementuje Jan Jakiel, prezes SISKOM-u. – Gdyby taki był, nie robiłby tego, czym się zajmuje. Prowadząc Warszawską Mapę Barier, działa w interesie osób z ograniczoną sprawnością, a sam jest przecież zdrowy i sprawny. Z architektonicznymi barierami spotyka się jedynie jeżdżąc na rowerze.


Adam Piotr Zając – socjolog miasta, członek zarządu stowarzyszenia SISKOM oraz Federacji Mazowia. Współtwórca projektu City Partrerships. Autor raportów i publikacji na temat dostępności architektonicznej oraz zrównoważonego transportu.

Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (warszawa.ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 3 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • komunikacja, transport
  • miasto
  • współpraca z administracją