Już po raz 8. przyznano tytuł „Dolnośląskiego Wolontariusza Roku”. Tegoroczny laureat jest człowiekiem wyjątkowym. Dariusz Gil, przebywający w Zakładzie Karnym nr 1 we Wrocławiu, swoją działalnością daje dowód na to, że to nie ludzie są źli, ale ich uczynki i że w każdym miejscu na świecie znaleźć można osobę wrażliwą na ludzką krzywdę.
- Jak zaczęła się Pana przygoda z wolontariatem?
Dariusz Gil: - Wszystko zaczęło się w 2007 roku, kiedy zostałem wytypowany przez Zakład Karny do akcji zbierania poduszek dla Domu Samotnej Matki. Dostaliśmy niezbędne materiały i każdy, kto potrafił szyć, te poduszki wykonał. Potem przekazaliśmy je potrzbującym matkom. Wtedy także skontaktowałem się z Ośrodkiem Opiekuńczo-Leczniczym w Jaszkotlu i gdy siostry, prowadzące Ośrodek, dowiedziały się, że jest prowadzona zbiórka, były bardzo szczęśliwe. Od tamtej pory nasza działalność się rozwija.
- Czy jest jakaś akcja, która szczególnie utkwiła Panu w pamięci?
D.G.: - Akcje organizowane dla Ośrodka w Jaszkotlu. Przez dwa lata zbieraliśmy w Zakładzie pieniądze, słodycze, środki czystości. Po tym czasie po raz pierwszy zostałem zaproszony przez siostry na wigilię do Ośrodka. Najbardziej pamiętam pierwsze spotkanie z niepełnosprawnymi dziećmi. Podczas zwiedzania Ośrodka, weszliśmy do pokoju, w którym leżały w łóżeczkach małe, niespełna 3-letnie dzieci. Na początku wcale nie reagowały, ale kiedy towarzysząca nam pani redaktor „Faktów” podeszła do jednego z nich, dziecko przytuliło się do niej. To najbardziej utkwiło mi w pamięci.
- Jak Pańską działalność oceniają inni więźniowie?
D.G.: - Jest cała masa ludzi, bez których to nie miałoby sensu, bo to oni zbierają i angażują się i zawsze są z tego zadowoleni, chcą to robić. Natomiast tak samo jak w społeczeństwie, tak i tutaj są osoby, przez mnie wyśmiewały i które miały podejrzenia, że może to jest nieuczciwe. Ale większość chłopaków rozumie i chce pomagać razem ze mną.
- Jakie korzyści daje Panu wolontariat?
D.G.: - Kiedy organizowałem pierwsze akcje, w głębi duszy myślałem, że być może poprawi to nieco moją sytuację tu w Zakładzie. Teraz muszę powiedzieć, że potrzebuję tego, jakbym był uzależniony. Daje mi to „powera” i mam po prostu potrzebę pomagania innymi. I dlatego wciąż to robę.
- Co uważa Pan za swój największy sukces?
D.G.: - To, że udało mi się przekonać do tej działaności wiele innych osób. Szczególnie w takim miejscu jak Zakład Karny sukces ten nabiera większej wagi. Fakt, że pomagamy i będziemy to robić dalej dla tych dzieciaków, które naprawdę na to zasługują oraz podejście innych osadzonych do tej działalności sprawia, że duma z tego co robię jest tym większa.
- Jak zachęca pan innych w angażowanie się w wolontariat?
D.G.: - Przede wszystkim poprzez rozmowy, np. na spacerach, poprzez rozdawanie ulotek chorych dzieciaków. Pokazuję, że jest ktoś, kto potrzebuje pomocy i jeżeli jej od nas nie dostanie, będzie bardzo nieszczęśliwy. Dla niepełnosprawnego dziecka nieważne, czy jesteś w więzieniu, czy też na wolności. Dla niego liczy się to, że mu pomagasz.
- Co zamierza Pan robić po wyjściu na wolność?
D.G.: - Chciałbym normalnie żyć. Chcę wynagrodzić swojej rodzinie te stracone lata. Z pewnością też nadal będziemy razem z żoną pomagać dzieciakom i to się nie zmieni.
- Jak Pan zareagował na to, że został „Dolnośląskim Wolontariuszem Roku 2011”?
D.G.: - To dla mnie wielki szok i niedowierzanie. Nie spodziewałem się, że akurat moja działalność zostanie tak bardzo doceniona przez Kapitułę. Bardzo dziękuję za uznanie.
- Jak ta nagroda wpłynie na Pana dalszą działalność?
D.G.: - Myślę, że wiele osób, które wcześniej mi zaufały i pozwoliły działać, utwierdziło się w przekonaniu, że podjęły dobrą decyzję, która przyniosła widoczne efekty. Jest to również dowód na to, że ludzie, którzy przebywają w Zakładzie nie są źli. Złe są tylko uczynki, które popełnili i za które ponoszą odpowiedzialność. A ta nagroda pozwala pokazać społeczeństwu, że w Zakładzie Karnym też jest dobro.
- Czy jest coś, co chciałby Pan przekazać Czytelnikom portalu?
D.G.: - Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że nawet w takim miejscu jak Zakład Karny nie wszyscy są źli. Ludzie są dobrzy, tylko ich uczynki są złe. I te złe uczynki zostaną tutaj, a po wyjściu będą oni normalnymi ludźmi. Życzyłbym sobie, aby takich właśnie osób było jak najwięcej i aby, jeśli już tutaj trafią, nigdy nie wracali.

~ paweł